KOWBOJE I ANIOŁY (JANUSZE ZARZĄDZANIA LUDŹMI)

by romskey

Powód, który skłonił mnie do napisania tego tekstu nie jest wart przytaczania, gdyż jest błahy. Jednak mechanizm który został uruchomiony i którego miałem przyjemność doświadczyć błahy nie jest.

Szukając uniwersalnej ilustracji problemu sięgnę do tytułu dzisiejszej notki. Wyobraźmy sobie, że przez całe życie nie mamy kontaktu z policją, a w mediach słyszymy o jej dobrych wynikach, o rosnącym do niej zaufaniu, itd. Któregoś dnia spotykamy na swojej drodze policyjnego Janusza, czyli „kowboja”, który nie jest „aniołem” posługującym się regułą „chronić i służyć”. Dewizą kowboja Janusza jest: „dostarczyć dzienną normę mandatów szefowi i wypróbować (z osobistą satysfakcją) wszelkie znane techniki obezwładniania”. Oczywiście w tym wyobrażeniu istotne jest to czy popełniliśmy jakieś wykroczenie lub przestępstwo, dlatego przyjmijmy, że nie mamy takiej świadomości ani motywu, zaś przebieg kowbojsko-januszowej interwencji mocno nas dziwi.

Z jakim wrażeniem pozostajemy? Zasadniczo, istnieją dwie możliwości: uznajemy, że „doświadczyliśmy marginalnego nadużycia” lub że „doświadczyliśmy krajowej normy”. To, którą opcję wybierzemy zależy od wielu czynników i trudno je automatycznie wymienić, ale niezależnie od tego, pozostaje nam w rękach mandat uwierający poczucie ładu tego świata. Konsekwencje mogą być różne:
– w ankiecie na temat zaufania do policji nie odpowiemy już tak szybko i odruchowo jak onegdaj. Nawet wystawiając pozytywną ocenę wspomnimy, że jednak zdarzają się też wątpliwe sytuacje.
W drugim przypadku stwierdzimy, że zawiodła nas policja oraz system, który na taką policję pozwala i chętnie obalimy ten system (damy swojemu oburzeniu wyraz np. w dniu wyborów). Możemy tu na chwilę zatrzymać się by zapytać, czy taka ewentualność jest częsta lub groźna? Trudno ocenić, choć z pewnością jej prawdopodobieństwo rośnie w przypadku spotkania większej grupy podobnych „zawiedzionych i bezsilnych”.

Oczywiście nie wszystko jest do uniknięcia. Racjonalnie rzecz biorąc nadużycia władzy lub uprawnień zawsze będą miały miejsce, zamierzone czy niezamierzone, jednak ważne jest co z nimi zrobimy. Z pewnością korzyści nie przyniesie założenie pt.: „jakoś to przyschnie”. Warto również pamiętać o tym, że będąc kowbojem wystawione zostaje świadectwo danemu (reprezentowanemu) środowisku, zwierzchnikom, wyznawanej ideologii, systemowi. W przypadku kolizji można wybrać: rozmowę z poszkodowanymi lub po wcześniejszej próbie zrobienia z nich idiotów (lub terrorystów) wysłać na nich czołgi – ten drugi scenariusz może skończyć się korzystnie tylko wówczas, gdy w pobliżu znajdzie się W.Putin jako adwokat.

Czy warto być kowbojem? W bezdyskusyjnych przypadkach owszem. Kiedy bandyta rzuca się na Ciebie z nożem a Ty oddajesz do niego kilka strzałów ze służbowej broni – działasz w sytuacji bezwarunkowej (jesteś w jeszcze lepszej sytuacji, gdy całe zajście masz zarejestrowane na kamerze). Kiedy jednak kamery nie masz lub niszczysz nagranie, kiedy nóż gdzieś znika lub go nie było a na ulicy leży trup – można zadać sobie pytanie, czy nie dało się inaczej?

Kowbojskie zachowania nie są marginalne w naszych szerokościach geograficznych, choć nie posunąłbym się do stwierdzenia, że są normą. Zdecydowanie cierpimy na deficyt aniołów dających poczucie profesjonalizmu, sprawiedliwości, bezpieczeństwa. Doświadczając lub słysząc o praktykach pracodawców, kierowników, partyjnych kacyków, policjantów, czy nawet moderatorów forów internetowych śmiem twierdzić, że wielu kowbojów powinno wybrać inne zajęcie niż wykonywane – jak mawiał klasyk ich kompetencje mentalne mogłyby zawieść nawet w przypadku prowadzania kur do wychodka. Natomiast gremia, których interesy kowboje chcąc nie chcąc reprezentują, powinny podjęcie takich rezygnacji zdecydowanie ułatwiać.

Reklamy