Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Lipiec, 2019

SPRAWCZOŚĆ PIS, czyli… DLACZEGO TO DZIAŁA

Co jakiś czas pojawia się słowo „sprawczość”, jako wytłumaczenie magicznej przewagi PiS nad całą armią uznawanych za światłych, kompetentnych, fachowców z opozycji. Dla wielu, taka sytuacja to całkowity dramat i absurd, a więc też powód do krytyki (nie zawsze wybrednej). Jednak krytyka niewiele zmienia. Na czym to polega?

Wyobraźcie sobie awarię hydrauliczną w Waszym domu. Zależy Wam na tym, by usterka została usunięta jak najszybciej. Przetrząsacie internet w poszukiwaniu idealnego fachowca, woda chlupie pod waszymi stopami i sięga już kostek, gdy akurat przechodzi obok Waszego domu pan Stefan, ogrodnik z sąsiedztwa, który mówi: „zaraz sobie z tym poradzimy”. Po chwili wraca ze skrzynką z narzędziami, tu postukał, tam przykręcił, woda została zatamowana.
Pan Stefan pokazał „sprawczość” .
Teraz zmieńmy nieco sytuację. Zatrudniamy fachowca z najlepszymi referencjami lecz ten (zdarza się) kapituluje na polu walki, po czym stara się tłumaczyć swoją niemoc, co jest nie tak, jak wiele wie, co należałoby kupić, ale że to kosztuje, itd, itp. Wiedza fachowca jest nam psu na budę, gdyż woda już sięga kolan. Myślimy: „no niby taki mądry fachowiec, a nie potrafi„.
(Dzwonimy po Stefana).

Sprawczość i kompetencje choć powinny być nieodłącznymi przyjaciółmi to nie zawsze nimi są. Bardzo łatwo w tym kontekście zrozumieć opór ludzi wobec walki z globalnym ociepleniem lub to, że wolą korzystać z usług znachorów a nie lekarzy.
Wielu słysząc o globalnym ociepleniu wygląda przez okno i uznaje, że to jakiś bluff – bo nic nie widać. Ktoś idzie do lekarza i umiera, więc jakie kompetencje ma lekarz lub ile one są warte?
Pamiętajmy: Kompetencji nie widać(!!!)

I teraz do sedna. Co nam po kompetencjach opozycjonistów skoro ci nie potrafią przez 4 lata zawiązać nawet roboczego sojuszu? Praktyka zaczyna podważać teorię! Media „opozycyjne” tętnią od przemądrych debat, analiz, itd, itp. Co z tego? Nic.
Zbierzmy teraz w całość takie konteksty – gdy coś nie wychodziło – (łącznie z obietnicami wyborczymi sprzed lat) i będzie bardzo łatwo – oglądając całokształt – o wniosek, że opozycja po prostu „nie umi”, natomiast PiS, choć niedoskonałe coś stara się robić i robi. Nie zapominajmy, że pan Stefan, hydraulik-amator, dokonując kilku udanych napraw stale krąży pomiędzy domami pytając, czy komuś coś się nie zepsuło, gdy fachowiec z opozycji siedzi od czterech lat w domu i stara się wymyślić super promocyjny tekst na swoją stronę internetową, który przyciągnie miliony klientów. Dodajmy, że pan Stefan chodząc od domu do domu chętnie opowiada spotykanym ludziom o tym, jak to fachowcom z internetu się nie udało i że ta cała wiedza akademicka jest funta kłaków nie warta. Co robi w tym czasie fachowiec? Powiększa na swojej witrynie czcionkę w napisie: „Nie korzystaj z usług fałszywych fachowców” i podziwia jej czerwony kolor myśląc: „Ale Stefanowi dokopałem”.

Oczywiście możemy tu sobie dyskutować o tym, że naprawy Stefana mogą nie być na lata, tyle że one są w ogóle(!). Stefan nie deklaruje, że zrobi po wyborach – robi przed wyborami, nie zapewnia że się zna, tylko robi jak potrafi zyskując przy tym punkty za zaangażowanie i bycie pod ręką.

Wiedza, kompetencje, deklaracje nie zasłonią braku sprawczości.

P.S. Tak ku refleksjom:
„Jeżeli coś wydaje się głupie, ale działa, to znaczy, że nie jest głupie”.

Reklamy

NIE MA DEMOKRACJI TAM, GDZIE…

Nie ma demokracji tam, gdzie obywatele nie posiadają wpływu na politykę (czy to przez brak dialogu, konsultacji, czy brak swojej reprezentacji w parlamencie). Nie ma demokracji tam gdzie wybrani przez połowę połowy uprawnionych do głosowania uzurpują sobie prawo do decydowania o życiu 3/4 pozostałych. Nie ma demokracji tam, gdzie istnieją nasi i nie nasi sędziowie, nasze związki zawodowe i nie nasze związki zawodowe, nasi i nie nasi urzędnicy. Nie ma demokracji tam, gdzie prawa podstawowe obywateli i ich ochrona nie są gwarantowane. Nie ma demokracji tam, gdzie to co wspólne służy interesom jednej partii (media publiczne, edukacja). Nie ma demokracji tam gdzie interesy partyjne stawiane są ponad interesem zbiorowym. O istnieniu demokracji nie świadczą deklaracje.

Można spierać się o kierunki rozwoju, priorytety, wartości, idee polityczne, prognozy ale konieczny jest fundament, który na to pozwala. Ten fundament to demokracja i o ten fundament warto zawalczyć.


(graf.zr.houseofswitzerland.org)

KOMUNIKATYWNOŚĆ

Natrafiłem niedawno w sieci na tekst dotyczący obniżenia poziomu publicznej debaty (jako symptomu „zanikania” demokracji), dlatego chciałbym podzielić się z Wami pewnym problemem-spostrzeżeniem. Kilka lat temu nazywałem go „rozwarstwieniem intelektualnym”, choć zastrzegam(!), że stworzyłem to pojęcie bez chęci podzielenia społeczeństwa na głupich i mądrych. Chodziło raczej o kwestie czysto językowe, które dosadnie ukazuje żart:

„W sądzie, po odczytaniu wyroku i uzasadnienia, powód nieśmiało zwraca się do sądu:
-Wysoki sądzie, zgadzam się z każdym słowem, tylko niech wysoki sąd powie mi jeszcze czy wygrałem czy przegrałem?”

Ktoś ze środowiska sędziowskiego potwierdził, że uzasadnienia są pisane na ogół z myślą o sądach wyższej instancji, a nie głównych zainteresowanych.

Kolejny przykład – tym razem ze Szwecji, gdzie ktoś w urzędzie dostrzegł tabliczkę z pouczeniem dla urzędników: „Mów jak do przyjaciela”. Założenie było proste, petent ma zrozumieć co dzieje się w jego sprawie, gdy zalewanie go „urzędowym bełkotem” raczej nie byłoby dobrym wyjściem.

Choć przykładów znam więcej, to przejdę do sedna. Z jednej strony, mówimy tym samym językiem, a jednocześnie mamy problem ze zrozumieniem siebie. Lata temu poziom debaty publicznej, był uznawany za wysoki, jednak okazało się, że stosowany język przestał być komunikatywny. Nawet w takich dziedzinach jak popularyzowanie nauki stosowano tzw. „naukowy bełkot”, więc o jaką popularność (czyją uwagę) zabiegano? To rozwarstwienie szybko wykorzystali populiści stosujący język prosty, dosadny, zrozumiały, „kumpelski”.

Dla wielu ludzi zejście na poziom debaty tzw. „ulicy” jest nie do przyjęcia, godzi w ich poczucie wartości, tylko powstaje tu pewien konflikt. Z jednej strony chcemy budować czy umacniać demokratyczne społeczeństwo, gdy z drugiej, robimy naprawdę wiele, by adresat tego prodemokratycznego przekazu niczego nie zrozumiał.


(gr. zr. Maine Auto Credit)