Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Grudzień, 2018

WYSTĄPIENIE

Należę do tych nikczemników (pozbawionych jedynej słusznej przenikliwości), którzy uważają zaledwie, że J.Kaczyński oderwał się od rzeczywistości. Nie biję na alarm, gdyż nie wiem czy coś co kwalifikuje się do politowania lub leczenia należy traktować poważnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że istnieje jakieś prawdopodobieństwo realizacji przedstawianych przezeń zapowiedzi, ale też nie wiem konkretnie co to miałoby być. Choć w łonie opozycji kreślone są liczne scenariusze rodem z przedednia II Wojny Światowej lub Rewolucji Bolszewickiej, to muszę stwierdzić, że Hitler, Goebbels, Mao Tse Tung czy Lenin posiadali jakąś charyzmę, porywali lud, mieli jakieś zaplecze, okoliczności, więc dokonuję kalkulacji sił i zamiarów i wychodzi to na niekorzyść naszego rodzimego kandydata na despotę. Wybaczcie, ale to co dzieje się w kraju jest dla mnie zbyt oderwane od rzeczywistości bym mógł to jakoś przyswoić, ogarnąć rozumem.
Czym to ma być?

Lata świetlne dzielą nasz rodzimy „kaczyzm” od „putinizmu”, a putinizm jest dla mnie jeszcze bardziej abstrakcyjny. Nie pojmuję scenicznych przebierańców ze wschodu, którzy stylizując się na Brusów Springsteenów czy KISS (gwiazdy rocka) wyśpiewują cytaty rodem z Majakowskiego. Nie pojmuję rosyjskich harlejowców, którzy zamiast chwytać wiatr we włosy pędząc ku zachodzącemu słońcu nawiedzają wszelkie oficjalne państwowe uroczystości i biją pokłony portretom Stalina. To jest dla mnie abstrakcja, coś niemożliwego.

I powiem Wam coś: to co robi Putin wydaje się groźne o tyle, że posiada pewną świeżość. Absurd jak widać może być świeży, witalny, pociągający. Może wyłączyć myślenie zastępując je odruchem rozdziawionej gęby. To rzeczywiście może wydać się alternatywą dla podpitego i zmanierowanego zachodu. Wszystko wyśpiewujący rosyjski śpiewak w 4K, przekonany o słuszności każdego wyrzucanego z siebie słowa, o fizjonomii młodzieńca z hitlerowskiego filmu „Triumf woli” wykrzykującego na jednym z wieców: „Jesteśmy żołnierzami Rzeszy (itd.)”, wyzwala jakąś niezgodną z rozumem emocję, jakiś magnetyzm.

triumf-woli-1935 (Trium woli – 1935)

Tylko myślenie nieumacniane taką codzienną propagandową mantrą powraca:
– Czy ten podpity i zmanierowany zachód jest zły? Czy ten harlejowiec indywidualista stroniący od polityki jest zły? Czy wolna, niezależna muzyka jest zła? Co z tego, że za plecami Bono nie występuje Chór Aleksandrowa lub że nie ma w jego utworach jakiegoś post-leninowskiego bełkotu? Czy podpite zmanierowanie zachodu świadczy o rozkładzie tegoż zachodu?
A może po prostu człowiek, który nie musi martwić się o jutro bo ciężko na to zapracował ma prawo się uchlać i leżeć pół dnia w ogrodzie? W czym lepszy jest „wsiegda gotowy” pionier, wierniejszy od psa? – bo pies czasem śpi, a pionier nie. Pionier wciąż wypatruje zagrożenia (w psychiatrii to obsesja, mania prześladowcza), on boi się, że gdy usiądzie lub zaśnie to zginie. Jest gotów dzień cały wymachiwać flagą i recytować patriotyczne slogany bo jest przekonany, że gdy pominie choć jeden gest lub słowo to jego Rosja zniknie, no i główne spoiwo Rosji – Ukochany Przywódca również może gdzieś zniknąć a wtedy to już koniec świata.
Ja po prostu tego nie kupuję. Przeszedłem jakąś drogę mentalną i porównałbym rzecz do mojej relacji z wódką. Wódka nie jest już w stanie mnie niczym zaskoczyć. Wódka może zaskoczyć i pociągać młodych, ale czy „polska wódka narodowa” posiada wymaganą jakość? Rosyjska może tak, ale w Polsce to jakiś cyrk, prowizorka, klasa najobrzydliwszych pomników.

Czasem wydaje się mi, że to wszystko co dzieje się u nas i na świecie jest wyłącznie na potrzeby polityki, wybieralności. Teatr, który musi zwracać na siebie uwagę by istnieć, by wydzielić w społeczeństwie brunatnych i tęczowych by mogli prać się po mordach broniąc świat przed samymi sobą. Być może jestem krótkowzroczny i gdy przyjdą po mnie, będzie już za późno. Jednak czuję się tak, jakby miał po mnie przyjść jednorożec.

Wracając do głównego wątku… Normalny człowiek słysząc wystąpienie prezesa powinien zwyczajnie wyjść, bo to jest poza skalą. To byłaby zwyczajna reakcja na obłęd.

A na finał piosenka o Rosji, w której jest ogień, moc i siła, stal, beton i huta i wszystkiego jest w ogóle najwięcej.

CZY ROZUMIESZ BOGA?

Chciałbym Was czymś zainteresować, ku wieczornym rozmyślaniom.
W Arte pojawił się film pt. „Kto napisał Koran?” i choć filozofia nie jest moją mocną stroną, to (o ile dobrze zrozumiałem przekaz) przedstawiono interesującą koncepcję:
Allach chciał przekazać coś ludziom i zrobił to za sprawą Mahometa.
W związku z tym, powstaje pytanie:
– Czy słowa Koranu są słowami Allaha czy ludzką interpretacją jego przesłania? (chodzi o to, że mamy tu problem podobny do tego, który spotykamy przy dowolnych tłumaczeniach, kiedy np. tłumacz staje przed zadaniem oddania treści i formy tłumaczonego dzieła co nie zawsze się udaje lub jak mówi pewne porzekadło „poezją jest to co ginie w przekładzie”).
Allah nie mówił do Mahometa po arabsku (nawet nie zawsze bezpośrednio), mówił doń swoim nieskończonym, transcendentnym językiem, który Mahomet (dziecko swoich czasów i okoliczności) miał lub był w stanie przetłumaczyć na język ludzki/arabski.
Dla łatwiejszego przyswojenia tej kwestii, można zadać pytanie czy Jezus zwraca się np. do wierzących Holendrów po polsku? Stosuje raczej inną „wyższą” formę komunikacji a słowo w konkretnym języku wiąże się pewnymi problemami, także związanymi z kulturą, etc. Np. dla Araba „chłód w sercu” oznacza to co my Europejczycy nazywamy „ciepłem w sercu” – dzieje się tak, gdyż dla żyjącego w pustynnym skwarze Araba to chłód jest owym kojącym elementem.

W programie Arte, w obecności islamologa i teologa islamskiego osiągnięto pewien „rewolucyjny” konsensus. Otóż przyznano (mniej lub bardziej otwarcie), że osoby traktujące słowa Koranu bez należytej ostrożności czyli dosłownie jako słowa boga, stawiają się niejako na równi z bogiem (pozbywają się poczucia swojej niedoskonałości i ograniczeń) a więc…. – w domyśle – ulegają pysze, dopuszczają się swoistego bluźnierstwa.
Koran w przedstawionym wyżej rozumieniu jest jedynie próbą oddania Nieskończoności marnym ludzkim słowem dlatego czytanie Koranu powinno być raczej drogą do zbliżenia się lub poznawania owej Nieskończoności (zrozumienia oryginalnego dzieła i autora) a nie czymś w rodzaju czytania książki kucharskiej.

Przyznam, że zrobiło to na mnie wrażenie i pomyślałem o części naszych rodzimych wierzących wypełniających „wolę boga”. Może im powinna udzielić się podobna refleksja?

https://www.arte.tv/pl/videos/078732-009-A/kto-napisal-koran/