SIŁA PROPAGANDY

by romskey

Wysłuchałem niedawno wywiadu z Andrzejem Draganem, barwnym popularyzatorem fizyki teoretycznej, który ku mojej radości pozostawił słuchaczy z bardzo ważnym, finalnym stwierdzeniem. Wyznał, że jego zdaniem, w sferze mechaniki kwantowej odkryliśmy zaledwie powierzchnię pewnych dziwnych procesów, których istota wciąż jest poza naszym zasięgiem lub jej zupełnie nie rozumiemy, i to co wiemy to wciąż właściwie nic. To bardzo ważna uwaga, szczególnie w świecie, w którym można odnieść wrażenie, że wiemy na ten temat wszystko a nawet potrafimy to wykorzystać i sprzedać, czy to jako „kwantową” metodę na zdrowie, biznes, miłość lub wszystko razem w wersji bundle.

W przypadku politycznego marketingu czy propagandy jest podobnie. W większości przypadków obserwujemy zaledwie powierzchnię. Zliczamy boty, fałszywe konta, ich zasięg, kolekcjonujemy upubliczniane materiały, tropimy adresy sieciowe i analizujemy relacje, wszystko układa się w spójną, logiczną całość. Bez trudu wskazujemy sprawcę: Moskwa, Waszyngton, Teheran, Jerozolima. Tylko później musimy znieść widok W.Putina, który słysząc takie zarzuty mówi: „Wie pan/pani, u mnie w macierzystym resorcie (KGB) była taka zasada, że gdy chcieliśmy coś wiedzieć to pytaliśmy o nazwisko, adres, gdzie i kiedy. Ma pan/pani dowody?”. I tu czar pryska, ale to nie koniec rozczarowań. Ograniczając się do tego co potrafimy udowodnić czyli np. że ileś tam kont nadawało z Rosji, padną jakieś nazwiska i podejrzane przelewy, to pojawi się znacznie trudniejsze pytanie: „jaki to miało realny wpływ np. na wybory prezydenckie w USA lub Brexit?”.

Musicie wiedzieć, że nawet najbardziej bystrzy i doświadczeni analitycy w USA i Europie nie są w stanie tej skali oszacować(!). Po prostu, jak dotąd nikt nie wymyślił wzoru, który przeliczyłby „ilość określonych fejkowych kont i memów” na liczbę oddanych głosów np. na D.Trumpa. Nie ma takiego wzoru. Nie ma takiego wzoru, gdyż „ludzkie poglądy” i ich powstawanie to wciąż temat dyskusji filozofów a nie matematyków czy socjologów. I pomyślicie pewnie, że to o czym piszę nie ma żadnej użyteczności, bo już piękny wróg był, były piękne dowody, było już na kogo zwalić winę za zło tego świata, a ja tu jątrzę, wichrzę, wątpię a może i bronię samego zła. Cóż, jest tak zapewne dlatego, że osobiście bardziej interesuje mnie redukowanie lub eliminowanie zła niż zabawa w modyfikowanie nastrojów społecznych.

W USA (i powoli w Europie) osiągnięto pewien konsensus m.in. co do rosyjskiego wpływu. W zastępstwie niekończącego się spekulowania o skutkach, ustalono, że taki wpływ po prostu był. Kropka. Racjonaliści powinni poczuć się ukontentowani, gdyż właśnie w ten sposób zaczynamy mówić o konkretach a nie życzeniach. Gdy zajmujemy się konkretami, to przestajemy szukać wzoru przeliczającego memy na głosy, lecz zadajemy pytanie na ile taka ingerencja łamie prawo, na ile narusza umowy międzynarodowe, na ile jesteśmy w stanie jej zapobiegać i jak? I nagle pojawiają się zajęcia szkolne uczące młodych sceptycznego podejścia do wszelkich wiadomości, uczące tego, że informacji najlepiej szukać u źródła, pojawiają się pogadanki o tym czym jest zaufanie, wiarygodność, obiektywizm (IREX). Ktoś wpada na pomysł, by antyszczepionkowcy i terroryści szukali innych ambon niż Facebook, Google czy Twitter (francuska AFP/International Fact-Checking Network na Polskę). To się dzieje! Przestajemy zastanawiać się nad tym skąd i jak wielka chmura morowego powietrza do nas płynie lub przypłynie i ile istnień położy trupem, ale zaczynamy zliczać zaszczepionych. Pobudzony zostaje „społeczny układ immunologiczny” w zastępstwie wiecznych debat, politycznych wojenek, zaklęć i składania ofiar w celu przepędzenia choroby.

Jest jeden szkopuł. Procesy te wymagają kadr o stalowych kręgosłupach, a w Polsce, jak doświadczenia uczą, w przypadku ich braku zawsze znajdą się katecheci na zastępstwo.


(gr.źr. walpappercraft)

Reklamy