PROWOKACJE 2.0

by romskey

Któregoś pięknego dnia połączyłem się z internetem, wyszukałem portal YouTube i choć szukałem czegoś konkretnego, zainteresowałem się kolorowymi miniaturami „polecanych dla mnie” filmów. Uruchomiłem jeden, drugi i zacząłem zadawać sobie pytanie dlaczego serwis YouTube poleca mi właśnie to, skoro tematyka nie ma żadnego związku z tym czym interesuję się i co na ogół wyszukuję? Dowiedziałem się, że filmy „polecane przez serwis” to po prostu takie, które zyskują lawinowo popularność, więc mogą być z punktu widzenia serwisu także interesujące dla mnie. Nie były. Pomimo sympatycznej aparycji prowadzącego zawartość wywoływała we mnie mdłości (w jakimś sensie podziwiam ludzi, którzy potrafią takie reakcje wywoływać). Nie chcąc wyrazić słowem lub czynem tego co myślę o autorze i jego przekazie, wybrałem opcję „Nie interesuje mnie” i – nomen omen – „kanał” zniknął z mojego pola widzenia.

Było to w czasach, w których internet zaczynał odstraszać, przygnębiał i obezwładniał. Zalew – mówiąc wprost – ludzkiej głupoty i nienawiści był tak obfity, że można było przyjąć wyłącznie dwa warianty: „albo to ja zwariowałem albo świat”.
Jednak zastosowanie opcji „Nie interesuje mnie” przyniosło niespodziewany skutek. Zniknęła nagle przynajmniej 1/3 irytujących mnie treści, a gdy wykorzystałem tę opcję jeszcze 2 lub góra 3 razy, to ilość „dowodów” wtórnego analfabetyzmu ludzkości spadła praktycznie do zera. „Czyli to nie świat zwariował i nie ja zwariowałem” – zaczynałem rozumieć – „to głośni, płodni i zawzięci – choć nieliczni – idioci z tabloidowym patentem na widoczność są w stanie wrażenie powszechnego debilizmu stworzyć”. Odetchnąłem. Zasubskrybowałem kilka kanałów muzycznych, filmowych, branżowych, związanych z moimi zainteresowaniami i serwis YouTube stał się przyjemnym miejscem. Oczywiście zostawiłem sobie kilka vlogów w ramach „poznaj wroga”, ale zapewniam Was, że poznawanie wroga (lub np. 2 wrogów) a poznawanie wszystkich wrogów naraz zawiera bardzo poważną różnicę we wpływie na psychikę.

Uważam, że wykazałem zdrowe podejście. Jeżeli coś mnie nie interesuje lub irytuje, to nie taplam się w tym jak szambie wylewając swój niesmak na właścicieli i mieszkańców szamba. To nie ma przyszłości. Owszem, wiem, nie zawsze i wszędzie się da, gdyż np. w pobliżu sejmu nie widziałem trzech kropeczek, których kliknięcie ukazałoby napis o treści „Nie interesuje mnie”, jednak zachowanie przyswajalnych dla naszych możliwości proporcji jest z pewnością korzyścią i gdy to możliwe warto z tej opcji korzystać.

O ile moje podejście przyniosło pozytywny skutek dla mnie, to dla tych, z których towarzystwa uprzejmie zrezygnowałem, „zdrowe podejście” wydało się być ponad ich siły. Jak okazało się, ludzie ci nie są zdolni do życia nie będąc prowokowanymi, dlatego będąc fanami Grzegorza Turnaua chodzą na koncerty Slayera lub będąc buddystami chodzą narzekać do meczetów a już najchętniej patrolują miasto w poszukiwaniu tego jedynego geja lub Pakistańczyka, który sprowokuje ich swoim wyglądem. Niestety, dość szybko można domyślić się, że prowokacja wywołana faktem czyjegoś istnienia bądź posiadania odmiennych przekonań nie jest ich głównym celem, gdyż celem tym jest stwierdzenie, że skoro są prowokowani to muszą „wyjechać komuś z kopa”.

Jakoś tak skojarzyło się mi to ze spektaklem Klątwa czy koncertem grupy Behemoth, kiedy to sympatycy określonych treści zebrani w potencjalnie odizolowanych od masowego odbiorcy miejscach „sprowokowali” nieobecnych w tych miejscach „obrońców czystości miejsc wszelakich”. Co warte podkreślenia – ocena „nieczystości” owych miejsc nie została określona z punktu widzenia ogólnie przyjętych norm oraz zwyczajów, ale subiektywnych odczuć urażonych(!). Najwyraźniej, przedstawiciele tego nurtu uważają, że jeżeli powiesiliście sobie brązowe zasłony w swoim domu a Wasi sąsiedzi mają zasłony zielone to Wasze wyglądają jak gówno w lesie i należy je zdjąć. Nie zdziwcie się, że kiedy odeślecie takiegoż analityka kolorów zasłon do stu diabłów to usłyszycie na odchodne, że jesteście „bezczelni!” (tak, Bareja to przewidział lata temu!).
Nie zdziwcie się, gdy zauważycie tych, którzy Waszą wolność i prywatność chcą regulować wg subiektywnie uznanych norm zobaczycie w marszach m.in. partii mających „wolność” w nazwie. Nie zdziwcie się, gdy ludzie, którzy naruszyli Waszą przestrzeń i usłyszą co o nich z tego powodu myślicie kolejnego dnia zaczną grozić Wam procesem (za krytykę!?), a to nie przeszkodzi im kolejnego dnia uczestniczyć w proteście przeciwko cenzurze.

(fot. Newtons cradle – Shutterstock).

Reklamy