ZAUFANIE, AUTORYTETY, ŚWIADOMOŚĆ

by romskey

Dlaczego wyłączamy „filtry”? Dlaczego treści zgodne z naszym światopoglądem czy nawet niekiedy tylko chwilowym stanem ducha uważamy za prawdziwe, gdy w innych sytuacjach nie dajemy się przekonać nawet do prawdy, która w nasz światopogląd godzi? W tym drugim przypadku, nawet gdy damy wiarę niechcianej prawdzie to zapominamy szybko o niej, szukamy drugiego czy trzeciego dna lub w inny sposób staramy się dopasować (nagiąć) ową prawdę do tej „naszej prawdy”.
Wydaje się mi, że w trakcie naszego cywilizacyjnego rozwoju, czy nawet ewolucji, stworzyliśmy sita, które decydują o tym czy zaufamy komuś czy nie. Niegdyś w USA przeprowadzono eksperyment, w którym elegancko ubrany reporter wraz z kamerzystą wypytywał ludzi o to co sądzą o decyzji odłączenia się Texasu od USA, którą podjęto godzinę temu? Strój i kamera sprawiały, że zaskoczeni ludzie przyjmowali, że odnoszą się do prawdziwego zdarzenia. Gdy taką samą treść wypowiadał człowiek przebrany za roztańczonego hippisa nikt nie zwracał na to co mówi uwagi. Nie pamiętam już, czy eksperyment wzbogacono o sytuację, w której hippis mówi prawdę w którą nikt nie wierzy, ale to tylko opis jednego z kluczy do naszego zaufania. Innym kluczem jest np. tło w telewizji, kiedy regał z książkami za plecami mówiącego podpowiada nam, że wyrażana opinia jest poważna. Oczywiście nie chodzi tu wyłącznie o strój, kamerę czy tła, które są tylko wizualnymi elementami budowanego latami autorytetu mediów (także nauki czy polityki) bardziej rzetelnymi metodami. Jednak dysponując pełnym arsenałem środków budujących w naszych oczach czyjś autorytet, można dokonywać naprawdę mało chwalebnych rzeczy. Może problemem jest „wiara w autorytet”? Gdy część naukowców zapadała na „chorobę noblowską” (schorzenie to objawia się przekonaniem iż nawet jednorazowe zdobycie nagrody Nobla przesądzą o noblowskiej wartości każdej myśli wyrażonej przez laureata) głos zabrał amerykański fizyk teoretyczny Lawrence Krauss stwierdzając: „W nauce nie ma autorytetów, są tylko specjaliści”.
Czy potrafimy obejść się bez wiary w autorytety, skoro nie tak trudno je imitować i wprowadzać innych w błąd? Zwróćcie uwagę co dzieje się w reklamie np. „lekarstw”. Bezimienni lekarze w białych kitlach zapewniają o skuteczności danego środka i ludzie pędzą do aptek. Może działa tu mechanizm taki, że w przypadku pilnej żywotnej potrzeby jesteśmy w stanie pominąć zdroworozsądkową weryfikację?


źr.graf.AESOP