KOBIETA W WIKIPEDII

by romskey

Internetem zatrzęsła akcja „(Nie)znane kobiety Wikipedii”. W uzasadnieniu czytamy: „Tylko jeden z pięciu biogramów w Wikipedii jest biogramem kobiety. Co więcej, polska Wikipedia w porównaniu z wersją anglojęzyczną ma prawie o pół miliona haseł o kobietach mniej. Również blado pod tym kątem wypada nasza Wikipedia przy encyklopedii Britannica.(…)”.
Do akcji dołączyła Polska Wikipedia, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu, Wikimedia Polska i coraz więcej mniejszych i większych organizacji kobiecych.

Nie wszystko jestem w stanie ogarnąć rozumem, dlatego czasem potrzebuję snu, który ponoć sprzyja wytwarzaniu nowych połączeń neuronowych. Tym razem jednak, senność mnie nie morzy, bo i nie mam pewności czy akurat w tym przypadku potrzebuję nowych połączeń, a raczej czy stare należy zastąpić nowymi i czy nowe będą lepsze?
Nie zdawałem sobie sprawy, że Wikipedia jako całkowicie otwarte źródło (zarówno dla tworzących wpisy jak i je czytających oraz edytujących) może wzbudzić wspomniane we wstępie zastrzeżenia, a więc i nie spełniać wynikających z tych zastrzeżeń oczekiwań statystycznych.

Dyskryminacja pozytywna

Zjawisko „dyskryminacji pozytywnej” jest znane na świecie. W naszych szerokościach geograficznych pamiętamy m.in. „punkty za pochodzenie”, które miały służyć zniwelowaniu nierówności w dostępie do edukacji wyższej (czasy PRL). Dostrzegano wówczas, że zbyt niewiele wybitnych osobistości ma pochodzenie robotniczo-chłopskie, dlatego postanowiono ułatwić dostęp do edukacji (a więc i zwiększyć szanse osiągnięcia naukowego czy zawodowego sukcesu) ludziom o określonych korzeniach. Nie było w tym niczego zdrożnego, skoro w latach poprzedzających socjalistyczny ład, dostęp do edukacji był dany uprzywilejowanym (nie tylko finansowo czy narodowościowo). Po pół wieku rozpoczęła się podobna dyskusja dotyczących parytetów w polityce. Jednak zastosowanie tej kalki wobec Wikipedii, która grzechem dyskryminacji skażona nie jest, wydaje się – mówiąc najdelikatniej – nieporozumieniem.

Z całą pewnością, „lokalne” wersje Wikipedii odzwierciedlają pewne uwarunkowania kulturowe (w tym przypadku nierówna relacja osiągnięć wg. płci), lecz zilustrowany w ten sposób dowód na istniejącą nieprawidłowość (nierówność) sam w sobie nie jest nieprawidłowością(!).

Argumenty

Myśląc pozytywnie można uznać, że zachęta do wyjścia kobiet z cienia nie jest niczym złym, tylko co ma do tego wskazana statystyka (1/5) a tym bardziej liczby (pół miliona)? Czy określają one pułap, który należy osiągnąć? Czy kiedy w polskiej Wikipedii znajdzie się pół miliona dodatkowych biogramów kobiet, dokona się jakaś kluczowa zmiana? Wybaczcie, ale przypomina mi to trochę przekręcenie licznika w samochodzie.

Wśród zrównoważonych argumentów „za”, znalazłem taki: „W polskiej Wikipedii, biogramy wybitnych Polek są ubogie”. Zgadzam się, moim zdaniem w ogóle polska Wikipedia jest uboga w porównaniu z jej anglojęzycznym odpowiednikiem. Tylko do kogo skierowany jest ten zarzut-wniosek? Przecież to jest mowa do lustra. To Ty i ja możemy tworzyć, czytać i weryfikować Wikipedię! Jedynym kryterium jest jakość dostarczanych informacji! Celem założycieli Wikipedii było dostarczenie „ludzkości przez ludzkość” nieodpłatnej, jak najszerszej encyklopedycznej wiedzy. To wielkie i pracochłonne wyzwanie, więc luk do wypełnienia można znaleźć wiele, choćby w wykazie gatunków kaktusowatych z rodziny Mamilaria. Czy istnienie takiej luki świadczy o czymś więcej niż braku biologów wolontariuszy lub po prostu braku encyklopedycznej wiedzy o tych gatunkach?

Inicjatorzy akcji „(Nie)znane kobiety Wikipedii” zaskakują nie tylko postawieniem na kryterium ilościowe. Akcję zaopatrzono także w limit czasowy(!) od 1 do 31 marca. Czy mam przez to rozumieć (uwaga! ironia), że do 31 marca należy dowieźć autobusami do Wikipedii pół miliona kobiecych nazwisk, by doszusować do „norm światowych”..? Co ma się wydarzyć 31 marca???

Polityka

Czujna prawa strona natychmiast dostrzegła w akcji obszar oddziaływania tajemnej, ściśle określonej politycznej agendy. Czy należy dziwić się takiej reakcji, gdy przedstawione kryteria wpychają Wikipedię w samo centrum politycznej (ideologicznej) wojenki? Nie zdziwię się, gdy 1 kwietnia usłyszymy o akcji odwetowej, kiedy to konkurencyjna strona polityczna uzna za wyraz prześladowania brak pełnej listy żołnierzy wyklętych. W ramach akcji „(Nie)znani wyklęci Wikipedii”, niepokojąca środowiska feministyczne „nierównościowa statystyka” może wrócić do punktu wyjścia (bo nie zapominajmy, że w maju pojawi się akcja „(Nie)znani księża Wikipedii”).

Walka o równouprawnienie kobiet jest walką szlachetną i ważną, lecz akcja „(Nie)znane kobiety Wikipedii” jest przedsięwzięciem poronionym, gdyż wypacza w imię jakże wyraźnych ideologicznych przesłanek nie tylko samą szlachetność co i (a może nawet: przede wszystkim) kryteria naukowe, których od encyklopedii należałoby wymagać. Być może, w kolejnej odsłonie walki o równouprawnienie należy zaatakować biblioteki, w których prawdopodobnie również jest przewaga książek napisanych przez mężczyzn. Gdy nie uda się dostarczyć prac kilku milionów autorek, to dla zrealizowania wyznaczonego celu, w imię równości zawsze można spalić 2/3 męskich książek lub uzupełnić niedobory blogami modowymi (w ten sposób, statystyka również osiągnie światowe normy).

W jakimś sensie cieszę się, że żyję w czasach, w których mogę obserwować jak życie także polityczne przenosi się w przestrzeń wirtualną. To ciekawy proces, w którym tak jak w realu czasem walczy się o symbole a nie efekty. Rozumiem, że czasem głupie pomysły mogą przynieść pozytywny i głębszy skutek, wywołać lub odświeżyć zainteresowanie poważnym problemem i w takiej perspektywie można byłoby uznać, że „cel uświęca środki”, ale czy Wikipedia powinna być tu polem walki?
Pewne dziedziny powinny pozostać wolne.

===========================================================================

Na finał kolejny „pajacyk”. Kilka dni temu w FB pojawił się poniższy obrazek:

Przyglądałem się dziełu przez jakiś czas, próbując dociec sensu. Po kilku kolejnych dniach, kiedy zastanawiających się nad sensem zaczęło przybywać, obrazek wyglądał już tak:

Powstaje pytanie, czy to ludzie głupieją, czy twórcy są zbyt kreatywni?

Reklamy