CZY EMPATIA ISTNIEJE?

by romskey

Bardzo ładnie brzmią niekiedy słowa: „Rozumiem cię” ale doskonale wiemy, że mężczyzna (np. policjant) nie jest w stanie odczuwać w danej chwili emocji zgwałconej kobiety. Nawet gdy policjant ma podobne doświadczenia (gdyż np. sam został kiedyś zgwałcony), to jest w stanie jedynie wyobrazić sobie co czuje druga osoba sięgając do własnej pamięci (wyobrażenie to nie odczuwanie!). Istnieje tu pewien problem: skoro empatia jest zaledwie wyobrażeniem a nie jakąś transmisją np. cierpienia, to takie wyobrażenie może być błędne (np. część ludzi wierzących lituje się nad niewierzącymi ze szczerej troski, choć ci drudzy wcale nie są nieszczęśliwi). Skąd w takim razie możemy wiedzieć, czy nasze „empatyczne wyobrażenie” jest celne? Dodajmy inny przykład: niekiedy dajemy się naciągnąć udającym cierpienie, więc czy nasza empatia działa prawidłowo?

Dylematy takie jak powyższe, skłoniły mnie do wysnucia wniosku, że definicja „empatii”, którą przyjmujemy jako coś oczywistego, jest błędna, gdyż taka empatia po prostu nie istnieje. Próba odczuwania emocji innych ludzi, kończy się moim zdaniem na pierwszym kroku, którym jest zwykła próba i chęć zrozumienia drugiej osoby. Tu kończą się fakty. Kolejne kroki są wyłącznie wyobrażeniem i możliwe, że błędnym (tym bardziej, gdy zasób naszych osobistych doświadczeń jest w danym zakresie nikły).

Co Wy na to?

(źródło grafiki: PsychAlive)