HISTORIA PROKURATORSKA

by romskey

Miałem iść smacznie spać, ale nie udało się, gdyż zadałem sobie enty raz pytanie, czy warto dyskutować, gdy argumenty nie mają żadnego znaczenia [nie chodzi o bloga, inspiracją były dyskusje w innym miejscu sieci]? Wyrażamy jakieś racje, przemyślenia, staramy się je uzasadniać… i nic. Pozostajemy przy swoim, bo przecież każda opinia „w demokracji” ma równorzędny status i „mamy prawo”. Po co więc dyskutować? Nie zmierzamy do znalezienia jakiegoś mostu zrozumienia, poszerzenia horyzontów, lecz forsujemy czarne lub białe dyktaty oddzieleni jaskrawą linią podziałów politycznych (religijnych też).
Ale do rzeczy:

Historia prokuratorska to historia z tezą… ba, żeby tylko z tezą, to historia z pełnym aktem oskarżenia. Na dobrą sprawę, w ramach przeciwwagi, można byłoby uprawiać „historię adwokacką” i o dziwo taką uprawia się w wielu przypadkach, tylko czy o to powinno nam chodzić?

Każda ze stron zarzeka się, że zależy jej na przeciwdziałaniu złu i na udziale w budowie świadomego społeczeństwa, a jednak – wbrew deklaracjom – skutki tego są coraz bardziej opłakane. Co jest problemem, skoro wszyscy chcą tego samego? Otóż, okazuje się, że tak jak w przypadku walki o niepodległość, metody dążenia do niej jak i same jej wizje potrafią nas tak podzielić, że zanim potencjalną wolność odzyskamy, większość z nas ma poprzegryzane przez współplemieńców krtanie (i z wzajemnością).

Postawa obecnej władzy rzeczywiście wskazuje na zakusy napisania „nowej” Historii Narodu Niepokalanego (m.in. poprzez pozamykanie w więzieniach wszystkich kontestatorów takiego projektu). To chore, choć równie chore są próby przeciwdziałania tym ambicjom przez utrwalanie Historii nARODU Podłego i Bezwartościowego.

Niestety – to nie przejdzie. Być może żyję w innej Polsce, ale nie odnoszę wrażenia, by wiedza o relacjach polsko-żydowskich była wiedzą tajemną. Mamy bezproblemowy dostęp do setek jeśli nie tysięcy godzin materiałów wideo, audio i literatury. Nawet gdy wśród nich pojawiają się rewelacje Nowaków, Żarynów czy Żebrowskich, to dla równowagi mamy też opinie skrajnie przeciwne choć… równie „zastanawiające”.
W związku z tym nie kłócimy się już o to czy coś wydarzyło się czy nie gdyż byłoby to kompromitujące, a że musimy o coś się kłócić to spieramy się o to jacy jesteśmy (lub byliśmy): Margines czy większość? itd.

Gdy PiS krzyczy: „margines” to opozycja woła „większość”, gdy PiS mówi „większość” to opozycja krzyczy „margines”. Gdy PiS krzyczy „prowokacja” to opozycja krzyczy „antysemityzm”. A jakie są na to dowody? – i tu okazuje się, że żadna ze stron nie posiada porażającego arsenału.

Każda ze stron stara się tak niemiłosiernie naciągać swoje argumenty by przykryć nimi przeciwnika i zadusić, tylko każdy kto nie ma problemów ze wzrokiem widzi, że to niczemu nie służy a nadmierne rozciąganie wywołuje pęknięcia przez które dostaje się powietrze. Szmalcownikami nie przykryje się Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata i odwrotnie, Podlasie nie wykluczy Żoliborza (historycznego!) i odwrotnie, donosiciele nie zamażą Żegoty i odwrotnie, nawet przy olbrzymich chęciach nie zakryjemy białych plam. I naprawdę możemy sobie prywatnie oceniać, umniejszać lub „uwiększać”, słuchać Weissa lub Grossa.

Antysemityzm, mit mordów rytualnych, prowokacja ubecka, radziecka, kościelna, terror wojny i powojnia, pobudki materialne, prywatna zemsta? A co gdy wszystko naraz w stu odcieniach na mapie Polski? Tak, wiem, tego nie lubimy, gdyż to komplikuje i trudno użyć takiej prawdy jak cepa… a Marsz Niepodległości idzie dalej.


(źr.graf.emaze.com)

Reklamy