Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

JACY JESTEŚMY? JACY BYLIŚMY?

Najprościej odpowiedzieć: „różni”, choć nie mówi to nam zupełnie nic. Podobnie moglibyśmy zapytać o to, czy w Marszu Niepodległości maszerują naziści czy piękna biało-czerwona młodzież? Osobiście odpowiadam „nie wiem”, gdyż uważam, że obie, bardzo popularne w Polsce oceny (naziści lub dumny kwiat patriotycznej młodzieży) są z gruntu fałszywe. W jednym z filmów w serwisie YouTube, vloger zbliżony do środowisk prawicowych, relacjonując marsz podchodzi do pary ok. 40-50-letnich Brytyjczyków. Mężczyzna dzieli się wrażeniami (cyt. z pamięci): „Odwiedziliśmy Polskę i korzystając z okazji wzięliśmy udział w tym ważnym i pięknym dla was święcie, ale słuchaj!” – przerywa nagle – „tam idą faszyści, zróbcie coś z tym!”. Brytyjczyk pokazuje palcem grupę osób, nad którymi powiewa czarna flaga z krzyżem celtyckim. Wyraźnie zagubiony vloger filmuje całą scenę, po czym wycofuje się bez słowa i kontynuuje relację rozmawiając z innymi uczestnikami (niosącymi już na ogół biało-czerwone flagi), rejestrowane opinie przedstawiają dość szeroką paletę poglądów.

Kilka godzin temu wpadłem na pomysł, który jednak okazał się trudny do wykonania ze względu na ograniczony czas, którym dysponuję. O ile w ogromnej większości spraw znalezienie wiarygodnych materiałów źródłowych nie jest trudne, tak tu natrafiłem przynajmniej na znaczne białe plamy a chciałem określić odcienie przekonań politycznych Polaków w okresie międzywojennym na podstawie ich preferencji wyborczych.

Czy Polska była w całości endecka (a więc otwarcie antysemicka)? – to pytanie nasunęło się mi już dawno. Istniała przecież lewica, istniał silny obóz piłsudczykowski, ok. 10% ludności stanowiły mniejszości narodowe mające również swoje polityczne przedstawicielstwa – do tego endecja praktycznie nigdy nie rządziła, choć była silna np. we wschodnich regionach kraju. Analizując wyniki wyborów od 1918 do 1935 zetknąłem się – przyznaję ze skruchą – z ugrupowaniami, których nazwy nie mówiły mi zupełnie nic a sprawdzanie ich byłoby kolejnym pracochłonnym wyzwaniem. Problem stanowiło też to czego doświadczamy i obecnie – Polacy wówczas nie byli entuzjastami wyborów, gdyż frekwencja wynosiła mniej więcej 50%, więc co z tymi, którzy głosować nie chodzili?

Pomimo to, w moim przekonaniu, zbadanie preferencji wyborczych i ich zmian na przestrzeni ok. 20 lat, dałoby pewien ogólny i racjonalny obraz, który można byłoby konfrontować z istniejącymi w obiegu dwiema raczej subiektywnymi „narracjami” o przeciwstawnych treściach: „Polska antysemicka” lub „Polska kultur”.

Żydowska rodzina opuściła Polskę dowiadując się o Pogromie Kieleckim choć mieszkała w innej części kraju. Strach i zagrożenie – nie sposób odebrać ludziom prawa do obaw i podważać racjonalności decyzji, jednak czy takie zdarzenia jak Pogrom Kielecki były normą w powojennej Polsce? Czy były normą w dużych miastach, mniejszych, we wsiach? Jak wygląda sytuacja w czasie wojny? Jedwabne i inne polskie miasteczka – gdy sięgniemy po mapę i zaznaczymy ich lokalizację, okaże się, że nie są rozsiane po całym okupowanym kraju, lecz znajdują się głównie w regionach wschodnich, gdzie akurat endecja była silna.

Gdyby zbudować obraz współczesnych Niemiec na opiniach ofiar rasistowskich czy etnicznych ataków to znacznie odbiegać mógłby od obrazu stworzonego na podstawie badań niemieckiej opinii publicznej, które ukazałyby, że np. kilka procent Niemców ma negatywny stosunek do emigrantów.

Wiem, że nie wyczerpuję wszystkich ciekawiących mnie wątków, ale odnosząc się do współczesności: czy gdy grupa agresywnych „narodowców” zaatakowała kilku sympatyków KOD w biały dzień, to czy możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że brak reakcji świadków wynikał z uprzedzeń wobec KOD a Polacy to nacjonaliści?

Obraz Polski stworzony na podstawie relacji ofiar i świadków przestępstw to obraz ponury i silnie nacechowany emocjami. Z drugiej strony w kontrze do opinii „Obozy zagłady powstały właśnie tu” można przedstawić równie silną i sugestywną opinię: „Największa diaspora żydowska była właśnie tu”. Polin – czyli Polska w języku hebrajskim oznacza także „tutaj odpoczniesz”.

Reklamy

Hej, kto Polak na… Syberię

… właśnie wczoraj słuchałem historii człowieka zesłanego na Sybir (za cara). Jego pomysłem na sprzeciw wobec systemu było… nie dać się zginąć na Syberii czyli przeżyć. Bardzo to cwane i bohaterskie, nie powiem, tylko zastanawiam się, dlaczego nie chciał przeżyć odmawiając sobie śpiewania głośno w okupowanym kraju pieśni patriotyczno-religijnej w kościele za co został zesłany?

Czy wg. Polaka tylko doniosło-obnośne akty niepełnosprawnego umysłowo patriotyzmu są skuteczną formą walki z tyranią? Co one właściwie dają – „Ducha nie gaście!” czy może jedynie stają się wdzięcznym tematem pieśni takich jak o Janku Wiśniewskim czy kibitkach, które gnały na Sybir w ciemną, mroźną noc?

Po latach (czyt. po porażkach) powstają spekulacje, mówiące o tym, że to okupant, zaborca czy dyktator manipulował zręcznie opozycją sugerując jej za sprawą swoich tajnych agentów podejmowanie działań, które nie przyniosą żadnego politycznego skutku, a podejmującym przyniosą dotkliwą szkodę. Takie spekulacje oczyszczają trochę nasze sumienia, gdyż gdybyśmy sobie tak tego nie wyjaśniali musielibyśmy uznać, że jesteśmy nienormalni (dodatkowo: dzięki spekulacjom możemy zwalić winę na jakichś zdrajców).

Oczywiście, nie zawsze było głupio. Dziwnym trafem, w czasie II wojny światowej, żaden działacz podziemia nie wybiegał przed gmach Gestapo z biało-czerwoną flagą śpiewając „Boże coś Polskę”. Wówczas jakoś ludzie byli mądrzejsi albo rozumieli, że pewne działania są jeżeli już nie głupie to przynajmniej bezsensowne. Partyzantka psuła okupantom krew i jako walka na wykończenie (tym bardziej, że wróg musiał walczyć na wielu frontach) miała swój potencjał, oczywiście… do czasu gdy nie odebraliśmy sobie „patriotycznej” premii w postaci Powstania Warszawskiego. Mimo wszystko – gdy spojrzymy np. na Afganistan, to przyczyną wycofania się ZSRR nie były akty desperacji Afgańczyków. Właściwie, do tej pory nie wiemy dlaczego ZSRR wycofało się, choć zachód przebąkuje coś o Stingerach i związanej z tym ekonomii (patrz. koszt naramiennej wyrzutni (konkretnie:pocisku) vs koszt radzieckiego helikoptera).

Mamy jednak pokój. W pokoju – ludzie zasadniczo wychodzą na ulicę gdy czegoś chcą, głośno o tym krzyczą a władza pod wpływem krzyczącego tłumu mięknie i wprowadza korzystne zmiany.
No cóż… tak bywa głównie w dobrze kończących się bajkach, choć czasem – gdy tłum bywał spory – zdarzało się i naprawdę, dlatego:
W Polsce nie ma tłumu!!! – słychać ubolewanie ze strony 120 tysięcy hermetycznych, niezdolnych do współpracy i skłóconych ugrupowań opozycyjnych, które chcą przejąć władzę gdyż mają receptę na Polskę (każde ugrupowanie dysponuje receptą niepowtarzalną).

Mógłbym na powyższej konstatacji zakończyć, gdyby nie kilka myśli wiążących się:

1. Jak stworzyć parodię demokracji?
Rozdrobnić tak prodemokratyczne siły polityczne, by większościową (demokratyczną!) władzę zdobyła partia np. z 10% poparciem społecznym.
2. Jak nie przejąć władzy?
Stworzyć zjednoczenie (koalicję) 120 tysięcy ugrupowań sprzeciwiających się danej władzy i chcieć by każde przejęło władzę poprzez powyrzynanie się wcześniej w walce o numery na listach wyborczych.
3. Co nie pociąga w opozycji?
Idea powrotu tego co stare oraz coraz wymyślniejsze opisy tego jak bardzo krwiożercza dyktatura w Polsce panuje.

Jak jest?
PiS przed wyborami ugrzeczniło się, nawet Radio Maryja zajęło się płodami używanymi do produkcji szczepionek w zastępstwie szczucia przeciw uchodźcom, UE, itd. Nowy rząd PiS (a przynajmniej minister środowiska) całkiem błyskotliwy, wygadany a co niezwykłe… koncyliacyjny (pozostali właściwie również). Padają deklaracje otwarcia na rzeczowe i przyjazne rozmowy z UE o klimacie, uchodźcach, sądach, punkcie 7, a nawet rozliczaniu „ONR-ów”. Pojawiają się krytyczne głosy o kościele płynące z łona kościoła. Gdzieś z kręgów PiS słychać, że to wszystko po to, by PiS stało się poważną partią konserwatywną a nie durno-wściekłą jak dotychczas. Gdy ta atmosfera przetrwa do wyborów i nikt nie zostanie zabity na komisariacie to PiS może spać spokojnie.

Jednak spokojny sen zapewnia nie tylko powyższe i rozdrobnienie tzw. „opozycji”. Rozdrobnienie ma także drugi poziom (wewnętrzny). Jak okazało się, np. kobiety związane z każdym ze 120 tys ugrupowań, nie są w stanie uzgodnić czy wychodząc protestować walczą:
a) z pis
b) z kościołem
c) o liberalizację przepisów aborcyjnych
d) o kompromis aborcyjny
e) o prawo wyboru dla ok. 90% katolików w Polsce
f) najładniejsze hasło i plakat, który pokażą w GW lub TVN

Prawdziwe przywództwo wyłania się z umiejętności wybrania z tych licznych punktów (jednych i drugich) tego co realnie łączy (posiada potencjał) oraz przekonania do tego ludzi.
Póki co trwa konkurs na miss/mistera charyzmy.

—————————————————————————————
Pragmatyzm – jak mówi SJP – to postawa życiowa polegająca na trzeźwej ocenie sytuacji i podejmowaniu wyłącznie działań, które zapewniają skuteczność
—————————————————————————————-

ZMIANY W RZĄDZIE – CZEMU SŁUŻĄ?

Chcąc wygrywać wojny, trzeba wygrywać bitwy. Jednak zmiana dowódców w tracie batalii może dziwić, skoro nie mieliśmy do czynienia z jakimś wyjątkowym skandalem, przestępstwem czy spadkiem wyników – było raczej odwrotnie. Czy chodzi o wywołanie powszechnego „zastanawiania się” nad tym? Mając to na uwadze, uległem umiarkowanej ciekawości i prześledziłem podobne ruchy w innych ekipach, rzuciłem okiem na daty i terminy wyborów, zapoznałem się z komentarzami polityków oraz politologów. Powiem Wam szczerze, że odpowiedzi jest tyle ile źródeł.

Czy trzech politologów może mieć inne zdanie? Czy politycy nie wiedzą co robi ich partyjna góra? Czy komentatorzy czerpią z „czegoś” czy tylko z głowy? Najbardziej czytelny w opisie tego typu zjawisk okazał się Leszek Miller, który komentując zmiany w rządzie D.Tuska (ok. 2013 r.) użył mniej więcej tych słów: „Zmiany w rządzie mogą przynieść chwilową ulgę, która pomaga przygotować się lepiej do wyborów. Wilki pędzące za saniami zatrzymają się na chwilę, ale warto wiedzieć, że potem zaczną pędzić jeszcze szybciej”. Hmmmm….

Brzmi prawie jak chińska wróżba z ciasteczka, ale owszem: zmiana – a szczególnie na ludzi mało znanych – niesie ze sobą element zaskoczenia. Nie ma na takich ludzi haków, nie można ich ocenić zanim czegoś nie zrobią (przyp. kandydat Duda), mogą również poprawiać wizerunek gdyż tryskają świeżością a nie wypaleniem. Ulga jest. Jednak czy rzeczywiście? Odsunięcie takich postaci jak Macierewicz czy Szyszko wywołało wściekłą reakcję środowisk związanych z tzw. „ośrodkiem toruńskim”. Sakiewicz zapewnił, że już nigdy nie zagłosuje na Dudę, Karnowskie wietrzą intrygę pt. „do prawdziwie polskiego rządu, wprowadza się salonowców z dworu Tuska”. Gorzkich słów nie szczędzi Pawłowicz i „pro-toruńsko-prawicowe środowiska ekologiczne”. Nie da się ukryć, że to właśnie miniona ekipa wypracowała wysokie notowania PiS (w sondażach) gdy dziś ta popularność staje pod znakiem zapytania skoro objawił się publiczności ostry podział w PiS.

Kolejny raz wracamy do tematu bezpośrednich przyczyn i tu spekulacjami możemy sypać z rękawa: „PiS zmieniło kierunek, ze szkodliwego ideologicznego na gospodarczy, który załagodzi tarcia z UE”, „Duda zaszantażował Prezesa Polski, że nic więcej nie podpisze, gdy Macierewicz nie odda mu armii”, „Kaczyński widząc jak Macierewicz urasta w siłę, postanowił pokazać mu, kto rządzi w PiS”. „Młode wilki z PiS rozsadziłyby partię od środka, gdyby nie dano im pola do popisu”. Tego naprawdę jest sporo i myliłby się ten kto sądzi, że podobnych spekulacji było mniej czy to za czasów PO czy SLD.

Zmiany w rządach po prostu są i mają przynieść jakiś efekt. Nawet gdy możemy powiedzieć jaki jest cel „strategiczny” (zwyciężanie w wyborach) to zmiany same w sobie pozostają taktyczną tajemnicą tych, którzy realnie zarządzają polityką.
Chyba, że macie jakiś wyciek?

ŻYDZI, NOBEL, NACJONALIZM czyli „ŻYCZENIE NOBLA” (niepoprawnie?)

Wielokrotnie spotykałem się ze stwierdzeniem, że największą liczbę laureatów nagrody Nobla posiadają Żydzi. Większość źródeł podaje, że Amerykanie…, ale intencja głoszących przytoczoną opinię była nazbyt czytelna: „Żydzi są najwybitniejszym narodem”. Irytowało mnie to, gdyż wierzę w równość ludzi i wiem, że ich sukces zależy od wielu czynników, lecz sugestia wobec różnych (takich jak moje) wątpliwości była wyraźna: „Jeżeli nie zgadzasz się, to jesteś antysemitą”.

Brakowało mi czegoś. Raz, że należałoby zapytać np. Szimona Pereza – laureata Nagrody Nobla z 1994 czy bardziej czuje się Żydem, Polakiem a może Izraelczykiem? Dwa – czy kraj pochodzenia świadczy o narodowości, lub czy ktoś kto urodził się we Francji ale nagrodę otrzymał posiadając obywatelstwo szwedzkie to nagroda należy się Szwecji czy Francji? Trzy – co z naukowymi kolaboracjami, kiedy nagrodę za dane odkrycie otrzymują naukowcy np. z trzech różnych krajów (czyli można być ‚narodowym noblistą’ np. w 50 lub 33%)? Cztery – czy na podstawie liczby noblistów można dokonywać ocen IQ czy potencjału całych narodowości, ras, grup etnicznych? Takich pytań było więcej.
Pojawiła się właśnie nowa odsłona wspomnianego na początku info. Mówi ona o tym, że Polacy wymieniają tylko kilku laureatów koniecznie katolików z polskimi nazwiskami zapominając o swoich żydowskich współobywatelach. Ponownie zadałbym pytania, które przedstawiłem wcześniej lecz przeglądam polskie źródła i różnią się one, choć owszem np. ambasada RP w Rydze na swojej witrynie podaje tylko 6 osób ale Wikipedia zawiera już większą listę….

Cóż… trudno wykluczyć, że intencje dokonujących „narodowego podziału” noblistów maja naturę nacjonalistyczną (dotyczy wszystkich stron), trudno wykluczyć, że antysemityzm istnieje, trudno wykluczyć to, że Żydzi również bywają nacjonalistami.

Jednak odpowiedź na nurtujące mnie pytania od lat znajduje się w Komitecie Noblowskim a konkretnie w testamencie Alfreda Nobla:

————————————————————————
/…/Alfred Nobel napisał w testamencie w 1895 roku: „Moim wyraźnym życzeniem jest, aby przy przyznawaniu nagród nie brano pod uwagę narodowości kandydatów, lecz to żeby otrzymali ją najbardziej godni”. Informacje na temat narodowości są często trudne do ustalenia, w związku z tym Laureaci Nagrody Nobla są wymienieni według kraju urodzenia, a nie według narodowości.

Na poniższej liście, kraj urodzenia odnosi się do nazwy kraju w momencie narodzin Laureata Nagrody Nobla. Na przykład, aby znaleźć laureatów Nagrody Nobla urodzonych w Indiach, należy uwzględnić również Indie Brytyjskie, Indie Brytyjskie (obecnie Bangladesz) i Indie (obecnie Pakistan). Austria, Niemcy, Polska i Rosja to inne przykłady krajów, w których granice uległy zmianie./…/
(źródło: https://www.nobelprize.org/nobel_prizes/lists/countries.html)
—————————————————————————

Innymi słowy, może nie nacjonalizujmy tej Nagrody szanując wolę fundatora, nawet gdy mamy jak najbardziej szlachetne czy nieszlachetne intencje?

P.S.
np. Maria Curie znajduje się w sekcji „Imperium Rosyjskie (obecnie Polska)”

CZY „POLACY NIE DOROŚLI DO DEMOKRACJI”?

„Polacy nie dorośli do demokracji”.
Czasem słyszę taki argument. Na ogół, tak właśnie rzecz tłumaczą sobie ludzie zaangażowani politycznie, którzy szukają odpowiedzi na pytanie o brak masowego poparcia ich sprawy.

Prawdę mówiąc irytują mnie tego typu diagnozy, podobnie jak sugerowanie, że ludzie nieuczestniczący w protestach są mniej wrażliwi, niedouczeni, itd. Obawiam się, że w taki sposób łatwiej pogrzebać sprawę niż kogokolwiek do niej przekonać.

Mussolini dowiadując się o kolejnych porażkach swojej armii mówił o tym, że wielkie Włochy potrzebują marmuru a nie gliny (że gdyby Michał Anioł dysponował gliną a nie marmurem to byłby najwyżej garncarzem), że „materiał ludzki”(!) jest słaby, a z drugiej strony zero refleksji nad tym, że może to przywództwo jest marne, albo że sprawa nie specjalnie ludzi do umierania za nią pociąga.

Bierność – tak jak w międzywojennych Włoszech – niekoniecznie jest skutkiem  niedouczenia, braku wrażliwości czy nierozumienia idei. Bierność np. liberalnych demokratów wynikała w dużej mierze z tego, że zdawano sobie sprawę ze… wspólnoty interesów z nacjonalistami: szacunek do patriotyzmu, przywiązanie do własności prywatnej i co kluczowe – niechęć do komunizmu. Nacjonaliści byli w stanie rozwiązać bolesne problemy liberalnych demokratów z tym małym zgrzytem, że za rozwiązanie owych problemów życzyli sobie władzy (a przy tym obalenia parlamentaryzmu, wprowadzenia władzy silnej ręki, itd).

We współczesnej Polsce komunizm nie jest traktowany jak zagrożenie (lewica nie dostała się nawet do sejmu) jednak nie znaczy to, że ludzi nie da się niczym nastraszyć. Współczesną „komunistyczną nawałą” są uchodźcy i tzw. „spiskowe rządy brukselskich finansowych cwaniaków”. Nacjonaliści jak zwykle składają prostą ofertę: powstrzymamy siłą islamską nawałę (bo dialogiem – wy liberałowie-demokraci – nie dacie sobie rady), nawrócimy złodziei z UE, tylko weźmiemy sobie za to władzę (vel „umocnimy ją”). Ludzie zostają postawieni przed wyborem: „islamizacja”, która potencjalnie może przynieść obalenie parlamentaryzmu + „okradanie przez Brukselę”, które może przynieść biedę…. W takich okolicznościach rządy ‚nieco autorytarne’ wydają się mniejszym złem – gdy „demokracja” kojarzona np. z rządami PO oznaczałaby nie tylko wpuszczenie strasznych terrorystów i kaznodziejów z ISIS, ale także utrzymanie systemu kontrolowanego przez „cwaniacką brukselsko-światową finansjerę”.

Znaczna część Polaków (co ukazują sondaże) posiada wspólne interesy z władzą PiS, nawet gdy samo PiS jako takie nie jest i nie musi być ich ulubioną opcją. Co proponuje opozycja? Czy powrót ciepłej wody, którą powinniśmy uważać, za „demokrację (uruchamiającą potencjał społeczny)”? Takie i podobne sprawy warto wyjaśniać, proponować rozwiązania. Oczywiście nie wyczerpałem tematu głównych wątków, ale dorzućmy choćby: „kto zamiast pis?” lub czy powrót „państwa prawa” i demokracji ma oznaczać zabranie 500+?

„CZAS HYBRYDOWY”

Czy zauważyliście, że wiele spraw skomplikowało się przez to, że nie są jednoznaczne? Ktoś przekazuje zarówno informacje jak i fejki, ktoś pluje a po chwili modli się solennie, ktoś popiera walkę o prawa gejów ale nie chciałby mieć geja w rodzinie, ktoś uznaje dorobek sufrażystek ale nie cierpi feministek, ktoś nie trawi PiSu ale nie jest z PO, ktoś domaga się obniżenia podatków ale chce wydajnej służby zdrowia, ktoś zamyka swoich niepoprawnych obywateli ale walczy z ISIS, ktoś jest przywódcą Hamasu ale potępia terroryzm, ktoś mówi „Razem” a działa osobno, ktoś popiera wolność aborcji ale sam jej nigdy nie dokonałby, ktoś kocha uchodźców ale nie w miejscu swojego zamieszkania. Nawet napój energetyczny może szkodzić ale daje kopa.

Prościej było gdy tyran był tyranem, szarlatan szarlatanem, kłamca kłamcą a bandyta bandytą i trzymali się tego. Prościej było gdy trucizna była trucizną, a zdrowe jadło zdrowym jadłem. Jak ocenić złodzieja-filantropa opiekującego się dziećmi w hospicjum? Jak osądzić fatalnego artystę, który popiera szlachetną sprawę?

P.S. Znikam na kilka dni, więc wybaczcie brak odpowiedzi, ale piszcie do woli.

M.ROLA I INTELEKTUALNY PRZEWRÓT PRAWICY

Staram się nie poruszać tzw. „bieżączki”, gdyż ta jak w rysunku Raczkowskiego wstrząsa opinią publiczną choć nie ma żadnego znaczenia (dziś jest, jutro nie ma, jest nowe, zapomnij). Jednak w tym przypadku stało się coś wyjątkowego.

W youtubowym „wRealu24.pl” M.Roli, niejaki Sklepowicz powiedział to co powiedział o protestujących kobietach i nie wiedziałem czy w ogóle warto odnosić się do tego choćby niewymagającym wysiłku kliknięciem emotki typu „zły” czy podobnej. Kaliber ‚publicystów prawicy’ ma określoną pozycję w moim prywatnym rankingu dlatego zachowałem się tak a nie inaczej.

W przeciwieństwie do mnie, ludzie (na ogół z lewej strony) oburzają się i z jednej strony słusznie, a z drugiej bez skutku. Nie widać przecież jakiejś szczególnej przemiany np. K.Pawłowicz, której wypowiedzi jeżyły i jeżą włos na głowie wielu. Nie pomagają protesty, listy, felietony i cała ta kulturowa mechanika. „Skoro lewica jest wściekła a prawica doznaje ekstazy to znaczy, że jest dobrze a mnie widać” – przynajmniej tak rozumiem intencje produkujących „masakracyjno-orające” treści.
Wszystko byłoby w normie i tym razem, gdyby pytanie o to kto rucha protestujące nie wywołało zgrzytu po prawej stronie. Tak, dobrze czytacie. Coś nie zagrało w tym praktycznie nie różniącym się od innych swojskim tekście.

Marcin Rola wystosował publiczne przeprosiny. Nie przeprosił „imiennie” kobiet, nawet gdy można odnieść takie wrażenie. Poszło o coś innego, co zgrabnie i dość jasno wyraził Dubitacjusz Szczeciński z portalu „prawica.net”:

/…/
Wracając do proPiSowskich publicystów.
Oni, zaproszeni do mainstreamowym (tj. nieprzyjaznych lub neutralnych) telewizji i skonfrontowani z postępowymi dziennikarzami, potrafią dyskutować w sposób kulturalny, miarkując OSTRE wypowiedzi. Te, pojawiają się w przekazie do „patriotów”.
Czy to znaczy, że odbiorców mainstreamu uważają za normalnych ludzi, a „swoich” za motłoch?
A co ze stroną antysystemową?
Czy ona jest skazana tylko na oranie, masakrowanie, ostro, mocno?

/…/

Przyznam, że jestem w szoku. Dostrzeżenie tego, że pewni ludzie rozmawiając z Michnikiem rozmawiają jak z człowiekiem, gdy komunikując się ze swoimi rozmawiają jak z bydłem, to coś – jak na nasze warunki – bardziej wyjątkowego niż odkrycie fal grawitacyjnych.


(źr.fot.pressmania)

„… TĘ TO BYM ZERŻNĄŁ”

Obejrzałem właśnie vlog dziewczyny, która przez łzy opowiedziała o tym, że jeżdżąc na rolkach przy jakiejś galerii handlowej niemal zawsze słyszy ‚komplementy’ takie jak zawarty w tytule.
Rzecz nie jest osobliwa, to dzieje się w Polsce. Autorka ocierając łzy, stara się przekazać oglądającym, że to nie są komplementy a ona zwyczajnie boi się i wie, że dotyka to masy dziewczyn w naszym kraju.

Temat jest znany, więc wałkowanie go tutaj niewiele zmieniłoby, podejrzewam, że mamy jednoznacznie negatywne nastawienie do tej kwestii. Jednak powód mojego wpisu jest inny, a konkretnie dotyczy tego co znalazłem w komentarzach i nie chodzi o „hejt” w stylu „sama sobie winna”, którego o dziwo nie było.

Jedna z komentujących zostawia słowa:
„Wydaje mi się, że właśnie po to jest feminizm, żeby w końcu zmieniło się coś w tej czarnej rzeczywistości”.
Reakcja autorki jest natychmiastowa:
„Nie muszę uważać się za feministkę, żeby działać, nie chcę należeć do żadnych grup”.

Otworzyłem oczy ze zdumieniem rozumiejąc, że walka o prawa kobiet w dowolnej formie jest już feminizmem. Skąd opór? Co znaczy „nie muszę uważać się” co znaczy „grupy”??
Czy w tej młodej pokrzywdzonej głowie feminizm jest już lewacko-liberalnym ścierwem i wypaczeniem, ideologią gorszą niż gender i jest do tego jakąś sektą?

Być może nad-interpretuję, ale wydało się mi, jakby wykorzystywany pracownik mówił: „Chcę uczciwego traktowania przez pracodawcę, ale od związków zawodowych wolę stronić” albo „jestem czarnoskóry i mam z tego powodu problemy, jednak antyrasiści to nie moja bajka” lub „kocham przyrodę ale nie utożsamiam się z obrońcami puszczy”.

Jestem w stanie zrozumieć niechęć do ekstremistek feminizmu, czyli niechęć do utożsamiania się z biegającymi z gołymi cyckami paniami, które sprawiają wrażenie bardziej walczących z płcią przeciwną niż problemami np. nierównouprawnienia. Jednak ten natychmiastowy opór przed słowem „feminizm” zaskoczył mnie. Czyżby ta dziewczyna wiedziała już, że gdyby nazwała siebie feministką (lub utożsamiła się z tym nurtem), to przy kolejnej wyprawie na rolki mogłaby zacząć się naprawdę bać, gdyż na ogół wiadomo co pewne kręgi chcą robić sierpem i młotem?

Czy walka o szacunek i bezpieczeństwo kobiet ze strony kobiet jest dopuszczalna wyłącznie po przystąpieniu do narodowo-kościelnej organizacji i może wyglądać np. tak? :

„- Oni (muzułmanie) uważają, że białe kobiety niemuzułmańskie trzeba gwałcić! Biała Europa zmierza ku upadkowi. Rządzą nami żydowscy imperialiści, a przybysze wyrżną nas wszystkich w pień! Przyjadą po dzieci, staruszki i wszyscy będziemy bez głów! Nie pozwolimy, by islamskie ścierwo zniszczyło naród polski” – fragmenty wypowiedzi Justyny H., absolwentki chemii, koordynatorki brygady dolnośląskiej ONR w trakcie wiecu we Wrocławiu.

Wspomniałem niedawno o propagandzie strachu i to jest przykład tego jak może działać: „Nie chcesz być zgwałcona, więc rób sobie vloga, ale bądź ostrożna bo wiesz co będzie gdy powiesz o słowo za dużo. Apeluj sobie ale nie szukaj pomocy wśród tych, których my – kwiat narodu – nie za bardzo lubimy. Walcz sobie samotnie ale nie próbuj jednoczyć się z „nimi”, bo będą problemy. Jeżeli chcesz działać to w naszej organizacji, tu też możesz otwarcie piętnować gwałt – oczywiście muzułmański bo o inne sama się prosisz”.

CZEGO BRONIĆ?

Obrona demokracji przypomina próbę bronienia służby zdrowia przed zarzutami tzw. „altmedowców” (zwolenników alternatywnej/alternatywnych „medycyn”). Można podejmować taką obronę dla zasad, bo dla ludzi.. już trudniej.
Pojawienie się tych, którzy kwestionują fundamentalne prawa i reguły nie jest przypadkowe, wywołane jest zwykle przez jakiś dotkliwy kryzys zaufania wobec instytucji stojących na straży tychże praw, reguł a w istocie – całego społeczeństwa.

Weźmy kryzys ekonomiczny ‘2008. Wszelcy zwolennicy teorii spiskowych zyskali swoje 5 minut, gdyż nagle „ci którzy mieli wiedzieć, dbać, chronić” okazali się zupełnie nieskuteczni: nie potrafili przewidzieć kryzysu, naprawa była/jest niedostrzegalna, itd.
a więc powierzanie im zbiorowego bezpieczeństwa staje pod znakiem zapytania.
Co robią ci, którzy kryzysu nie przewidzieli, nie zabezpieczyli ludzi? Wręczają bankierom premie. Zwycięstwo PiS w takich okolicznościach jest jak 2 +2 = 4.

ZWIERZĘTA – TAKIE SAME JAK „MY”

Tyle mówi się o zderzeniu kultur, a gdyby tak zastanowić się nad tym co właściwie różni islamskiego ekstremistę od chrześcijańskiego, to odpowiedzi nie będą krzepiące. Gdyby dać owe sierpy i młoty do wyrzynania czerwonej hołoty „rozmodlonym” uczestnikom pikiety przed Teatrem Powszechnym i rzec: „Czyńcie swoją powinność w imię boga” to jaki byłby skutek?

Nawet kota można nauczyć załatwiać się do „ludzkiej” ubikacji. O ile ubikacja będzie dostępna, o ile będzie istniał „wymiar sprawiedliwości” i kara za odstępstwo od normy, o ile sam kot odczuje jakieś korzyści z zaistniałego stanu rzeczy to z powodzeniem będziemy mogli uznać, że kot został ucywilizowany. Jednak czym jest kultura, cywilizacja? Zbitką wynalazków i przyzwyczajeń do nich. I niechby te przyzwyczajenia wynikały z jakiejś świadomej decyzji wywołanej indywidualnym oświeceniem – jednak nie. Są skutkiem strachu przed karą, efektem procesu „cywilizowania” od najmłodszych lat pt. „to złe, to dobre, tak wolno, tak nie wolno” (i klaps).

Gdyby nie filozofowie można byłoby przyjąć, że cywilizację przynieśli nam kosmici, którzy zbudowali co chcieli, zostawili instrukcję obsługi i kilka regulaminów, po czym odlecieli w najdalszy zakątek wszechświata (czyli jak najdalej od nas). Tylko filozofowie udowadniają niekiedy, że coś z tej cywilizacji rozumieją, że ona od nas pochodzi, a nie z księżyca. Potrafią zarazić takim myśleniem, po czym sami zaczynamy zastanawiać się nad tym, że przecież nie jesteśmy aż tak głupi aby czegoś podobnego nie stworzyć. Wystarczy jednak wojna, głód, cierpienie by te wszystkie piękne mrzonki o nas samych prysły jak bańka mydlana, a zresztą… ilu ludzi potrafi naprawić telewizor?

Sam starałem się niedawno odkryć jakieś symptomy jak zapach potu, wyraz oczu, nieumiejętność odpowiedzi na pytanie, które pozwoliłyby nam odkryć i powstrzymać uznawane przez nas zło (brak cywilizacji w praktyce). W gruncie rzeczy, moje myśli dotyczyły tego czym fizycznie różni się kot załatwiający się do ubikacji od kota, który odwołuje się do tradycji? Czym różnią się? Ano niczym, jeden korzysta z ubikacji a drugi nie i to ten korzystający z ubikacji różni się od kota tradycyjnego a nie odwrotnie.