CZY „POLACY NIE DOROŚLI DO DEMOKRACJI”?

„Polacy nie dorośli do demokracji”.
Czasem słyszę taki argument. Na ogół, tak właśnie rzecz tłumaczą sobie ludzie zaangażowani politycznie, którzy szukają odpowiedzi na pytanie o brak masowego poparcia ich sprawy.

Prawdę mówiąc irytują mnie tego typu diagnozy, podobnie jak sugerowanie, że ludzie nieuczestniczący w protestach są mniej wrażliwi, niedouczeni, itd. Obawiam się, że w taki sposób łatwiej pogrzebać sprawę niż kogokolwiek do niej przekonać.

Mussolini dowiadując się o kolejnych porażkach swojej armii mówił o tym, że wielkie Włochy potrzebują marmuru a nie gliny (że gdyby Michał Anioł dysponował gliną a nie marmurem to byłby najwyżej garncarzem), że „materiał ludzki”(!) jest słaby, a z drugiej strony zero refleksji nad tym, że może to przywództwo jest marne, albo że sprawa nie specjalnie ludzi do umierania za nią pociąga.

Bierność – tak jak w międzywojennych Włoszech – niekoniecznie jest skutkiem  niedouczenia, braku wrażliwości czy nierozumienia idei. Bierność np. liberalnych demokratów wynikała w dużej mierze z tego, że zdawano sobie sprawę ze… wspólnoty interesów z nacjonalistami: szacunek do patriotyzmu, przywiązanie do własności prywatnej i co kluczowe – niechęć do komunizmu. Nacjonaliści byli w stanie rozwiązać bolesne problemy liberalnych demokratów z tym małym zgrzytem, że za rozwiązanie owych problemów życzyli sobie władzy (a przy tym obalenia parlamentaryzmu, wprowadzenia władzy silnej ręki, itd).

We współczesnej Polsce komunizm nie jest traktowany jak zagrożenie (lewica nie dostała się nawet do sejmu) jednak nie znaczy to, że ludzi nie da się niczym nastraszyć. Współczesną „komunistyczną nawałą” są uchodźcy i tzw. „spiskowe rządy brukselskich finansowych cwaniaków”. Nacjonaliści jak zwykle składają prostą ofertę: powstrzymamy siłą islamską nawałę (bo dialogiem – wy liberałowie-demokraci – nie dacie sobie rady), nawrócimy złodziei z UE, tylko weźmiemy sobie za to władzę (vel „umocnimy ją”). Ludzie zostają postawieni przed wyborem: „islamizacja”, która potencjalnie może przynieść obalenie parlamentaryzmu + „okradanie przez Brukselę”, które może przynieść biedę…. W takich okolicznościach rządy ‚nieco autorytarne’ wydają się mniejszym złem – gdy „demokracja” kojarzona np. z rządami PO oznaczałaby nie tylko wpuszczenie strasznych terrorystów i kaznodziejów z ISIS, ale także utrzymanie systemu kontrolowanego przez „cwaniacką brukselsko-światową finansjerę”.

Znaczna część Polaków (co ukazują sondaże) posiada wspólne interesy z władzą PiS, nawet gdy samo PiS jako takie nie jest i nie musi być ich ulubioną opcją. Co proponuje opozycja? Czy powrót ciepłej wody, którą powinniśmy uważać, za „demokrację (uruchamiającą potencjał społeczny)”? Takie i podobne sprawy warto wyjaśniać, proponować rozwiązania. Oczywiście nie wyczerpałem tematu głównych wątków, ale dorzućmy choćby: „kto zamiast pis?” lub czy powrót „państwa prawa” i demokracji ma oznaczać zabranie 500+?

Reklamy