Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Marzec, 2018

KRETYNIZM UŻYTECZNY – GODEK, ZIĘBA, SOCHA (STOPNOP)

Co łączy wymienione postacie i wiele innych? Otóż, odnalazły one sens życia w dziele zbawiania ludzkości wbrew ludzkości. W ich mniemaniu, wypełniana misja stawia ich ponad prawem skoro działają w obliczu wyższej konieczności, z wyższych, uświęconych pobudek. Mówią o sobie: „historia mnie rozliczy”, „przyszłe pokolenia mnie rozliczą”, „rozliczy mnie bóg” a nawet nieme, niepełnosprawne dziecko. Nigdy panujące prawo, nigdy sąd, nigdy drugi człowiek. Tak naprawdę, nie rozliczy ich nikt, w ich systemie wartości nie funkcjonuje pojęcie „odpowiedzialności”. Samodzielnie przyznali sobie licencje na decydowanie o życiu i śmierci, zbawianie, samozwańczo ogłosili się kontrolerami i władcami ludzkich sumień. Dla określenia tej postawy, takie słowa jak skrajne: egoizm, pycha i arogancja to eufemizmy, ale słowa czy argumenty nic w nich nie zmienią. Uodpornili się.

Eugenika – semantyka

W emocjonalnym społeczeństwie racjonalizm nie istnieje i choćby powtarzać owemu społeczeństwu znaną prawdę: „Nie wchodź na terytorium idioty…”, to lud nie zrozumie, ugnie karki pod ciężarem pojęć i nie dostrzeże, że zastosowane obecnie słowa „zabić” lub „eugenika” są tyleż warte co nazwanie współczesnego testowania leków „nazistowskimi eksperymentami rodem z Auschwitz”. Nie chcę tu zrównać emocji z głupotą, ale efekt bywa na ogół identyczny i jest katastrofą. Czy zastanawiasz się już nad tym, kiedy zaczyna się człowiek? Otóż jesteś już na terytorium idioty.

Fanatycy niezbędni

Żadna instytucja władzy bez fanatyków nie byłaby w stanie rozwinąć skrzydeł. Fanatycy otrzymują od instytucji „plecy”, są pieszczeni, usprawiedliwiani, „podnoszeni z kolan”. Choć miejsce fanatyków jest w zamkniętych oddziałach szpitali psychiatrycznych (gdzie odnaleźliby się wśród im podobnych samorodnych Jezusów i Napoleonów), to nie trafiają tam, gdyż są efektywnym narzędziem. Nie ma tu znaczenia czy gra dotyczy zakazu aborcji czy handlu w niedzielę, chodzi o to jak dalece człowieku-adresacie zrezygnujesz z siebie samego z powodu tych i na rzecz tych, którzy Twojej uległości oczekują. Jak daleko cofniesz się przed siłą, strachem czy patosem ale też… autorytetem i stadnością? Czy zatrzymasz się w chwili gdy poczujesz zimny chłód ściany za swoimi plecami? Czy oni zatrzymają się również?

Zawartość człowieka w człowieku

Można długie godziny debatować o rozmiarach autonomii człowieka z strukturze państwowej. Tylko czy mamy te godziny, gdy ktoś wkracza bez pukania do naszego domu i nakazuje nam zawiesić zielone zasłony w oknach, gdyż mamy brązowe? Czy świstek, który przyniósł i którym wymachuje nam przed oczyma z podpisami 800 tysięcy mieszkańców osiedla, którzy uznali, że zielone zasłony są bezwzględną normą, może usprawiedliwić najście? W cywilizowanym świecie, taki emisariusz, nie tylko ma obowiązek zapukać i powiedzieć „dzień dobry”, lecz przede wszystkim może nas jedynie przyjaźnie i uprzejmie przekonywać, że kolor zasłon ma pozytywny wpływ na wizualne walory osiedla i byłoby miło, gdybyśmy poparli jego pomysł. W racjonalnym świecie, tylko właściciel posiada prawo dysponowania swoją własnością. O akcie własności nie decyduje liczba podpisów, siła czy bałamutnie zinterpretowana idea.

W imię czego?

Przyszło nam żyć w patologicznej odmianie demokracji, w której gdy większość uzna, że ziemia jest płaska to władza wsłuchana w głos suwerena ustawą taki fakt zatwierdzi. Pytanie, które postawiono dziś brzmi: „Do kogo należy kobiecy brzuch: do państwa czy do kobiety?”.

Tu i ówdzie na świecie, rabunek banków i domów uciekinierów politycznych nazywano zgrabnie „nacjonalizacją”, a więc przywracaniem „odzyskanych” dóbr prawowitym właścicielom – suwerenowi. Ładnie brzmi (lepiej niż złodziejstwo) i jakże głupi byliśmy wczoraj, skoro nie mówiliśmy o nacjonalizowaniu majątku żydowskiego.
Dziś podjęto próbę znacjonalizowania kobiecych brzuchów, w imię zwrócenia ich prawowitym właścicielom – narodowi!
Pomarłby Bareja drugi raz, tym razem ze śmiechu i w konwulsjach!
Szkoda, że jest mało śmiesznie.

Reklamy

JAK OKREŚLONE ŚRODOWISKA REKRUTUJĄ OKREŚLONYCH SYMPATYKÓW NIE STOSUJĄC OTWARTEJ AGITACJI?

Wielokrotnie zetknąłem się ze stwierdzeniami typu: „neonaziści, faszyści, rasiści” skierowanymi pod adresem pewnych ludzi. Gdy zadawałem pytanie: „Dlaczego tak twierdzisz?” słyszałem: „no przecież wystarczy ich posłuchać!”. „Ależ słuchałem! Niekiedy bardzo wnikliwie analizowałem nawet nagrania z ich wieców i nic nazistowskiego w nich nie padało!”. Rozmówca na ogół obruszał się na mnie, bo przecież wszyscy widzą, bo coś jest oczywiste. Cóż, gdyby było oczywiste, to wystarczyłby jeden pozew by taka organizacja straciła rację bytu a jej członkowie usłyszeli wyroki grzebiąc przy tym wizerunek swoich sponsorów, mocodawców czy politycznych sojuszników. Tłumaczenie pt. „bo pis rządzi i dlatego!” jest wygodne dla opozycji, ale mało rzeczywiste. Nawet gdy istnieją dyspozycyjni sędziowie, to trudno zrozumieć niemoc całego środowiska lub organizacji biorących sobie za cel walkę z tym problemem. Sprawę komplikuje dodatkowo to, że gdy ktoś rozwinie jakiś niepoprawny transparent lub wyryczy o kilka słów za dużo, to natychmiast sami organizatorzy piętnują takie działanie. Nawet gdy robiono wiele by tego typu epizody były odbierane jako reprezentatywne dla wszystkich uczestników, to niestety, nasz system sprawiedliwości tak nie działa – nie ma odpowiedzialności zbiorowej.

No więc jak? Jak oni to robią, że nie mówiąc o czymś osiągają swój cel?
Uchylmy rąbka tajemnicy.

W niewielkim niemieckim miasteczku, organizacja uznawana za skrajnie prawicową ale wciąż legalna urządza marsz pamięci ofiar alianckich bombardowań. Władze miejskie nie znajdują pretekstu by uniemożliwiać przemarsz młodzieży przepełnionej troską, pamięcią oraz empatią. Zginęli cywile, zwykli ludzie, należy się im szlachetna pamięć, ba! nawet najzagorzalsi antyfaszyści nie powiedzą: „A dobrze im tak, po co Hitlera popierali?!”. Do marszu dołączają zwykli ludzie, zatapiają się w żałobnej refleksji, część z nich zaczyna myśleć, że ci bombardujący to właściwie podli byli. W zależności od stopnia wrażliwości czują gorycz, nienawiść. Tak, podli byli ci alianci, wyzuci z człowieczeństwa, a my dziś mamy być z nimi w unii, mieć ich za przyjaciół? Kogo? Przecież UE i Ameryką rządzą Żydzi, no i właściwie to Żydzi są winni. Nie lubimy ich (wstrętnych).

W Wielkiej Brytanii, grupa przepełnionych empatią i troską ludzi z Britain First otacza bezpośrednią i medialną opieką ofiarę gwałtu. Oczywiście mało kto słyszał, by akurat ta partia zajmowała się walką z przemocą wobec kobiet, ale może zmienili się? Brytyjczycy włączają się w ten partyjny odruch serca, klikają zapłakane buźki w Facebooku myśląc, że gwałciciel to jednak kawał drania. Co z tego, że emigrant? Nikt nie nawołuje do nienawiści, lud domaga się jedynie szacunku dla prawa, wartości oraz przykładnego ukarania sprawcy. Niewielu dostrzega, że przecież można było zająć się setkami ofiar gwałcicieli czystej krwi brytyjskiej czy aryjskiej, no ale… jaki by to miało sens?

W polskim mieście trwa marsz pamięci Żołnierzy Wyklętych. Zginęli bohaterowie walczący o suwerenną Polskę. Nawet gdy zdarzały się jakieś niechwalebne epizody, to byli tacy jak my, ponieśli największą ofiarę, zapalmy im świeczki. A że przemknie nam przez myśl kto ich zabił, jakiej był narodowości lub jaką ideologię wyznawał, cóż, z pewnością potomkowie zabójców dziś chcą bojkotować nasz marsz.

Jedna z podobnych opowieści nie zakończyła się sukcesem. Choć prawda miała być objawiona co miesiąc (chociaż właściwie wszyscy uczestnicy ja znali) to nie udało się zdobyć dowodów mimo wielu zużytych parówek. Macierewicz musi odejść, a zamiast pochodów będzie pomnik.

Oto troska i pamięć, ta ukochana martyrologia, która zamyka usta oponentom, bo przecież cmentarnym uroczystościom należy się cisza i szacunek. Czy musimy mówić kto był sprawcą, gdy staje się to oczywiste i oczywisty staje się stosunek do sprawców? Czy trzeba mówić o nienawiści do ciapaków, gdy widzimy zapłakaną ofiarę gwałtu dokonanego przez ciapaka? Czy musimy mówić o nienawiści do Żydów i Ruskich, gdy to przecież żydokomuna zabiła naszych Wyklętych? Czy musimy mówić, kto posadził smoleńską brzozę? Czy musimy opłakując ofiary bombardowania mówić o tym kto bombardował?
Dlaczego mamy nazywać siebie nazistami, faszystami czy rasistami, gdy to takie brzydkie, szufladkujące słowa? Czy to jakiś nasz sztandar? Mamy ochotę skopać pewne tyłki, więc jakie znaczenie ma to jak się nazwiemy? Bądźmy jak zielone ludziki, nazwijmy się „patriotami” albo „chrześcijanami” a może i polexit wyjdzie.

W mowie potocznej nazywamy to „bałamuceniem”. Nie całkiem pomagają siedzące protesty pod hasłem „nazizm nie przejdzie” (bo nie ma nazistów), nie pomagają a nawet szkodzą wesołkowate tańce w trakcie religijno-żałobnych pochodów (bo nie ma nic wesołego), nie całkiem pomaga przekonywanie, że palenie Sorosa to palenie Żyda (bo może i Sorosa). Mamy problem, gdyż nasze prawo nie umożliwia skazania za wywoływanie skojarzeń, nawet gdy są to bardzo konkretne skojarzenia. W USA najskuteczniejszą bronią przeciwko nazistom i gangsterom było grzebanie w ich rachunkach, co pozwoliło pozostawić pierwszą poprawkę nienaruszoną („Kongres nie ustanowi ustaw wprowadzających religię lub zabraniających swobodnego wykonywania praktyk religijnych; ani ustaw ograniczających wolność słowa lub prasy, lub naruszających prawo do pokojowych zgromadzeń i wnoszenia do rządu petycji o naprawę krzywd„). W Niemczech protestujący przeciw żałobnikom są w stanie zablokować marsz żałobników liczebnie. Liderzy Britain First za mocno zaangażowali się w troskę o ofiarę gwałtu i zgarnęła ich policja, dziś są za kratami i chyba nie wiedzie się im najlepiej w multikulturowym kryminale. Wygląda na to, że realizacji takich pomysłów może sprzyjać konkretna władza ale czy zmiana władzy to wyjście?

Mam taki problem, że kilku moich znajomych lubi tę Polskę Walczącą na t-shircie, oddają hołd Wyklętym w Facebooku, a w gruncie rzeczy mają głęboko w tyle czy ktoś jest Żydem, lewakiem czy KODomitą. Myślę, że dzięki tej symbolice czują się kimś, wyszli z marginesu, czują się wreszcie pełnoprawnymi obywatelami-Polakami, gdy nie tak dawno byli roszczeniową hołotą bez wykształcenia. Mleko rozlało się, więc na nic biadolenie nad błędami przeszłości, a jednak „Powrót do tego co było jest dla nich wykluczony”. Nie da się zbudować lepszej Polski bez nich.