Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Październik, 2018

SEKCIZM

Mam taką refleksję o „bańkach informacyjnych” i ich wpływie na tzw. dogadywanie się.
Wyobraźcie sobie, że zbiera się gdzieś w sieci kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt osób, które zajmują się jakimś problemem. Nie trwa to „jedną notkę”, ale kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt. Bywa że w jakiejś sprawie lub sprawach zostaje osiągnięty konsensus, powstają różne oczywiste oczywistości, rodzi się wewnętrzny slang, stosowane są skróty (literowe i myślowe), niejednokrotnie stanowisko w różnych sprawach zostaje wyostrzone (w ramach „wśród swoich można wykładać kawę na ławę”). Przechodzi się z tym wszystkim dalej i dalej.
W którymś momencie, dołącza do grupy osoba z zewnątrz i przestaje rozumieć nie tylko o czym mowa, ale przestaje wyczuwać emocje panujące w grupie – powody śmiechu, złości, gwaru, milczenia. Z jednej strony wydaje się jej, że rozumie a jednak panuje jakby inny język, inne znaczenia pojęć, tajemnicze komunikaty.

Właściwie to nic nowego w naszym gatunku, gdyż w każdej zbiorowości, zawodzie, firmie, grupie znajomych wykształca się pewna odrębność a nawet bariera komunikacyjna z innymi grupami. Oprócz wspomnianego języka, powstają unikalne kodeksy zachowań dozwolonych i niedozwolonych, tworzą się niewidoczne z zewnątrz hierarchie, skomplikowane sieci relacji. O ile byłaby to fajna teoria dotycząca powstawania np. narodów a może nawet i gatunków, to gdy taki proces zachodzi w realiach jednego społeczeństwa (nacji, grupy kulturowej), to zatraca się możliwość współdziałania, wytwarzania jakiegoś wspólnego frontu, nurtu.

Znamy historie państw w których dokonywał się podział dzielnicowy, albo tzw. „państwo” tworzyły niezliczone autonomiczne księstewka. Takie państwa stawały się bezwolne, bezbronne, skłócone, wyłącznie formalne.

Ludzie funkcjonujący w „bańkach informacyjnych” (a może powinienem użyć słowa „sekta”?) zaczynają żyć w przeświadczeniu, że skoro jest ich kilku/kilkunastu/kilkudziesięciu to tak myślą wszyscy, że poglądy ich grupy są znane na całym świecie i są oczywiste (skoro podejmowano je publicznie np. w sieci). Trwa to do chwili gdy grupa zechce ogłosić światu jakiś swój manifest – wtedy pojawiają się rozczarowania np. z powodu braku reakcji (i raczej nie – jakby chcieliby grupowicze – z powodu głupoty zewnętrznego świata lub zdrady ze strony tegoż, ale po prostu z powodu braku zrozumienia. Uniwersalny przykład: czy rozumiemy problemy Kurdów? Powszechnie nie, ale powszechnie słyszymy, że warto ginąć za Rojavę). Nawet gdy idea danej grupy jest jak najbardziej poprawna, to może posiąść taki stopień – nazwijmy – „zaawansowania” (niezrozumiałości), że ogłoszona zewnętrznemu światu nie wywoła ciekawości lub poparcia ale co gorsze, może wywołać sprzeciw.

Na poziomie prawidłowo funkcjonującego państwa, zacieraniu takich powstających naturalnie różnic służy państwowa edukacja, państwowe media, państwowa symbolika w przestrzeni publicznej. Państwo za sprawą swoich instytucji scala i cementuje idee. Gdy tych mechanizmów brakuje lub działają nieprawidłowo dokonuje się szybszy lub wolniejszy proces rozbicia, rozkładu, anarchii, marsz ku otwartemu konfliktowi czy konfliktom.

Społeczny aktywizm w Polsce (choć niestety, nie tylko on!) nierzadko przypomina funkcjonowanie hermetycznych sekt a nie działalność publiczną/polityczną/popularyzatorską. Wnioski są w zasadzie dwa: warto dbać o trwałą(!) klarowność i zrozumiałość przekazu (tak na potrzeby wewnętrzne jak i zewnętrzne) oraz sprawdzać czasem, czy istnieją jeszcze jakieś pokrewieństwa lub formy komunikacji z przedstawicielami podobnego do naszego gatunku spotykanego np. na ulicach.

Reklamy

PŁODOZMIAN

Myślałem, że już coś ze mną nie gra, że przeskakuję z kwiatka na kwiatek, że nie jestem w stanie poświęcić się żadnej sprawie na dłużej i jest to powodem mojego wciąż niezaspokojonego głodu perfekcji i sukcesu. Słysząc o geniuszach, którzy rozwijaniu swojego kunsztu poświęcali lata ćwiczeń, starałem się ich naśladować, ale czyniąc już kilka podobnych im kroków dochodziłem do wniosku, że to nie dla mnie, że ja tak nie potrafię. Zaczynałem zajmować się czymś innym, co było i inspirujące i miało w sobie powiew wolności – skoro uwalniało mnie od narzuconego sobie reżimu. O dziwo, po takich chwilach „wytchnienia” wracałem (czasem nawet po miesiącach) do rozpoczętych wyzwań i nagle postrzegałem dany problem jakby na nowo, świeżo, widziałem błędy, których nie widziałem wcześniej, zapamiętywałem lepiej i więcej, odkrywałem nowe rozwiązania. Jak to? – zastanawiałem się – przecież poprzednio wszystko wydawało się nie do przejścia!

Słuchałem niedawno radia. Reżyser W.Smarzowski wspomniał o „płodozmianie”, którego stara się trzymać w swojej twórczości. Słysząc to magiczne słowo nagle coś zaświtało w mojej głowie, to jest to! I możecie powiedzieć, że znalazłem wreszcie wytłumaczenie dla swojego ADHD, niezdyscyplinowania, lenistwa czy diabeł wie czego jeszcze – i powiem: TAK, ZNALAZŁEM! O! Radosna filozofio, która każdą moją wadę wytłumaczysz i przekujesz w wartość!!
Nic z tych rzeczy. W.Smarzowski potwierdził jedynie, że nie tylko ja tak mam a do tego potrafił to nazwać.

„Głównym celem stosowania płodozmianu jest uzyskanie dzięki odpowiedniemu zmianowaniu roślin wzrostu żyzności gleby, co wiąże się ze zwiększeniem ilości i jakości produkcji roślinnej oraz pośrednio zwierzęcej gospodarstwa. Płodozmian odgrywa dużą rolę w zapobieganiu groźnym chorobom roślin uprawnych, często jest główną metodą ich zapobiegania, a bywa, że jedyną. Odgrywa również dużą rolę jako jedna z metod zwalczania chwastów”. (Wikipedia)

(grafika pochodzi z portalu: http://www.zielonyogrodek.pl)