Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Czerwiec, 2018

HEJT A OSIĄGNIĘCIA (nie to, że mecz, ale o piłce też będzie).

Kilka lat temu zastanawiałem się nad tym co należy zrobić by wygrywać w piłce nożnej. Oglądając (sporadycznie) mecze, dochodziłem do wniosku, że przygotowanie techniczne i kondycyjne zawodników stoi na wyjątkowo wysokim, nieznanym wcześniej poziomie. Spotykały się drużyny tak profesjonalne, że właściwie bardziej „klinczowały” się niż grały, przez co mecze stawały się zwyczajnie nudne. Szukając odpowiedzi na pytanie: „Kto i dlaczego wygrywa?”, domyślałem się, że może ten kto ma więcej pieniędzy na zakup najbardziej utalentowanych zawodników (z całego świata) lub dochodzi do jakichś układów czy korupcji „na górze”.
Przez przypadek zetknąłem się z opinią człowieka z wnętrza dużego futbolu, który podzielił się ze mną następującą opinią: „Chcąc grać w reprezentacji, należy mieć określone predyspozycje psychofizyczne. Talent i treningowa dyscyplina już nie wystarczą”.

Nie bardzo wiedziałem o co chodzi z tą psychiką, gdyż o „fizyce” opinię już miałem. Zacząłem analizować pewne zachowania na boisku i przytoczę jeden z wielu przykładów:
– Dwóch zawodników walczy o piłkę, nagle zatrzymują się, jeden drugiego uderza głową w głowę, sędzia wyciąga czerwoną kartkę i agresywny zawodnik schodzi z boiska. Poza murawą dowiadujemy się co było przyczyną tego zachowania. Uderzony zawodnik powiedział wcześniej do uderzającego: „Twoja córka, jest w łóżku lepsza od twojej matki”.
Wykładając rzecz jasno: Ten, który uderzył nie posiadał „określonych predyspozycji psychicznych” i dał się sprowokować osłabiając tym samym możliwości swojej drużyny.

Na boisku próby wyprowadzania z równowagi są normą. Odzywki, szarpanie za koszulkę, blokowania. Jak mówi stara choć nie całkiem znana prawda: „Człowiek skrzywdzony nie jest w stanie właściwie zadbać o swoje interesy”. Optymalnym rozwiązaniem dla mniej odpornych bywa zejście z boiska i pozbieranie się na ławce rezerwowych.

Czy boisko to jedyne pole oddziaływania?
Nie ma co ukrywać, oddziaływanie z trybun doskonale współgra z tym co dzieje się na murawie. Zawodnik, który wspiął się na pewien poziom, czuje się zwycięskim gladiatorem, obiektem uwielbienia, szacunku, respektu i podziwu, samo wejście na murawę jest dla niego wejściem do świątyni ku jego czci. Gdy jego but dotyka murawy zamiast fety dopaść go może hejt. Duże wsparcie dla efektu może mieć oprawa stadionowa (wielkoformatowe grafiki), skandowanie określonych haseł, drobniejsze banery np. z treściami rasistowskimi (gdy przeciwna drużyna lub dany zawodnik nie jest „biały”), mogą pojawić się nawiązania do historii, w których nacja przeciwników została upokorzona, itd, itp. Wszystko by poniżyć, zastraszyć, obniżyć morale rywala, zgnieść jego ducha walki.
Profesjonalny zawodnik musi sobie z tym wszystkim poradzić i „robić swoje”. Na ogół radzi sobie, choć zawsze istnieje luka w jego „pancerzu”. Ta luka pojawia się, gdy zwyciężając chce usłyszeć wiwat na swoją cześć:

Zawodnik mieszanych sztuk walki Mamed Khalidov zwycięża z Borysem Mańkowskim. Entuzjazm ze zwycięstwa bije z twarzy polskiego Czeczena (zresztą – ulubieńca polskiej publiczności) gdy nagle słychać gwizdy i buczenie. Fizjonomia Mameda w ułamkach sekund zmienia się, z oczu bije wściekłość, jest muzułmaninem więc doskonale rozumie co oznacza ten gwizd (do tego wygrał z Polakiem). Przerywa kontakt z dziennikarzem, wymyka się bez słowa z oktagonu, znika. Środowisko KSW reaguje niemal natychmiast potępiając zachowanie części kibiców. Mamed dostaje liczne głosy wsparcia, mówi się, że ludzie, którzy gwizdali to garstka idiotów. Czy pomogło? Być może, w każdym razie, po kilku miesiącach, przegrywa z Tomaszem Narkunem. Przez lata był championem.

Podatność na emocje nie jest analizowana tylko w sporcie. W trakcie wstępnej selekcji wojskowych oddziałów specjalnych jest jednym z kluczowych elementów. Niestabilność emocjonalna odbija się na fizycznych wynikach. Żołnierz niestabilny emocjonalnie jest w stanie jednego dnia osiągnąć cel jako pierwszy, gdy drugiego dnia celu nie osiągnie w ogóle. Elitarne oddziały specjalnie nie mogą sobie pozwolić na obecność takich ludzi, którzy zależnie od nastroju wykonają powierzona misję lub nie.

Idźmy dalej. POLITYKA. Ten obszar praktycznie znamy, choć sądzę, że raczej doświadczamy niż znamy. Hejt jest tu zasłużonym narzędziem, pośród kilku innych podobnie szlachetnych. „Wszystko by osłabić rywala, zastraszyć, poniżyć, obniżyć jego morale, zgnieść ducha walki”. Skrzywdzony wróg nie jest w stanie zadbać o swoje interesy. Dziwicie się nadwyżce socjopatów w polityce?

Podsumujmy.
Omówiliśmy sobie pokrótce sport, wojsko i politykę. Dołóżmy klika kolejnych cegiełek: kultura (hejt wobec artystów), media (hejt wobec dziennikarzy), dom („dziewczyna tnie się, gdyż matka mówi jej codziennie, że jest gruba”), praca, szkoła….
Czy właściwie istnieje dziś dziedzina „wolna od hejtu” (hejtu ukierunkowanego na krzywdzenie, wyprowadzenie z równowagi, w celu osiągnięcia przewagi)?

Mieszanie z błotem jest skuteczne. Nie mogąc wygrać na argumenty czy jakość, można wygrać nurzając przeciwnika w rynsztoku.
Zastanówmy się więc, ilu i ile z nas nadaje się do „reprezentacji” i jest w stanie znieść nienawiść, ale nie tę głupią-ludzką, lecz planową i ukierunkowaną na konkretny efekt? Odpowiedzmy sobie, dlaczego nie zawieramy sojuszy z tymi, którzy stali się obiektem hejtu? Pomyślmy wreszcie o tym, gdzie ma zrodzić się jakaś JAKOŚĆ, gdy na powierzchni są w stanie przetrwać wyłącznie ci, którzy dobrze obrzucają błotem innych lub ludzie tak odporni… że tylko pieniądz utrzymuje ich tam gdzie są? Trochę życie skomplikowało się nam. Szary człowiek, dążąc do czegokolwiek musi spełniać dziś wymogi konieczne do zakwalifikowania się do elitarnych oddziałów specjalnych. Gdy specyficzna odporność psychiczna stała się obecnie najwyżej notowanym kryterium koniecznym do utrzymania głowy nad poziomem X, to nie dziwmy się, że odpadają ci, którzy tylko mają talent, tylko dobrze grają, tylko uczciwie myślą, tylko mają dobre pomysły.


(fot.źr.sports-adrenaline.com)

Reklamy

JAK UMARŁA BLOGOSFERA (P)

Istniał czas, w którym można było odnieść wrażenie, że polityczna blogosfera ma na coś wpływ i jest głosem tych, którzy mieli coś do powiedzenia (nierzadko w imieniu innych niesłyszanych) a którzy nie mieli sposobności przekazania czegoś w głównym nurcie.

Okazało się jednak, że politycy nie czytają blogów a samą blogosferę (P) dotknęły wszystkie możliwe choroby i patologie tzw. mainstreamu (pogoń za sensacją, plagiaty, przedruki, niesprawdzone informacje, propaganda polityczna, rywalizacja o pozycję i rozgłos w formie wolnej amerykanki, niska jakość techniczna będąca najczęściej wynikiem szybkiej pracy na kolanie), także z tą dodatkową cechą, że tzw. blogosfera nie posiadała żadnych narzędzi „samooczyszczających”. Nadmiar blogów i maszynowo produkowanych treści wywołał naturalne zjawisko „inflacji”. Spadło zainteresowanie cudzymi opiniami skoro każdy ma własne.

CZY WŁADZA POWINNA SŁUCHAĆ PROTESTUJĄCYCH OBYWATELI?

Ostatnio odbył się marsz „proepidemików”, przeciwników szczepień czy jak sami o sobie lubią gładko mówić „ludzi, którzy chcą mieć wybór”. Powiem, że było ich na tyle wielu, że niejedna formacja opozycyjna mogłaby poczuć dreszcz zazdrości. Media i z lewej i z prawej w zasadzie przemilczały sprawę, choć zapewne z różnych przyczyn. No ale do sedna, czyli tytułowego pytania:
– Czy wielotysięczny, pokojowy protest powinien w demokracji zmuszać władzę do uległości?


(fot.zr.tvn.warszawa.24)

CO ZMOTYWOWAŁOBY BIERNYCH DOTYCHCZAS LUDZI DO UDZIAŁU W GŁOSOWANIU?

W wyborach 2015 frekwencja ledwie przekroczyła 50%. Fakt ten podawany jest w oficjalnych komunikatach gdzieś na marginesie, gdy realnie wiele mówi o stanie demokracji.

Obywatelska obojętność, rezygnacja, lenistwo – nie są dobrymi sygnałami tak jak dobrym sygnałem nie jest gdy dziecko stroni od grupy rówieśniczej, jest apatyczne, niezaangażowane, tworzy swój własny alternatywny świat, itd.

Przyczyny absencji wbrew pozorom nie są łatwe do ustalenia – szukając analogii – podobnie nie potrafimy ustalić jakiegoś generalnego powodu czy powodów, które sprawiają, że np. długotrwale bezrobotni nie podejmują pracy.

Zakładanie, że każdy przypadek jest inny i wymaga indywidualnego potraktowania jest błędne, gdyż z całą pewnością bylibyśmy w stanie stworzyć listę powtarzających się „ukrytych przyczyn”. Tylko jak je poznać?

Na pytanie: „Dlaczego nie głosujesz?” usłyszymy: „nie ma na kogo, nikt mnie nie reprezentuje, nie znam się na polityce, nic nie zmienię, nie chcę się w to (w ten brud) mieszać”.
Tylko, że to oficjalne odpowiedzi.

Nieoficjalne to te, które lepiej zachować dla siebie dla własnego bezpieczeństwa, dla dobra towarzyskich czy rodzinnych relacji, dla bezpieczeństwa zatrudnienia (gdy np. poglądy pracownika nie są lustrzanym odbiciem poglądów pracodawcy), dla dobra relacji biznesowych, kiedy bycie skatalogowanym zwolennikiem partii A lub B wiąże się z różnorodnymi konsekwencjami (oczywiście nie tylko negatywnymi, ale negatywnymi również). Niechęć do angażowania się może być również przejawem wolności, niezależności, neutralności o czym trudno mówić w towarzystwie ludzi zaangażowanych politycznie uważających takie postawy za nieodpowiedzialne, groźne czy po prostu idiotyczne.

Tajność głosowania nie rozwiązuje sprawy.

Nie zbudujemy dobrego domu jedynie w oparciu o zdanie połowy domowników (nawet W.Putin dopuszcza do wyborów kandydatów opozycji /bez szans na zwycięstwo/ by wysoka frekwencja lepiej legitymizowała jego władzę:).

W marketingu zaleca się nie pytać potencjalnego klienta o to jaki produkt podobałby się mu, tylko za który zapłaciłby.
„Retorycznie” pytam: co zmotywowałoby biernych dotychczas ludzi do udziału w głosowaniu?