ZAUFANIE

by romskey

Nie wiem ile razy można odkrywać Amerykę, ale pewnie dość często, a tym częściej, gdy obserwowanie świata wokół odbiera pewność czy Amerykę na pewno odkryto. Być może brzmi trochę tajemniczo, jednak kilka sytuacji z kilku różnych obszarów znów ułożyło się w zgrabną historię, którą pozwolę sobie Wam przedstawić.

Radio TokFM, wzorując się na Guardianie, postanowiło zaostrzyć ton wypowiedzi związanych z ocieplaniem klimatu wierząc, że pomoże to w przełamaniu ludzkiego sceptycyzmu czy tzw. „denializmu”. Nie pamiętam już zaproponowanego słowniczka mającego wspomóc ten proces, ale chodziło mniej więcej o to, by zamiast „zmiany klimatyczne” stosować pojęcie „katastrofa klimatyczna”. Nie musiałem długo czekać, by pojawiły się komentarze – nie przeczę – bliskie mojemu nastawieniu do tego pomysłu. Ktoś ironicznie zagaił „a może klimatyczny holokaust?”.
Sam napisałem coś o utopijnej wierze radiowców w sprawczą moc słów, o tym, że podkręcanie „głośności” może robić wrażenie „czegoś robienia” choć to aktywność pozorna i wreszcie: „To jak ma to teraz być:
– Co zrobiliście dla walki z globalnym ociepleniem?
– Zaostrzyliśmy nazewnictwo!”.
Prawdę mówiąc przez chwilę miałem wrażenie że się czepiam, bo skąd wiem, że to nie przyniesie skutku, choć z drugiej strony czułem przez skórę, że sedno konfliktu tkwi gdzie indziej, że ludzi niepokoi wizja zamykania kopalń czyli związane z tym bezrobocie, zapaść gospodarcza górniczych regionów. Pomijanie tego tematu pogłębia tylko podejrzliwość, opór lub wyparcie. Dziad o gruszce a baba o pietruszce, trudno rokować sukces głośniejszego czy dosadniejszego mówienia o którymś z warzyw gdy nie ma płaszczyzny porozumienia. Ale to jeszcze nie najważniejsze w tym tekście.

By podbić nieco napięcie jak u Hitchcocka dodam, że podobnie potraktowałem decyzję jednego z przyjaciół-znajomych, który uznał, że czas skończyć z intelektualnym gadaniem a czas zacząć mówić wprost „PIS Wy****lać!!!”. Tu zaproponowałem wzmocnienie przekazu marszczeniem brwi co powinno zdecydowanie przyspieszyć upadek PiSu.

Bo na czym to właściwie polega? Otóż w obu przypadkach (i kilku innych, do których nawiążę) chodzi o bardzo proste słowo, o którym – jak o tym, że Ameryka została odkryta – nieco zapomnieliśmy. To słowo to „zaufanie”.
Osoba której ufam może mi powiedzieć coś szeptem i to wystarczy, gdy nawet darcie ze mnie pasów w celu przekonania mnie do jakiejś racji przez osobę, której nie ufam nie przyniesie skutku. Perswazja (podnoszenie głosu, niekiedy perswazja upaństwowiona) daje efekt krótkotrwały. Można kogoś zakrzyczeć, wyszydzić, zawstydzić, zastraszyć ale w głębi duszy on i tak będzie swoje wiedział, a gdy tylko poczuje okazję da temu upust.
Zupełnie inaczej dzieje się gdy perswazję zastąpi zaufanie, zaufanie otwiera zupełnie inne, głębsze wrota.

I owszem, tu i ówdzie dostrzegany jest ten element i przebąkuje się coś o konieczności odzyskania zaufania wyborców, pacjentów, uczniów, jednak ten proces idzie koślawo o ile w ogóle. Dzieje się tak, gdyż okoliczności są specyficzne. Można naprawdę robić wiele dla budowania swojego wiarygodnego wizerunku, ale niewiele należy oczekiwać, gdy wielokrotnie większa grupa ludzi będzie działać na rzecz unurzania tego wizerunku w błocie.

O niszczeniu zaufania

Możecie się nie zgadzać, ale powtórzę swoją starą mantrę: „winny jest internet”. Żadne inne medium nie wpłynęło tak głęboko na podważenie zaufania do ludzi czy instytucji cieszących się jako takim autorytetem i zaufaniem. Ucierpiały polityka, państwo, medycyna, nauka. W internecie plotka nabrała prędkości turbo i stała się faktem, to w internecie ludzie znikąd i bez dorobku stali się przewodnikami tłumów a manipulacja sięgnęła perfekcyjnych poziomów. Wyobraźcie sobie człowieka, który poświęca 20 lat na badanie zmian klimatycznych, który dzieli się swoją wiedzą, gdy pada magiczne: „ale przecież ten gość donosił na katolików w PRL”. Wyobraźcie sobie lekarza z 30-letnim stażem, który mówi o tym co myśli i co wie o szczepionkach, gdy pada magiczne: „ten gość jest skorumpowany przez przemysł farmaceutyczny!”. Mógłbym wymienić tu wiele podobnych zarzutów dając pod namysł ich niezwykłą lepkość (skuteczność).

Gra polskimi (a może ogólnoludzkimi) uprzedzeniami, lękami, jest naprawdę skuteczna. Niegdyś, wystarczało wskazanie na Żydów jako nosicieli tyfusu i wszawicy, by zbudować lub pogłębić społeczny dystans lub wprost odrazę. Ale to nie koniec, ta operacja zataczała kolejne kręgi działając już niczym perpetuum mobile, gdyż ci którzy w imię honoru i zasad postanawiali trwać przy Żydach, stawali się dla otoczenia potencjalnymi nosicielami zarazy przez sam kontakt ze „źródłem zła”. Dziś rolę wszy i tyfusu pełnią „podejrzane idee”: gender, LGBT, ekologia za którymi ma stać sam Lucyfer i apokalipsa, a więc cały ten spisek – „marksizm kulturowy”.
Kto zna listę polskich uprzedzeń ten zna klucz do polskich serc (statystycznych) i jest w stanie spokojnie zarządzać społecznym zaufaniem. Korupcja, donosicielstwo, żydostwo, „lewactwo”, niepowszechne preferencje seksualne, zdradzieckość. Fenomenalne w swojej prostocie zarzuty, nie do obalenia, gdyż jak obalić zarzut brania w łapę? Przecież to tak jak tłumaczyć się z tego, że nie miało się kontaktów cielesnych z diabłem.

O budowaniu zaufania

Smuci, że XXI w. wszystko co zostało powiedziane wcześniej działa, ale czy są wyjścia? Poszukiwania sposobu odbudowy zaufania w obecnych realiach przypominają poszukiwania świętego Graala. W jakimś stopniu zrozumiała jest towarzysząca temu bezsilność, która podpowiada, że może dałoby się zakrzyczeć swoją niemoc, zaostrzyć kurs, zakląć los pozorem działania na rzecz tego co ważne, ale to chroni chyba tylko przed szaleństwem.

Wbrew pozorom święty Graal istnieje, tylko musimy sięgnąć do podstaw, podstaw które logika nie wiedzieć czemu omija. Zastanówcie się, komu i dlaczego łatwiej nam zaufać? Na płaszczyźnie czysto ludzkiej zaufamy tym którzy podali nam rękę w trudnej chwili, którzy uczynili jakiś niewielki gest, którzy wzięli nas w obronę, byli obecni, zapewnili bezpieczeństwo, którzy zostali przy nas nawet gdy zrobiliśmy coś złego. Nie zaufamy tym, którzy napinają się i krzyczą, że są warci zaufania (tym jeszcze mniej skłonni będziemy zaufać), nie zaczniemy ufać tym, którzy szantażują nas twierdząc, że nasz brak zaufania do nich jest skutkiem naszych problemów z piątą klepką. Jesteśmy gotowi zaufać tym, którzy coś dla nas bezpośrednio zrobili lub przynajmniej potrafili nas przekonać, że to zrobili a do tego z potrzeby serca. Obecnie i nierzadko mamy ufać tym, którym nie powierzylibyśmy kluczy od domu.
Jest nad czym popracować.

Zostań bohaterem codzienności.
Na zdjęciu nowojorski policjant kupił buty bosemu bezdomnemu.

Reklamy