HITLER RÓWNIEŻ OBIECYWAŁ I SPEŁNIAŁ

by romskey

Wychodzę z dwóch założeń w stosunku do PiS: „Nie ma nic za darmo” oraz „Jak PiS mogłoby mnie przekonać, że nie idzie śladami Hitlera?” (oczywiście piszę tu o Hitlerze przedwojennym, kiedy jeszcze nikt nie wiedział dokąd prowadzi jego polityka, choć posiadała już pewne charakterystyczne cechy).

Hitler sporo obiecywał i robił dla ludzi (rodowitych Niemców!). Burzył w ten sposób mury braku zaufania kolejnych środowisk. Za niszczonym przez niego „starym ładem” roniono coraz mniej łez gdyż jak wspominała pewna Niemka „Za Hitlera naprawdę ludziom polepszyło się”. Kogo miał obchodzić los komunistów, Żydów, Romów, homoseksualistów, demokracja, parlamentaryzm, tolerancja? Większość społeczeństwa („czystej krwi niemieckiej”!) była w stanie przymknąć oczy na toczące się tuż obok procesy. Nawet początkowo sceptyczna inteligencja i mieszczaństwo powoli przestawały wzdragać się przed wywieszaniem flag ze swastykami i oddawaniem im honorów.

Gdybym dziś wyszedł na ulicę i przeprowadził ankietę wśród przypadkowych 100 osób, dowiedziałbym się, że większość współobywateli woli oddać głos na 500++ niż małżeństwa jednopłciowe, że zdecydowana większość nie chce komunizmu (nawet w postaci „dyscyplinowania najlepiej zarabiających” – co proponowała Razem), że większość pytanych jest wierząca nawet gdy nie całkiem wierząca w kościół i że większość woli dodatek do emerytury niż przyjmowanie uchodźców.

To potencjalnie trudna sytuacja. Nawet w piramidzie Masłowa świat wartości znajduje się nieco wyżej niż szeroko pojęte „podstawowe potrzeby”. Oczywiście można tu nie mieć najgorszych rokowań, gdyż zasobne i godne społeczeństwo o które werbalnie zabiega PiS staje się na ogół liberalne, tolerancyjne, przepełnione duchem indywidualizmu („wygoda usypia ideał” – Léon Degrelle), więc w jakimś sensie PiS kręci sznur na własną szyję. No ale to raczej kwestia długofalowa i nie tak całkiem oczywista, a wcześniej może wydarzyć się bardzo wiele.

Światy wartości takich jak humanizm, tolerancja, liberalizm, demokracja, ekologia – jakkolwiek to zabrzmi – odkrywane są po osiągnięciu pewnego pułapu mentalnego, intelektualnego i materialnego. Zainteresowanie wartościami pojawia się, gdy nie będąc już głodnymi możemy spokojnie zastanowić się nad tym jak ulepszyć otaczający świat, jak pochylić się nad tymi, którzy są w gorszej sytuacji. I można naprawdę stracić masę czasu na przekonywanie głodnego, że wartości to sens życia, jednak zauważalnych skutków oczekiwać nie należy. Zresztą, wątpliwe jest, by np. młody człowiek próbujący sił na rynku pracy dał się wciągnąć w takie dysputy.

Gdy wiodąca obecnie siła polityczna w Polsce kieruje się założeniem „koszula bliższa ciału” a pozostałe chcą tę koszulę wypełniać „postępowym człowieczeństwem” a bywa, że uznają owe człowieczeństwo za ważniejsze od koszuli…. trudno być optymistą.

Trwa kampania, w której partia przewodnia przekonuje jaka jest prodemokratyczna, wolnościowa, proeuropejska i może to być dodatkowo zwodnicze, ale co pozostaje? Potęgowanie strachu przed Chupacabrą? Mnie osobiście najgłębiej boli to, że oświecony świat w swej logice i mądrości nie jest w stanie poradzić sobie z sytuacją, w której ktoś zamierza się na innego kijem baseballowym a zapytany przez przypadkowego świadka o to co czyni, stwierdza: „Przecież ja żartuję!”. Bardzo bym nie chciał przekonać się, że mądrość i oświecenie są wyłącznie skutkiem refleksji nad katastrofą po katastrofie.

Reklamy