ZANIM OSKARŻYCIE PROTASIUKA!

Cofnijmy się do roku 12.08.2008 r., gdy mjr. Grzegorz Pietruczuk pełnił obowiązki dowódcy załogi prezydenckiego TU 154. Kiedy po analizie sytuacji i w porozumieniu m.in. z ochroną pozostałych prezydentów Grzegorz Pietruczuk odmówił wykonania lotu do Tbilisi, skontaktował się z nim p.o. dowódcy wojsk lotniczych gen. Krzysztof Załęski, który zasugerował, że lot powinien być wykonany zgodnie z wolą prezydenta. Gdy pilot przedstawił swoje argumenty i wątpliwości, usłyszał pytanie o to czy możliwa jest zmiana dowódcy załogi? Niestety, pełniący obowiązki drugiego pilota Arkadiusz Protasiuk nie był jeszcze wyszkolony do pełnienia takiej funkcji. Dowództwo wysłało w tych okolicznościach rozkaz na piśmie, o którego istnieniu mjr.Pietruczuka powiadomił płk. Pietrzak, ale rozkaz nie dotarł do adresata.

(…) Gdy już wszyscy byli na pokładzie, prezydent wszedł do kabiny pilotów. Wtedy padło pytanie, czy wiem, kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Odpowiedziałem: „Tak, wiem, panie prezydencie”. Na co prezydent: „W takim razie polecam wykonać lot do Tbilisi”.(…).

Po kolejnym przeanalizowaniu sytuacji, mjr. Pietruczuk (przez płk. Olszowca) przekazał prezydentowi, że do Tbilisi nie poleci. „Skoro nie da się nic zrobić” prezydent wyraził zgodę na lądowanie w Gandży, ale wychodząc z samolotu już w Warszawie, rzucił: „Jeszcze się z panem policzę”. Niedługo potem poseł PiS Karol Karski złożył do prokuratury doniesienie w którym zarzucił mjr. Pietruczukowi „odmowę wykonania rozkazu”. Poza tym, nazwał G. Pietruczuka tchórzem i napisał, że „przyniósł pan wstyd państwu polskiemu i jego siłom zbrojnym”.

Jeśli ktoś decyduje się być oficerem, to nie powinien być lękliwy – (Autor: prezydent Lech Kaczyński, po wyjściu z kabiny pilotów, do dziennikarzy i notabli lecących samolotem. Źródło: wyborcza.pl, 24 kwietnia 2010)

Dowódca sił powietrznych, gen.Błasik, tego samego dnia – 12.08.2008 – wezwał do siebie G.Pietruczuka, jednak stwierdził, że nie doszukał się w jego postępowaniu działań niezgodnych z regulaminami lotów i że również stał na stanowisku, żeby nie lecieć do Tbilisi. Gen. Błasik zasugerował, żeby nie komentować zdarzenia i machnąć na to ręką.

Arkadiusz Protasiuk był świadkiem lub słyszał z bezpośrednich relacji o większości opisanych sytuacji.

———————————-*——————————–

W cywilizowanym kraju, powyższy ciąg zdarzeń wzbudziłby tornado. Tornado jednak nie przyszło, a o mjr. Pietruczuku przypomniano sobie dopiero 2 lata później, po 10 kwietnia 2010 r. badając kwestię ewentualnych nacisków w trakcie lotu do Smoleńska.

Pozwólmy sobie na skróconą analizę metod, skądinąd znanych także z wielu innych dziedzin niż lotnictwo:

Nie ty, to kto inny, kolejka chętnych czeka na twoje miejsce i nie myśl, że gdy wylecisz to poszybujesz w górę, bo będąc zerem będzie to trudne [ad. ‚czy możliwa jest zmiana dowódcy załogi’]

– „staraj się bardziej, bo raz nawaliłeś” [ad ‚rozkaz na piśmie’ – w zwykłym życiu to UMOWA (np. o pracę) umożliwiająca postawienie zarzutu niewykonania polecenia czy dopełnienia obowiązków. Tego rodzaju dokument może być narzędziem szantażu przez lata, raz czy dwa przymknie się oko, a za kolejnym może pojawić się rozwiązanie umowy (czyt. „idziesz na dno”)]

bądź uległy a zyskasz przychylność i zwiększysz szanse kariery [ „czy wiem, kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych?” – mowa przez autorytet… W Polsce wciąż nie istnieje obyczaj dyskutowania z przełożonym]

nie bądź uległy a twoje życie zmieni się w piekło . [jeśli ktoś decyduje się być oficerem, to nie powinien być lękliwy – wypowiedzi (także. posła Karskiego) to „podręcznikowy” przykład publicznego gnojenia a „Jeszcze się z panem policzę” – zastraszania].

nie rób afery, przyschnie [machnij ręką nawet gdy masz rację] Tu akurat gen Błasik jawi się jako postać tragiczna.


SZANTAŻ
OŚMIESZANIE
PONIŻANIE
ZASTRASZANIE
UCISZANIE….

Porównywanie sytuacji z 12.08.2008 i 10.04.2010 byłoby niefortunne. Odmowa mjr. Pietruczuka opierała się m.in. na ujęciu czynników związanych z działaniami wojennymi w kraju do którego planowano wylot (możliwość zderzenia z jednostkami wojskowymi, zestrzelenia, brak zabezpieczenia (ochrony) ważnych osobistości na miejscu, możliwość uszkodzenia lotniska w wyniku zaistniałych już okoliczności konfliktu zbrojnego, brak danych na temat stanu łączności radiowej). Jeżeli tego typu argumenty nie były wystarczająco silne, by powstrzymać maszynę nacisków, to jakim argumentem jest mgła („albo/albo” skoro Jakowi się udało)?! Pietruczuk był przekonany, że ma rację. Czy Arkadiusz Protasiuk, mógł również mieć taką pewność?

Możemy sobie deliberować o „procedurach”. Możemy twierdzić, że procedura jest święta, pamiętając jednak, że o świętości procedur była przekonana także granatowa policja a nawet policja żydowska w gettach w czasie okupacji. Zostawmy patologiczne wyjątki. Zadajmy ważniejsze pytanie czy Polska jest właściwym krajem do stosowania procedur?

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że przestrzeganie procedur w Polsce nie jest ścieżką sukcesu, pomni roku 2008 możemy nawet powiedzieć, że przestrzeganie procedur oznacza kłopoty. To zwierzchnik lub autorytet jest procedurą a nie kartki papieru, które można zmienić mając większość. W Polsce ordery dostaje się za uległość i dyspozycyjność a nie praworządność co doskonale rozumieli policjanci 30 listopada 2006 roku oddelegowani do zapewniania kateringu (dowózka hamburgerów) głodnej pani minister. Czy mogli odmówić? Trudno ich osądzać, zginęli niedługo potem, tuż po wykonaniu innej tajnej misji (jak dowiedzieli się dziennikarze, misja dotyczyła „odwiezienia pijanego dyrektora z MSWiA”). Małym pocieszeniem jest, że ktoś stracił wówczas taboret dlatego, że stało się o wydarzeniach głośno i należało zastosować technikę przedszkolaka, który zakrywa sobie łapkami oczy i uważa, że go nie widać. O ilu sprawach nie robi się głośno (czytaj: w ilu sprawach nie robi się nic)?

Arkadiusz Protasiuk nie podporządkował się procedurom. Nie odmówił zwierzchnikom. Uznał, że się zmieści, że może się uda, choć „ogólnie rzecz biorąc to pizda tutaj jest”. Nie jestem w jego głowie, nie mam najmniejszego pojęcia jak wpływano na jego decyzje, nie mam zielonego pojęcia ile nakazów prokuratorskich przeciwko niemu było już gotowych i czekało na podpis, nie wiem czy wziął kredyt na mieszkanie, nie wiem czy miał dzieci dumne z ojca lotnika, nie wiem czy rozmawiano w jego obecności o lękliwych pilotach i policzaniu się po niewykonanym zadaniu. Właściwie nie musiano rozmawiać, nie bez powodu, przynajmniej od kilku tysięcy lat urządza się publiczne egzekucje, by widzowie wiedzieli jak postąpić, gdy znajdą się w podobnej sytuacji do tej, która uczyniła z wolnego człowieka skazańca. Nie znam się przy tym na lotnictwie, nie wiem kto odpowiada za wysokościomierz, nie wiem co można włączyć, co wyłączyć, co można zignorować, a czego nie. Dlatego nie oskarżam!

Czy oskarżający – a niestety oskarżenia pojawiły się – byliby tego samego zdania, gdyby z całej sprawy związanej z katastrofą wyłączone było PO i nie przesłuchiwano by dziś D.Tuska? Czy wówczas okazałoby się, że naciski, presja psychiczna mogły mieć miejsce, czy może nadal uznawano by, że A.Protasiuk nie miał jaj i był głównym winowajcą śmierci pasażerów i załogi feralnego lotu? Wróćmy do procedur.

Skoro tak łatwo szafujemy wyrokami, to czy A.Protasiuk był jedyną osobą w Polsce zobowiązaną do przestrzegania procedur? Czy do przestrzegania procedur nie był zobowiązany gen. Błasik, prezydent, obsługa lotu?

Katastrofa smoleńska w wyjątkowo jaskrawy i tragiczny sposób ukazała nam patologie naszego kraju. Patologie tolerowane i niewzruszenie trwające na wszystkich poziomach hierarchii społecznej: dowódca – podwładny, pracodawca – pracownik…

Czy usłyszeliśmy choć raz gdzieś z wyżyn: „Żołnierzu, masz nie tylko prawo ale obowiązek nie wykonać nieregulaminowego rozkazu i włos z głowy ci za to nie spadnie, gdyż państwo zapewni ci ochronę”? Czy usłyszeliśmy choć raz: „Policjancie, masz nie tylko prawo ale obowiązek odmówić przełożonemu wykonania zadania, które wykracza poza twoje regulaminowe obowiązki”? Czy usłyszeliśmy choć raz: „Pracowniku, masz nie tylko prawo ale obowiązek nie pozwalać się klepać po tyłku (jeśli jesteś kobietą) lub nie stosować taniego materiału o którym nie ma mowy w dokumentacji technicznej choć pracodawca chce byś to robił”? Czy usłyszeliśmy: „To nie ty żołnierzu, policjancie czy pracowniku poniesiesz konsekwencje, karę poniesie zwierzchnik i nikt nie zasugeruje ci, byś coś zamiótł lub przemilczał”?

Co – jako społeczeństwo – możemy zaoferować tym, którzy odważą się sprzeciwić? Zaoferujemy im pracę, ochronę prawną, byt ich rodzinom, zagwarantujemy obronę dobrego imienia? Czy w ogóle obywatele indywidualnie powinni dawać takie gwarancje w realiach dziejącego się scenariusza filmu „Psy”, w którym słychać:
Kobieta: Proszę przestać, bo wezwę policję.
Franz: To ja jestem policja!

Dopóki ludzie nie otrzymają gwarancji bezpieczeństwa, to słodkie sny o państwie prawa odłóżmy w najciemniejsze i zapomniane kąty naszych świadomości. Bezpieczeństwo, o którym mowa, powinno gwarantować państwo oraz jego instytucje. Arkadiusz Protasiuk nie miał takich gwarancji.

Reklamy