Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Marzec, 2019

WIEDZA TAJEMNA – CZYTAJ ZANIM OCENZURUJĄ!

Gdy dowiedziałem się, że zamachowiec z Christchurch napisał manifest, który polecały sobie polskie środowiska narodowe postanowiłem zdobyć dokument. Chcąc zdążyć przed zapowiedzianą pędzącą cenzurą odnalazłem źródło, lecz poznając jego kluczowe fragmenty poczułem rozczarowanie. Zdałem sobie sprawę, że manifest jest zwyczajnie nudny, nudny jak manifest Breivika, nie ma w nim nic ponad to, co można przeczytać każdego dnia w polskim prawicowo-spiskowym internecie. Typowy zbiór komunałów, klisz: „najeźdźcy, niska rodność białych, nie jestem antysemitą, nie jestem nazistą, niesłysząca dziewczynka, ofiara zamachu w Europie zmieniła moje tolerancyjne nastawienie…”. Nowością było pojęcie „ekofaszyzm”.
Pomyślałem: „kolejny zasmarkany rycerz, który postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i obronić świat przed złem, skoro kręgi decyzyjne zdominowane przez złe siły (lewacko-mao-gejo-neomarksistowsko-masońskie) nie kiwną palcem a nawet ochoczo kibicują nadchodzącej zagładzie”.

Słyszałem to setki razy i w różnych wersjach, dlatego tym razem zainteresowałem się tłem, odbiorem. Tu oddam część honoru narodowcom, gdyż w większości natrafiałem na komentarze typu: „co do idei zgoda, ale metoda niedopuszczalna”. Jednak zdarzały się też mniej lub bardziej subtelne pochwały. Zaglądałem więc do profili entuzjastów, czytałem ich blogi (o ile takowe pisali), czytałem ich inne komentarze w sieci, starałem się odkryć co lubią, skąd czerpią wiedzę i odkrywałem pewną prawidłowość.

Uwaga, CENZURA! – na początek

Wybaczcie mały wtręt. Nie ma chyba lepszego wabika na czytelnika, niż zapowiedź rychłego ocenzurowania materiału. Tak, dałem się na to złapać, ale już wiem, że gdy będę chciał zawalczyć o widoczność i zasięg, to użycie frazy „Przeczytaj zanim ocenzurują!” gwarantuje pilną uwagę. Tym sloganem od lat posługują się sekciarskie środowiska i zawsze śmieszyła mnie sprzeczność takiej zapowiedzi ze stanem rzeczywistym, czyli tym, że praktycznie nikt tych treści nie usuwał – nawet przez lata. Hasła i tytuły typu „o tym nie powiedzą w mainstreamie!”, „walczmy o przestrzeń wolnego słowa i prawdę”, „Ukryte terapie” zmuszały mnie do refleksji nad stanem umysłu zainteresowanych, gdyż skoro coś jest powszechnie dostępne to jaka cenzura, jakie zamykanie ust, kto, komu?

Zdecydowanie mniej optymistyczne jest to, że ostrzeżenie przed cenzurą zapewniło zwiększone zainteresowanie także manifestem zamachowca z Christchurch i stale zapewnia widoczność masom mniej lub bardziej groźnych bzdur w sieci.

SPISEK, WIEDZA TAJEMNA, PRAWDA

Choć treść tej części mógłbym skondensować do dwóch dosadnych zdań, to pozwólcie na nieco szersze omówienie (warto przeczytać, bo zaraz ocenzurują!;). To jeden z tych tematów, w których powstaje wrażenie że św. Graal został znaleziony, lecz gdy zechcemy obejrzeć zdobycz wnioski stają się trudniejsze.

Przytoczony wcześniej „cenzurowy wabik” (jeden w wielu różnych wabików) to nie tylko sprytny marketing. Nie tylko daje nam świadomość, że coś ważnego może nas ominąć przez co zmusza do działania. Wabik ów zawiera bardzo istotny, choć niewypowiedziany wprost komunikat: (skoro istnieje cenzura) to istnieje też siła, której żywotnym interesem jest utrudnianie nam dostępu do wiedzy i prawdy. Siła ta musi posiadać środki i możliwości skoro jest w stanie cenzurować niewygodne treści w skali globalnej, a to daje nam kolejną wskazówkę: siła ta z pewnością posiada władzę i pieniądze. Zależnie od gustu za taką siłę zła można uznać Żydów, wojsko, „rząd światowy”, system, przemysł farmaceutyczny, komunistów, kapitalistów, muzułmanów czy operatorów sieci komórkowych. Przemyślane spotęgowanie świadomości ucisku z ich strony pozwala poczuć się niczym pierwsi chrześcijanie ścigani przez Rzym lub nawet sam Jezusek ukrywany przez rodziców w stajence. Jesteś jednak sam…

Badacze analizujący „zachodnią cywilizację” niejednokrotnie zwracali uwagę na skłonność jej uczestników do zawiązywania hermetycznych stowarzyszeń, bractw, gildii, spisków, skłonność do uprawiania partyzantki. Lubimy ten rodzaj aktywności. Jednak żaden spisek nie stanie się atrakcyjny, gdy nie zapewni spiskowcom poczucia bycia tymi jedynymi, wybranymi, bycie wybraną elitą. Gdy ten warunek zostanie spełniony możemy poczuć się naprawdę dobrze. Filozofia pozwalająca zbudować takie poczucie ogranicza się na ogół do zrzucenia win z adepta na wyznaczonego wroga. Jesteś biedny? Ktoś cię okradł. Jesteś głupi? Pamiętaj, że za sowietów dysydentów zamykano w psychuszkach. Jesteś grzeszny? Jezus ukochał grzeszników. Nie wierz lekarzom, którzy mówią „nie da się”! Lekarze kłamią. Przyłącz się do nas. My wiemy kto za tym wszystkim stoi.

SEKTA

Przepis na sektę wydaje się naprawdę prosty. Jeżeli dostarczysz idiocie treść, która uświadomi mu, że wszyscy którzy z niego dotychczas szydzili są durniami, to idiota może naprawdę poczuć moc. Nagle z mentalnego kurdupla przeistacza się w barwnego motyla, może wreszcie poczuć wyższość nad tą częścią świata, której nienawidził, która napawała go wstydem, złością, zawiścią.
I nie myślcie, że szybko i łatwo zrezygnuje z takiego poczucia, bo kto łatwo zrezygnuje z bycia lepszym? Zapewne stąd właśnie biorą się wszystkie porażki tych, którzy chcą wyprowadzić takich ludzi z matni ich przekonań. Z cała pewnością, wiele tych porażek wynika także z nieudanej formy „uświadamiania”, która przypomina delikwentowi wszystko co kojarzy się mu jak najgorzej a co mieści się w słowach „moje kompleksy i cudza wyższość”.

Nie chcę tu streszczać podręczników psychologii, by powtarzać o tym, że sekta zapewnia także grupę wsparcia, wspólnotę, jednoczy podobnie myślących i cierpiących. To z całą pewnością wiecie, a wspominam o tym wszystkim by ukazać jak wiele wątków musi jednocześnie współgrać.

Jesteś dłużnikiem sekty

Skoro sekta zadbała o Twoje poczucie wartości, zapewniła ci schronienie to nie bądź niewdzięcznikiem. Żadna tajemna organizacja zajmująca się kolportażem czystego dobra i prawdy, nie przetrwa bez rozwoju (pomnażania szeregów i zasobów) a więc umacniania swojej – urojonej – potęgi. Konieczne jest poczucie misji i poświęcenie dla ideałów. Czy za urojoną odzyskaną godność warto umrzeć? Jeżeli nic prócz niej nie ma… tak. Bohaterstwo i męczeństwo są przecież cnotą!

Sekta, a szczególnie wirtualna nie musi posiadać przywództwa, choć może posiadać swoich bohaterów, wiodących ideologów. Drzwi do sławy pozostają otwarte dla każdego. W sekcie zrobisz karierę.

Zamachowiec

Niejednokrotnie zastanawiając się nad zamachami koncentrujemy się na cechach osobowych sprawców mając nadzieję odkryć jakąś szczególną, która pozwoli nie tylko połączyć wszystkich zamachowców co przewidzieć skłonność do terroryzmu u osób, które ich jeszcze nie dokonały. I owszem, jedną z ciekawych obserwacji m.in. federalnych służb amerykańskich dotyczących kilku przyszłych lub niedoszłych terrorystów było to, że nie byli osobami szczególnie towarzyskimi. Raczej stronili od ludzi, zamykali się we własnych światach, wsiąkali w radykalne fora w internecie, wąskie środowiska. Z jednej strony nie wyróżniali się z tłumu, bywali grzeczni, uczynni, choć z drugiej, czasem pojawiało się słowo „dziwny”. Na ogół był to mężczyzna, pomiędzy 16 a 40 rokiem życia, bez najbliższej rodziny lub z upośledzonym kontaktem z rodziną, nie budujący trwałych związków. Można powiedzieć, że niemal książkowy rysopis potencjalnego psychopaty/socjopaty. Problem w tym, że takie normy spełnia niemała część populacji.

Kiedy jednak przyjrzymy się środowiskom, nurtom ideowym lub religijnym w których odnajdowali się przyszli terroryści, okaże się, że odnajdziemy więcej cech wspólnych. Co ciekawe, nierzadko skrajne lub chaotycznie pomieszane idee zdawały się być w tych środowiskach jedynie rodzajem parawanu, gdy główną rolę odgrywały opisane wcześniej czynniki czysto psychologiczne (jesteś kimś, jesteś elitą, poznałeś tajemną prawdę, wiesz kto jest odpowiedzialny za twoje problemy, itd). Przekonania terrorystów są bliźniaczo podobne do przekonań szeregowych zwolenników tego rodzaju sekt i o czym wspomniałem już wcześniej, to zwolennicy tych sekciarskich rejonów wyrażają częściej aprobatę dla zamachów, zdecydowanie częsciej niż zwolennicy nurtów od których sekty wyodrębniły się.

Pisząc notkę przemykało mi przez myśl, że to wszystko zostało już gdzieś powiedziane, że narażam Wasz czas. A jednak wydaje się mi, że robię coś ważnego, nawet gdy nie całkiem odkrywczego. W polecanych źródłach sympatyków zamachowca i w jego manifeście znajdowały się podobne treści. Rzućcie okiem na poniższą listę i powiedzcie, czy nic w niej nie widzicie, czy ten potencjalny chaos tematyczny nie tworzy jakiejś spójnej struktury.
(wybór polski)

• jacekmiedlar.pl
• wolna-polska.pl
• DobraFala
• Forum Naturalni
• Gazeta Polska
• KARTA RODZINNYCH GOSPODARSTW
• KRESY.pl
• Młodzież Wszechpolska
• Niezależna.pl
• Ogłoszenia Rolne
• Permakultura.net
• Petycja przeciwko GMO
• Polski Zielnik
• Poradnik Permakulturalny
• Portal Wiano
• Prawo i Sprawiedliwość
• Przepisy Kulinarne
• Romantica Permaculture Ecovillage
• WaySeerWay
• Wedyjska architektura Wastu
• WolneMedia.net
• nasiona ekologiczne


Czarne słońce

KOBIETA W WIKIPEDII

Internetem zatrzęsła akcja „(Nie)znane kobiety Wikipedii”. W uzasadnieniu czytamy: „Tylko jeden z pięciu biogramów w Wikipedii jest biogramem kobiety. Co więcej, polska Wikipedia w porównaniu z wersją anglojęzyczną ma prawie o pół miliona haseł o kobietach mniej. Również blado pod tym kątem wypada nasza Wikipedia przy encyklopedii Britannica.(…)”.
Do akcji dołączyła Polska Wikipedia, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu, Wikimedia Polska i coraz więcej mniejszych i większych organizacji kobiecych.

Nie wszystko jestem w stanie ogarnąć rozumem, dlatego czasem potrzebuję snu, który ponoć sprzyja wytwarzaniu nowych połączeń neuronowych. Tym razem jednak, senność mnie nie morzy, bo i nie mam pewności czy akurat w tym przypadku potrzebuję nowych połączeń, a raczej czy stare należy zastąpić nowymi i czy nowe będą lepsze?
Nie zdawałem sobie sprawy, że Wikipedia jako całkowicie otwarte źródło (zarówno dla tworzących wpisy jak i je czytających oraz edytujących) może wzbudzić wspomniane we wstępie zastrzeżenia, a więc i nie spełniać wynikających z tych zastrzeżeń oczekiwań statystycznych.

Dyskryminacja pozytywna

Zjawisko „dyskryminacji pozytywnej” jest znane na świecie. W naszych szerokościach geograficznych pamiętamy m.in. „punkty za pochodzenie”, które miały służyć zniwelowaniu nierówności w dostępie do edukacji wyższej (czasy PRL). Dostrzegano wówczas, że zbyt niewiele wybitnych osobistości ma pochodzenie robotniczo-chłopskie, dlatego postanowiono ułatwić dostęp do edukacji (a więc i zwiększyć szanse osiągnięcia naukowego czy zawodowego sukcesu) ludziom o określonych korzeniach. Nie było w tym niczego zdrożnego, skoro w latach poprzedzających socjalistyczny ład, dostęp do edukacji był dany uprzywilejowanym (nie tylko finansowo czy narodowościowo). Po pół wieku rozpoczęła się podobna dyskusja dotyczących parytetów w polityce. Jednak zastosowanie tej kalki wobec Wikipedii, która grzechem dyskryminacji skażona nie jest, wydaje się – mówiąc najdelikatniej – nieporozumieniem.

Z całą pewnością, „lokalne” wersje Wikipedii odzwierciedlają pewne uwarunkowania kulturowe (w tym przypadku nierówna relacja osiągnięć wg. płci), lecz zilustrowany w ten sposób dowód na istniejącą nieprawidłowość (nierówność) sam w sobie nie jest nieprawidłowością(!).

Argumenty

Myśląc pozytywnie można uznać, że zachęta do wyjścia kobiet z cienia nie jest niczym złym, tylko co ma do tego wskazana statystyka (1/5) a tym bardziej liczby (pół miliona)? Czy określają one pułap, który należy osiągnąć? Czy kiedy w polskiej Wikipedii znajdzie się pół miliona dodatkowych biogramów kobiet, dokona się jakaś kluczowa zmiana? Wybaczcie, ale przypomina mi to trochę przekręcenie licznika w samochodzie.

Wśród zrównoważonych argumentów „za”, znalazłem taki: „W polskiej Wikipedii, biogramy wybitnych Polek są ubogie”. Zgadzam się, moim zdaniem w ogóle polska Wikipedia jest uboga w porównaniu z jej anglojęzycznym odpowiednikiem. Tylko do kogo skierowany jest ten zarzut-wniosek? Przecież to jest mowa do lustra. To Ty i ja możemy tworzyć, czytać i weryfikować Wikipedię! Jedynym kryterium jest jakość dostarczanych informacji! Celem założycieli Wikipedii było dostarczenie „ludzkości przez ludzkość” nieodpłatnej, jak najszerszej encyklopedycznej wiedzy. To wielkie i pracochłonne wyzwanie, więc luk do wypełnienia można znaleźć wiele, choćby w wykazie gatunków kaktusowatych z rodziny Mamilaria. Czy istnienie takiej luki świadczy o czymś więcej niż braku biologów wolontariuszy lub po prostu braku encyklopedycznej wiedzy o tych gatunkach?

Inicjatorzy akcji „(Nie)znane kobiety Wikipedii” zaskakują nie tylko postawieniem na kryterium ilościowe. Akcję zaopatrzono także w limit czasowy(!) od 1 do 31 marca. Czy mam przez to rozumieć (uwaga! ironia), że do 31 marca należy dowieźć autobusami do Wikipedii pół miliona kobiecych nazwisk, by doszusować do „norm światowych”..? Co ma się wydarzyć 31 marca???

Polityka

Czujna prawa strona natychmiast dostrzegła w akcji obszar oddziaływania tajemnej, ściśle określonej politycznej agendy. Czy należy dziwić się takiej reakcji, gdy przedstawione kryteria wpychają Wikipedię w samo centrum politycznej (ideologicznej) wojenki? Nie zdziwię się, gdy 1 kwietnia usłyszymy o akcji odwetowej, kiedy to konkurencyjna strona polityczna uzna za wyraz prześladowania brak pełnej listy żołnierzy wyklętych. W ramach akcji „(Nie)znani wyklęci Wikipedii”, niepokojąca środowiska feministyczne „nierównościowa statystyka” może wrócić do punktu wyjścia (bo nie zapominajmy, że w maju pojawi się akcja „(Nie)znani księża Wikipedii”).

Walka o równouprawnienie kobiet jest walką szlachetną i ważną, lecz akcja „(Nie)znane kobiety Wikipedii” jest przedsięwzięciem poronionym, gdyż wypacza w imię jakże wyraźnych ideologicznych przesłanek nie tylko samą szlachetność co i (a może nawet: przede wszystkim) kryteria naukowe, których od encyklopedii należałoby wymagać. Być może, w kolejnej odsłonie walki o równouprawnienie należy zaatakować biblioteki, w których prawdopodobnie również jest przewaga książek napisanych przez mężczyzn. Gdy nie uda się dostarczyć prac kilku milionów autorek, to dla zrealizowania wyznaczonego celu, w imię równości zawsze można spalić 2/3 męskich książek lub uzupełnić niedobory blogami modowymi (w ten sposób, statystyka również osiągnie światowe normy).

W jakimś sensie cieszę się, że żyję w czasach, w których mogę obserwować jak życie także polityczne przenosi się w przestrzeń wirtualną. To ciekawy proces, w którym tak jak w realu czasem walczy się o symbole a nie efekty. Rozumiem, że czasem głupie pomysły mogą przynieść pozytywny i głębszy skutek, wywołać lub odświeżyć zainteresowanie poważnym problemem i w takiej perspektywie można byłoby uznać, że „cel uświęca środki”, ale czy Wikipedia powinna być tu polem walki?
Pewne dziedziny powinny pozostać wolne.

===========================================================================

Na finał kolejny „pajacyk”. Kilka dni temu w FB pojawił się poniższy obrazek:

Przyglądałem się dziełu przez jakiś czas, próbując dociec sensu. Po kilku kolejnych dniach, kiedy zastanawiających się nad sensem zaczęło przybywać, obrazek wyglądał już tak:

Powstaje pytanie, czy to ludzie głupieją, czy twórcy są zbyt kreatywni?