Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Kwiecień, 2017

… A GDY NIE MA STRATEGII? czyli HOMO-DETERMINUS

Często spekulujemy:
– Robi/robią to dla pieniędzy, sławy, władzy, jest agentem.
Gdy nie satysfakcjonuje to nas, staramy się jeszcze głębiej wniknąć w umysły ocenianych diagnozując różne choroby, upośledzenia, zboczenia, stwierdzamy ekstremalny egoizm, kompleksy, brak empatii, chciwość, zawiść, hipokryzję, mściwość. Każdy element działań tych ludzi niepasujący do naszych układanek zaliczamy do cynicznej gry, politycznego lub zwykłego marketingu, a jednak zbierając coraz więcej danych wszystko przestaje się nam zgadzać, pozornie stabilna i logiczna konstrukcja, która miała nas zbliżyć do rozwiązania rozpada się w pył.

Czy naprawdę nasze wspaniałe i logiczne mózgi można tak łatwo ograć?
Czy ktoś może być przebieglejszy od nas, choć wydaje się człowiekiem niezdolnym do poprawnego zawiązania butów?

Nie!

Stajemy się ofiarami własnego deterministycznego myślenia o osobach i zjawiskach, które takimi nie są.

Nie mieści się to nam w głowach, choć akurat Polacy szczególnie znani są z kreatywnej prowizorki i to w Polsce padły słowa „polityka jest nieprzewidywalna na dwa tygodnie wprzód”.

A gdy wszechświat nie powstał z wielkiego wybuchu czy inteligentnego projektu i to co obserwują teleskopy jest zaledwie jedną z nieskończonej liczby eksplozji w nieskończonym i wiecznym wszechświecie?

Wieczność i nieskończoność… nie lubimy tych pojęć, a jednak życie wielu ludzi i stan generowanych przez nich procesów jest dla nich samych swoistą wiecznością i nieskończonością. Zbyt rozległą by szukać przyczyn i skutków, zbyt skomplikowaną by nie wybrać „liczy się tylko teraz”.

Przedsiębiorca X wpada w spiralę zadłużenia. Jego piękne deterministyczne wizje „od pucybuta do milionera” schodzą na drugi plan, liczy się terminowe spłacanie należności, dowolnym kosztem. Wyrasta wielka pula działań podporządkowanych wyłącznie temu celowi.
– Czy masz jakiś plan, jakiś program naprawczy?
– Program? Plan?… chwila, nie teraz, muszę jechać coś załatwiać, bo nóż znów zbliża się do mojego gardła.

Służba specjalna mająca za zadanie eliminować zagrożenia dla państwa w imię pokoju na świecie (a przynajmniej w najbliższej okolicy) natrafia na przypadki dyskusyjne, złożone. Jest kilka sekund na podjęcie decyzji TAK/NIE. Górę bierze taktyka: „jakoś to będzie”. Pokój oddala się.

Hazardzista zamiast snuć strategie, liczyć karty, tworzyć strzeliste wzory na łut szczęścia zaczyna interesować się wyłącznie grą, uczestnictwem w niej. Widząc maszynę musi do niej podejść i zagrać, przeszedł na tryb „automatyczny”.

W konflikcie zbrojnym siły jednej ze stron słabną, dowódcy przestają śnić o zwycięstwie. Podejmują decyzję o przejściu do podziemia, górę bierze zasada „zaatakować i rozproszyć się”. Gdzieś w umysłach tli się jeszcze idea dla której walczą, ale „zaatakować i rozproszyć się” staje się tym co tu i teraz najważniejsze, do ostatniej kropli krwi, do ostatniego żołnierza.

Brak strategii sygnalizować mogą:
– nieprzewidywalność
– ukrywanie planów, komplikowanie i uciekanie w obszary, w których nic nie jest proste
– niekonsekwencja i banalizowanie takiego zarzutu
– uporczywe zaprzeczanie popełnianym błędom
– działanie w tajemnicy i przez zaskoczenie
– działanie metodą faktów dokonanych

Teraz odpowiedz sobie Drogi Czytelniku – czy Twoje życie toczy się dokładnie tak jak zaplanowałeś/zaplanowałaś? Czy Twoja firma funkcjonuje dokładnie tak jak mówił o tym funkcjonowaniu Twój biznesplan? Czy Twoja praca i płaca przynoszą realizację Twoich marzeń? Czy gdy pojawiło się dziecko nic nie zmieniło się w Twoich planach na rzeczywistość? Czy ktoś z kim wiązałeś ważne plany nie zniknął z Twojego życia? Czy partia na którą głosowałeś/głosowałeś zwyciężyła i wszystko rozwija się dokładnie tak jak obiecano?
Zadaję te pytanie by uświadomić nam, że strategie są w gruncie rzeczy rzadkością w naszym świecie. Owszem, jako teoretyczne plany istnieją, lubimy odwoływać się do nich, lecz praktyka jest zbyt złożona by Koran, Biblia, nauka odpowiedziały na wszystkie pytania.

Znając czyjeś dążenia możemy im przeciwdziałać, gdy zagrażają nam. Jednak gdy ktoś działa taktycznie, natomiast my planujemy, to my stajemy się stroną skazaną. Czy taktyka może zwyciężyć z taktyką? Tak…
jak w loterii.

Nie chcę zostawiać Was z ponurymi myślami. Po prostu czasem załóżmy, że ktoś może nie posiadać strategii, a szukanie jego motywów, celów, ambicji pozbawia nas tylko czasu. Możemy mieć do czynienia z przypadkiem, dla którego liczy się uczestnictwo w grze, a nie jej wynik.

diagnozując

CZY CHCESZ MNIE PRZEKONAĆ?

W pewnej grupie, pewien osobnik stwierdził, że żyjemy we wnętrzu (wklęsłej) ziemi
i dlatego widzimy płaski horyzont. Nie będę oceniał, czy autor jest idiotą, żartownisiem, czy misjonarzem, lecz przejdę dalej.

Temat wzbudził kontrowersje pozostałych grupowiczów, więc autor wątku chętnie spieszył z wyjaśnieniami… a raczej wskazywał gdzie są wyjaśnienia. Podał linki do setki sążnistych tekstów w formacie doc. w prywatnym zbiorze (być może własnego autorstwa), kilkudziestu filmików z YouTube, mapek i innych „źródeł”, które zebrane w całość miały być dowodem jego twierdzenia. (W ten sposób odpierał też argumenty zawierające zdjęcia i filmy Ziemi wykonanymi z kosmosu, czy wyjaśnienia pt. „dlaczego widzimy płaski horyzont” – to, były wg niego oszustwa, a dowody znajdowały się w jego źródłach).

Bez trudu można zauważyć, że autor dał swoim „przeciwnikom” i „nieprzekonanym” rok na przygotowanie kontrargumentów lub odniesienie się do tematu, gdy ‚zwolennikom’ 5 minut na uwierzenie i udostępnienie dalej.

Nachodzi mnie taka myśl (powtórzę za kimś).
„Gdy jest sto argumentów potwierdzających daną tezę, to znaczy, że nie ma ani jednego dobrego”.

Czy nie jest tak, że często stawiamy różne tezy ale robimy wszystko, by nie przekonać do nich odbiorców?

DWA GATUNKI? czyli RED IS BAD vs młody anarchosyndykalista

Młody anarchosyndykalista, konstruktywnie ‚strollował’ nową kolekcję sklepu „Red is bad”. Czytając z zainteresowaniem konfrontację argumentów i bluzgów zauważyłem ciekawą rzecz – coś dla psychologów w sam raz:

Anarchosyndykalista napisał w którymś momencie, że NSZ to była banda skurwysynów (tu także krótkie i zwięzłe uzasadnienia), na co pojawiła się odpowiedź taka:
– z kimś kto obraził NSZ w ogóle nie warto gadać.

Wskazuje ów epizod na to, że w kręgach tzw. prawicowych argumenty nie mają znaczenia, znaczenie mają świętości a obrona świętości jest całkowicie odporna na argumenty.

Teraz pytanie/pytania:
Bardzo często – wchodząc w podobne spory – staramy się coś wyjaśniać, gdy nie ma to znaczenia. Czy np. argumenty naukowe przekonują „ziębian” (zwolenników J.Zięby)? Czy wytykanie braku logiki i innych wad raportowi Macierewicza zmienia coś w nastawieniu „smoleńczyków”? Przykładów dających do myślenia można mnożyć.
Np. kościół zareagował natychmiast, gdy ktoś obwiesił puszkami po piwie Lech krzyż w trakcie wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu. Jednak trudno uznać profanację za broń, gdy profanacja nie burzy wiary, a może jedynie wzmóc nienawiść wierzących.
W związku z tym:

Czy jest jakiś klucz do serc i umysłów ludzi prawicy lub wierzących, czy istnieje jakaś płaszczyzna wzajemnego zrozumienia? A może jesteśmy skazani na rzeczywistość, w której żyją jednocześnie dwa „mentalne gatunki” stosujące zupełnie różne kategorie odbioru i rozumienia świata?

SZ