KŁAMSTWA, KŁAMSTWA + KŁAMSTWA

by romskey

Od jakiegoś czasu obserwuję zjawisko wciskania ludziom ciemnoty i zestawiam te działania z przeciwdziałaniami. Przyznam, że nie dziwię się, że „spiskowe teorie” mają się świetnie. Śmiem nawet twierdzić, że sami autorzy poradników pt. „Jak uniknąć robienia w konia” nie stosują się do swoich zaleceń gdyż to zwyczajnie niemożliwe. Nie jest możliwe zapamiętanie i używanie wiedzy o stu tysiącach dwuznacznych symptomów, nie jest możliwe weryfikowanie każdego napotkanego fejka, nie jest możliwe stworzenie czarnej listy „złych źródeł” lub wymyślenie czegoś na lata, gdyż metody teoretyków spiskowych również ewoluują. Od kiedy zainteresowałem się tematem uważałem, że musi istnieć jakieś prostsze wyjście, metoda, która pozwoli uniknąć robienia z mózgu owsa już na dość pierwotnym etapie. Miałem rację. Po czasie rzetelnego łowienia i weryfikowania mitów pojawia się niemal intuicyjna zdolność wychwytywania – nazwijmy eufemistycznie – nierzetelności. Podkreślam jednak słowo „niemal” gdyż tak naprawdę metoda ta z intuicją nie ma niczego wspólnego.

NIE MUSISZ SIĘ ZNAĆ!

Nie musisz znać się na medycynie, fizyce kwantowej, psychologii, prawie, ekonomii czy jakiekolwiek specjalistycznej dziedzinie by zaliczyć konsumowany artykuł do źródeł o podejrzanej wiarygodności. Sieciowe kłamstwa (a nawet nie tylko sieciowe) posiadają swoje unikalne struktury, które bardzo łatwo wychwycić.

Zapewne spotkaliście się nie raz ze wstępami artykułów lub tytułami o takiej lub podobnej treści: „Po latach wmawiania ludziom…”, „Media mainstreamowe wmawiają nam od lat„, „media lewackie twierdzą, że każdy człowiek z biało-czerwoną flagą to faszysta”, „media twierdzą, że islam jest religią pokoju”, „amerykańska propaganda wmawia nam…”, „Lekarze na łańcuchu koncernów farmaceutycznych wmawiają nam…”, itd. itp. *

Odpowiedzcie sobie szczerze, czy doświadczyliście takiego wmawiania?
Czy potraficie wyszperać w pamięci jakieś oficjalne mainstreamowe źródło lub oficjalną instytucję, która coś podobnego Wam wmawiała? Możecie mieć z tym kłopot, a gdy zastanowicie się chwilę to zauważycie, że o tym wmawianiu dowiadujecie się dopiero z czytanego źródła. Musicie zadać sobie teraz bardzo ważne pytanie:
– Dlaczego ktoś kto kłamie (już we wstępie) miałby mieć wobec nas czyste intencje?

W moim przypadku, wykrycie manipulacji już w pierwszym zdaniu, tytule, akapicie pozwalało na podjęcie decyzji o odrzuceniu źródła do stu diabłów. To ogromna oszczędność czasu i znaczna korzyść dla posiadanej wiedzy. O ile autor źródła upierał się przy swoim, to w 90% przypadków tylko pogarszał swoją sytuację, gdyż na światło dzienne wychodziły sprawy, którymi powinien zająć się raczej prokurator a nie internetowy surfer.

SKORO SIĘ NIE ZNASZ, NIE MUSISZ WIERZYĆ!

Przyznajmy z dłońmi na sercach: gdy nie jesteśmy histopatologami, onkologami, profesorami fizyki teoretycznej (itd.) to nie jesteśmy w stanie zweryfikować podawanej nam treści z tych dziedzin!
Zachowajmy dystans, a szczególnie wobec materiałów w sieci, telewizyjnych programów śniadaniowych czy naukowych wykładów sprzedawców garnków. Pojawia się tu „absurdalny fenomen” naszego gatunku, gdyż zdarza się, że o naszym zaufaniu (uznaniu za prawdę) decydują czynniki zupełnie niezwiązane z uczciwą weryfikacją źródła.

Dlaczego wierzymy (o ile wierzymy)? Co nas urzeka?
Wzmacniacze wiarygodności

Nobliwy wygląd, elegancki strój, sympatyczność? Dlaczego nie zastanowisz się nad tym, co robią dyplomy (z jakich dziedzin?) za plecami eksperta d/s medycyny skoro wiesz od niego samego, że żadnego wykształcenia medycznego, naukowego dorobku czy doświadczenia klinicznego nie posiada?

ossos

Lubisz gdy ktoś Cię ściemnia a może wykład takiej osoby w wynajętej auli uniwersyteckiej sprawiłby, że przekazywane przezeń treści stałyby się dla Ciebie bardziej wiarygodne? Odpowiedzmy sobie szczerze: „Co ma piernik do wiatraka?” – co ma wygląd osoby do wartości jej słów? Skoro „nie znasz się” to nawet gdyby to był głos z nieba, to nie jesteś w stanie tego sprawdzić (przynajmniej w danym momencie, gdyż na naukę nie jest nigdy za późno), więc dlaczego miałbyś/miałabyś uwierzyć?
Przeprowadzono dziesiątki eksperymentów, w których wykazano, że wygląd u ogromnej części ludzi potrafi zasugerować wiarygodność. Elegancki dziennikarz z operatorem kamery za plecami, człowiek w białym kitlu w reklamie, nobliwy profesor z telenoweli, człowiek za którego plecami widać bibliotekę (nawet niekoniecznie tapetę) – spróbujcie pomyśleć logicznie: czy te ‚atrybuty’ miałby dla Was znaczenie gdyby ów ktoś twierdził, że ziemia jest płaska lub 2+2=9? Haczyk tkwi w tym, że w większości tzw. „spiskowych teorii” po prostu nie posiadamy wystarczającej wiedzy by zdemaskować manipulację, kłamstwo, prawdę(!). Intuicja czy inne „pola serca” jak okazuje się, bywają w tych przypadku jak najgorszymi doradcami.

BUSINESS IS BUSINESS

Większość fałszerstw „spiskowych” (politycznych, zdrowotnych, itd, itp) od strony technicznej nie wyszła w 1% poza metody tradycyjnego (internetowego i nie tylko) marketingu. Zwróćcie uwagę na to, że marketing (zasadniczo) nie dotyczy promocji jednego określonego produktu, ale określa schematy działań umożliwiających wypromowanie dowolnego produktu i sprzedaniu go dowolnej grupie odbiorców. Dostrzeganie marketingowych schematów nie jest trudne, choć należy zachować najwyższą ostrożność by nie popaść w rutynę.
Nie dajmy się zwieść i ponieść emocjom. Choć spiskowi teoretycy dotykają tematów bardzo poważnych – takich jak zdrowie, problemy społeczne, to w technicznym wymiarze forma przekazywania tych treści nie różni się niczym od tego co oferuje nam sprzedawca pasty do zębów czy płynu do płukania tkanin.

ŹRÓDŁA…

Zarówno siewcy propagandy (teorii spiskowych) jak i łowcy mitów przedstawiają nam sążniste listy wiarygodnych (ich zdaniem) źródeł. Pomyślcie: być może istnieją ludzie, którzy np. czytają od ćwierć wieku, każdy numer Gazety Wyborczej, Science, Lancet, itd „od dechy do dechy” i weryfikują autentyczność każdego zdania. Nie wiem, nie wierzę w takie istnienia, dlatego chcę zadać kolejne ważne pytanie:
– Czy o jakimkolwiek źródle możemy powiedzieć, że przekazuje wyłącznie fakty? Czy czerpanie z takiego źródła zawsze gwarantuje nam pozyskanie wyczerpującej i rzetelnej informacji?
Odpowiedź brzmi prosto: NIE!
Wiem, że to twierdzenie zgoła niebezpieczne, ale nawet w najszacowniejszej gazecie przytrafi się kaczka dziennikarska, nawet w najbardziej prestiżowym, branżowym magazynie czy wydawnictwie naukowym może pojawić się informacja nierzetelna (np. dobrze spreparowane fałszerstwo powstałe poza wiedzą recenzentów).
Nie możemy mieć pewności, że nie wpisaliśmy akurat takich informacji do katalogu „nasza sprawdzona wiedza”. Koniec końców, skazani jesteśmy jedynie na prawdopodobieństwo wiarygodności a do tego tylko w czasie przeszłym, gdyż nie mamy zielonego pojęcia kto zostanie właścicielem czy redaktorem naczelnym danego źródła za dwa tygodnie i jak to odbije się na treści.
Skoro nie powinniśmy bezgranicznie ufać źródłom cieszącym się znacznym zaufaniem i prestiżem to dlaczego mielibyśmy wierzyć źródłom anonimowym, niezawierającym piśmiennictwa, niefigurującym w żadnym spisie instytucji zajmujących się „informacją”? Powiem Wam szczerze, znacznie łatwiej wykryć kłamstwo niż prawdę.

SMACZEK INSPIRUJĄCY

Dla ukazania jak rzecz wygląda w praktyce, dam świeży przykład. Ktoś zamieścił w sieci artykuł pt.: „Wielki szpital Johns Hopkins w końcu ujawnia prawdę o raku”.
http://zdrowiepowraca.pl/artykul,wielki-szpital-johns-hopkins-w-koncu-ujawnia-prawde-o-raku-
Już w pierwszym akapicie znajdujemy zdanie:
„Po latach wmawiania ludziom, że chemioterapia jest jedynym sposobem walki z rakiem, szpital Akademii Medycznej Johns Hopkins w końcu przyznaje, że istnieje alternatywna metoda…”.

Należę do tych osób, które o owym wmawianiu dowiedziały się dopiero pierwszy raz czytając ów wstęp. Nie znam się na medycynie, leczeniu raka, wiem, że chemioterapię zaleca się z braku innych lepszych metod, mgliście wiem o tym, że nie zawsze jest skuteczna, że raki są różne, itd. Jak żyję nie słyszałem jednak od żadnego lekarza i nie czytałem w żadnym prestiżowym źródle o tym, by lekarz czy badacz stwierdził, że chemioterapia jest jedynym sposobem walki z rakiem(!). Podważam więc wiarygodność tekstu/autora, który mataczy już we wstępie (wmawiając mi przy tym, że ktoś mi coś wmówił). Przeglądam dalszą treść i nie szukam klinicznych dowodów stawianych dalej tez i porad (nie potrafię ocenić czy są prawdziwe czy nie), ale zwracam uwagę na to, że w treści sugeruje się stosowanie suplementów diety (dostępnych w pozaaptecznych punktach sprzedaży), padają nazwy konkretnych substancji. Treść wygląda na zwykły „artykuł sponsorowany”. Wejście do zakładki „Współpraca” kieruje mnie do kilku para-aptek benedyktyńskich(!).
Wyrażam swoje zastrzeżenia w komentarzu i napotykam naturalny w takich przypadkach opór obrońców źródła:
„Romskey, przestań wreszcie zamykać oczy na niewygodne fakty upierając się przy przestarzałych „prawdach” naukowych”.

To mnie mobilizuje. Sprawdzam szpital – jest prywatny i istnieje. Zastanawiam się, czy za opublikowaniem takiej rewolucyjnej treści „cyt.: Johns Hopkins w końcu przyznaje, że istnieje alternatywna metoda” nie stoją jakieś strategie ekonomiczne szpitala (np. przerzucenia się na naturoterapię – wyjątkowo dochodową).
Następnie sprawdzam źródło przedruku artykułu – jest to portal zajmujący się krzewieniem teorii spiskowych (The Liberty Beacon), który oczywiście sugeruje, żeby przedstawiane w nim treści traktować z przymrużeniem oka i oczywiście odżegnuje się od poglądów anonimowego autora. Nie mija 15 minut gdy trafiam prawdziwe „bingo”:
Na oficjalnej stronie szpitala wisi jak byk informacja (tłumaczenie) w skrócie:

/…/
Powielana wiadomość to HOAX! (HOAX – fałszywa informacja pozorująca prawdziwą, kawał, mistyfikacja, teoria spiskowa)

Informacja fałszywie przypisana szpitalowi Johns Hopkins opisuje właściwości komórek rakowych i proponuje sposoby zapobiegania rakowi. Szpital Johns Hopkins nie opublikował tej informacji (dystrybuowanej m.in. jako załącznik e-mail), ani nie popiera jego zawartości. Aby uzyskać więcej informacji na temat raka, prosimy o zapoznanie się z informacjami na naszej stronie internetowej lub na stronie National Cancer Institute .

Prosimy o pomoc w zwalczaniu tej mistyfikacji, by jak najwięcej osób dowiedziało się o fałszerstwie.

Wiadomości oferujące łatwe sposoby na unikanie i leczenia raka są najnowszym trendem w sieci. Aby zyskać wiarygodność, anonimowi autorzy błędnie przypisują swoje prace cenionym instytucjom badawczym, takich jak Johns Hopkins.

Mail sugeruje, że chirurgia, chemioterapia czy radioterapia nie działają, a ludzie powinni zamiast tego wybrać różne strategie żywieniowe.

Tradycyjne leczenie, takie jak chirurgia, chemioterapia i radioterapia działają. Dowodem są miliony ludzi, którzy pokonali raka w Stanach Zjednoczonych i którzy żyją z powodu tych terapii. Zdajemy sobie sprawę, że zabiegi nie działają u każdego pacjenta, czasem działają tylko na chwilę, by potem przestać działać, że istnieją nowotwory, które są trudniejsze do wyleczenia niż inne. Problem ten jest przedmiotem ciągłych badań nad rakiem.
/…/
Johns Kopkins Medicine

źródło: http://www.hopkinsmedicine.org/kimmel_cancer_center/news_events/featured/cancer_update_email_it_is_a_hoax.html

———————————————————————-
KONKLUZJA

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego zawracam Wam pupy pisaniem o jakimś ‚fejku paramedycznym’ gdy na ogół piszę o czymś innym? Otóż poraża mnie podobieństwo działania „naturopatów” z działaniami tzw. „prawicowego drugiego obiegu”, który z pewnością wpłynął na wynik ostatnich wyborów. Oprócz „sensacyjnych portali” istnieje rzeczywisty drugi obieg w postaci setek tysięcy maili rozsyłanych ogłupianym ludziom (w marketingu: tzw. mailing. W przypadku naturopatów takie akcje mailowe poprzedzają na ogół różnorodne „konferencje”, publikacje książek, wyrobów – a mówiąc wprost – napędzają klientelę (w przypadku J.Zięby ok. 150 zł za „wykład”). Naturopaci na podobieństwo księdza Oko, organizują spotkania w nadających powagi i autentyczności wynajętych pomieszczeniach uniwersyteckich.
Pamiętam, ok. 10 lat temu, gdy internet był narzędziem wykształciuchów a nie suwerena, wpadła mi w ręce ulotka kolportowana przez panie z koła różańcowego. Treść była w 3/4 zmyślonym ubecko-komunistyczno-ukraińsko-zdradzieckopolskim życiorysem B.Komorowskiego (strach pomyśleć co na tych kółkach różańcowych rzeczywiście się wyprawia). Takie metody z czasem przelały się do internetu, przy czym skrupulatnie wykorzystano powszechnie dostępne zalecenia marketingowców d/s promocji w sieci i mediach społecznościowych. Można powiedzieć, że nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie brutalne (choć niejako za plecami) atakowanie i zohydzanie konkurencji (np. przemysł suplementów z jaj renifera atakuje przemysł produkujący Ibuprom oraz całą medycynę), wciskanie ludziom ciemnoty (danych niezweryfikowanych), pompowanie nienawiści, dawanie fałszywej nadziei. Gdzieś obok tego wielki biznes czy to ze sprzedaży „odzieży patriotycznej” czy „programatorów wody”. Nie tylko jednak wymienieni. Podobne reguły stosują źródła regularnej międzynarodowej propagandy politycznej. Szambo nas zalewa, ale nawet gdy nie jesteśmy w stanie zweryfikować części danych, to możemy skorzystać z kilku rad, które przedstawiłem.

– Czy ktoś kto mataczy w tytule lub pierwszych zdaniach ma czyste intencje wobec Ciebie?
– Nie musisz się znać a skoro się nie znasz nie musisz wierzyć
– Czego chce od Ciebie artykuł lub film, czy chce Cię poinformować czy sprzedać koc?
– Zawartość merytoryczna nie musi być kłamstwem lub wyłącznie kłamstwem – tylko dlaczego ktoś potencjalną prawdę owija w fałsz?
– Nie ma źródeł doskonałych, ale źródła niedoskonałe są dość widoczne o ile wiemy jak patrzeć.

hoax

* niestety, słowo „wybitny” poprzedzające nazwisko np. cytowanego autorytetu również powinno zastanowić o ile owa wybitność jest dyskusyjna. Możemy mieć do czynienia jedynie ze wzmacniaczem wiarygodności.

Reklamy