Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Styczeń, 2019

CZY EMPATIA ISTNIEJE?

Bardzo ładnie brzmią niekiedy słowa: „Rozumiem cię” ale doskonale wiemy, że mężczyzna (np. policjant) nie jest w stanie odczuwać w danej chwili emocji zgwałconej kobiety. Nawet gdy policjant ma podobne doświadczenia (gdyż np. sam został kiedyś zgwałcony), to jest w stanie jedynie wyobrazić sobie co czuje druga osoba sięgając do własnej pamięci (wyobrażenie to nie odczuwanie!). Istnieje tu pewien problem: skoro empatia jest zaledwie wyobrażeniem a nie jakąś transmisją np. cierpienia, to takie wyobrażenie może być błędne (np. część ludzi wierzących lituje się nad niewierzącymi ze szczerej troski, choć ci drudzy wcale nie są nieszczęśliwi). Skąd w takim razie możemy wiedzieć, czy nasze „empatyczne wyobrażenie” jest celne? Dodajmy inny przykład: niekiedy dajemy się naciągnąć udającym cierpienie, więc czy nasza empatia działa prawidłowo?

Dylematy takie jak powyższe, skłoniły mnie do wysnucia wniosku, że definicja „empatii”, którą przyjmujemy jako coś oczywistego, jest błędna, gdyż taka empatia po prostu nie istnieje. Próba odczuwania emocji innych ludzi, kończy się moim zdaniem na pierwszym kroku, którym jest zwykła próba i chęć zrozumienia drugiej osoby. Tu kończą się fakty. Kolejne kroki są wyłącznie wyobrażeniem i możliwe, że błędnym (tym bardziej, gdy zasób naszych osobistych doświadczeń jest w danym zakresie nikły).

Co Wy na to?

(źródło grafiki: PsychAlive)

Reklamy

KOWBOJE I ANIOŁY (JANUSZE ZARZĄDZANIA LUDŹMI)

Powód, który skłonił mnie do napisania tego tekstu nie jest wart przytaczania, gdyż jest błahy. Jednak mechanizm który został uruchomiony i którego miałem przyjemność doświadczyć błahy nie jest.

Szukając uniwersalnej ilustracji problemu sięgnę do tytułu dzisiejszej notki. Wyobraźmy sobie, że przez całe życie nie mamy kontaktu z policją, a w mediach słyszymy o jej dobrych wynikach, o rosnącym do niej zaufaniu, itd. Któregoś dnia spotykamy na swojej drodze policyjnego Janusza, czyli „kowboja”, który nie jest „aniołem” posługującym się regułą „chronić i służyć”. Dewizą kowboja Janusza jest: „dostarczyć dzienną normę mandatów szefowi i wypróbować (z osobistą satysfakcją) wszelkie znane techniki obezwładniania”. Oczywiście w tym wyobrażeniu istotne jest to czy popełniliśmy jakieś wykroczenie lub przestępstwo, dlatego przyjmijmy, że nie mamy takiej świadomości ani motywu, zaś przebieg kowbojsko-januszowej interwencji mocno nas dziwi.

Z jakim wrażeniem pozostajemy? Zasadniczo, istnieją dwie możliwości: uznajemy, że „doświadczyliśmy marginalnego nadużycia” lub że „doświadczyliśmy krajowej normy”. To, którą opcję wybierzemy zależy od wielu czynników i trudno je automatycznie wymienić, ale niezależnie od tego, pozostaje nam w rękach mandat uwierający poczucie ładu tego świata. Konsekwencje mogą być różne:
– w ankiecie na temat zaufania do policji nie odpowiemy już tak szybko i odruchowo jak onegdaj. Nawet wystawiając pozytywną ocenę wspomnimy, że jednak zdarzają się też wątpliwe sytuacje.
W drugim przypadku stwierdzimy, że zawiodła nas policja oraz system, który na taką policję pozwala i chętnie obalimy ten system (damy swojemu oburzeniu wyraz np. w dniu wyborów). Możemy tu na chwilę zatrzymać się by zapytać, czy taka ewentualność jest częsta lub groźna? Trudno ocenić, choć z pewnością jej prawdopodobieństwo rośnie w przypadku spotkania większej grupy podobnych „zawiedzionych i bezsilnych”.

Oczywiście nie wszystko jest do uniknięcia. Racjonalnie rzecz biorąc nadużycia władzy lub uprawnień zawsze będą miały miejsce, zamierzone czy niezamierzone, jednak ważne jest co z nimi zrobimy. Z pewnością korzyści nie przyniesie założenie pt.: „jakoś to przyschnie”. Warto również pamiętać o tym, że będąc kowbojem wystawione zostaje świadectwo danemu (reprezentowanemu) środowisku, zwierzchnikom, wyznawanej ideologii, systemowi. W przypadku kolizji można wybrać: rozmowę z poszkodowanymi lub po wcześniejszej próbie zrobienia z nich idiotów (lub terrorystów) wysłać na nich czołgi – ten drugi scenariusz może skończyć się korzystnie tylko wówczas, gdy w pobliżu znajdzie się W.Putin jako adwokat.

Czy warto być kowbojem? W bezdyskusyjnych przypadkach owszem. Kiedy bandyta rzuca się na Ciebie z nożem a Ty oddajesz do niego kilka strzałów ze służbowej broni – działasz w sytuacji bezwarunkowej (jesteś w jeszcze lepszej sytuacji, gdy całe zajście masz zarejestrowane na kamerze). Kiedy jednak kamery nie masz lub niszczysz nagranie, kiedy nóż gdzieś znika lub go nie było a na ulicy leży trup – można zadać sobie pytanie, czy nie dało się inaczej?

Kowbojskie zachowania nie są marginalne w naszych szerokościach geograficznych, choć nie posunąłbym się do stwierdzenia, że są normą. Zdecydowanie cierpimy na deficyt aniołów dających poczucie profesjonalizmu, sprawiedliwości, bezpieczeństwa. Doświadczając lub słysząc o praktykach pracodawców, kierowników, partyjnych kacyków, policjantów, czy nawet moderatorów forów internetowych śmiem twierdzić, że wielu kowbojów powinno wybrać inne zajęcie niż wykonywane – jak mawiał klasyk ich kompetencje mentalne mogłyby zawieść nawet w przypadku prowadzania kur do wychodka. Natomiast gremia, których interesy kowboje chcąc nie chcąc reprezentują, powinny podjęcie takich rezygnacji zdecydowanie ułatwiać.