KOMUNIKATYWNOŚĆ

by romskey

Natrafiłem niedawno w sieci na tekst dotyczący obniżenia poziomu publicznej debaty (jako symptomu „zanikania” demokracji), dlatego chciałbym podzielić się z Wami pewnym problemem-spostrzeżeniem. Kilka lat temu nazywałem go „rozwarstwieniem intelektualnym”, choć zastrzegam(!), że stworzyłem to pojęcie bez chęci podzielenia społeczeństwa na głupich i mądrych. Chodziło raczej o kwestie czysto językowe, które dosadnie ukazuje żart:

„W sądzie, po odczytaniu wyroku i uzasadnienia, powód nieśmiało zwraca się do sądu:
-Wysoki sądzie, zgadzam się z każdym słowem, tylko niech wysoki sąd powie mi jeszcze czy wygrałem czy przegrałem?”

Ktoś ze środowiska sędziowskiego potwierdził, że uzasadnienia są pisane na ogół z myślą o sądach wyższej instancji, a nie głównych zainteresowanych.

Kolejny przykład – tym razem ze Szwecji, gdzie ktoś w urzędzie dostrzegł tabliczkę z pouczeniem dla urzędników: „Mów jak do przyjaciela”. Założenie było proste, petent ma zrozumieć co dzieje się w jego sprawie, gdy zalewanie go „urzędowym bełkotem” raczej nie byłoby dobrym wyjściem.

Choć przykładów znam więcej, to przejdę do sedna. Z jednej strony, mówimy tym samym językiem, a jednocześnie mamy problem ze zrozumieniem siebie. Lata temu poziom debaty publicznej, był uznawany za wysoki, jednak okazało się, że stosowany język przestał być komunikatywny. Nawet w takich dziedzinach jak popularyzowanie nauki stosowano tzw. „naukowy bełkot”, więc o jaką popularność (czyją uwagę) zabiegano? To rozwarstwienie szybko wykorzystali populiści stosujący język prosty, dosadny, zrozumiały, „kumpelski”.

Dla wielu ludzi zejście na poziom debaty tzw. „ulicy” jest nie do przyjęcia, godzi w ich poczucie wartości, tylko powstaje tu pewien konflikt. Z jednej strony chcemy budować czy umacniać demokratyczne społeczeństwo, gdy z drugiej, robimy naprawdę wiele, by adresat tego prodemokratycznego przekazu niczego nie zrozumiał.


(gr. zr. Maine Auto Credit)

Reklamy