Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Styczeń, 2017

CZY KIJOWSKI W ŚWIETLE STAWIANYCH MU ZARZUTÓW POWINIEN ŚCIĄĆ KITKĘ?

Kiedy Facebook miał wejść na giełdę, Mark Zuckerberg przyszedł na spotkanie z akcjonariuszami, inwestorami, itd, w bluzie z kapturem. Opinie o niestosownym zachowaniu twórcy FB poniosły się szerokim pomrukiem po świecie, z czego sam Zuckerberg niewiele sobie zrobił. Wieszczono, że okazany brak szacunku do wystrojonych od stóp do głów przyszłych udziałowców zaważy na notowaniach. Nie stało się tak. Mark był po prostu szczery. Wiedział, że to on rozdaje karty i nie miał zamiaru urządzać taniej szopki.

Czytam i słucham sobie o M.Kijowskim w sieci, mediach, rozmawiam ze znajomymi i zauważam, że jest coś w tych dyskusjach z próby mówienia mu kim ma być, jak powinien postępować, wyglądać, jaki ma być KOD, itd. Dorobiliśmy się całych zastępów „wujków dobra rada”, którzy niejednokrotnie korzystając ze swojej popularności wrzucają w obieg opinii jakieś sugestie, czasem wprost nakazy.

Moim zdaniem, nawet kompetentny w rewolucjach Lech Wałęsa nie ma prawa pouczać M.Kijowskiego, gdyż czasy są inne i doświadczenia inne. Kijowski jest faktem dokonanym. Założył KOD, nawet gdy nie był to jego osobisty pomysł. Dał nowemu ruchowi swoją twarz, dał nazwisko, zaangażował się. Oczywiście, stawał i wciąż staje przed bardzo trudnymi wyborami, ale KOD trwa i to kolejny fakt dokonany. Ludziom, którzy chcą ulepszać KOD zadaję czasem pytanie: czy wprowadzenie proponowanej przez nich zmiany przysporzy KOD-wi sympatyków czy ich liczbę zmniejszy? Kto weźmie odpowiedzialność, gdyby zaszła ta druga ewentualność? Czy ktoś wstąpi do KOD gdy jego propozycja zostanie wysłuchana? Okazuje się, że raczej wolimy radzić niż brać odpowiedzialności lub zaangażować się.

Kijowski ma za sobą dwa bardzo silne fakty dokonane, z których nie można go zwolnić, lub odebrać mu ich, dlatego sporą część dyskusji na temat jego statusu w KOD uważam, za przynajmniej dziwną. Te fakty dokonały się dzięki temu, że był kim jest, że słuchał siebie i ludzi, którym ufał nie ulegając „wujkom dobra rada”, którzy nie mają nic do stracenia.

Kiedyś krążyła w obiegu następująca kwestia: „Jak ona może śpiewać z takimi nogami?”.
Najwyraźniej może.

dziennikpl

Reklamy

PSYCHOLOGIA MOTŁOCHU

Kilka lat temu, krążył w sieci żart. Młody brytyjski parlamentarzysta zasiada w ławie ze swoim sporo starszym i doświadczonym kolegą. Młokos wskazuje na ławy zajęte przez posłów innej partii i szepcze do starszego ze znawstwem:
– To nasi wrogowie.
Starszy poseł kręci przecząco głową i poprawia młodego druha:
– Nie, tam siedzą nasi konkurenci polityczni, nasi wrogowie siedzą za naszymi plecami.

Z politycznymi konkurentami spierać się łatwiej, gdyż niemal wszystkie chwyty są dozwolone. Nie ma w tych sporach niczego osobistego, dlatego bez trudu, niczym bokserzy po walce strony mogą podać sobie ręce i podziękować za spotkanie, które było dla nich dużym wyzwaniem. Gorzej gdy walka pojawia się we własnym stronnictwie, co można byłoby porównać do sytuacji, w której rywalem utytułowanego boksera staje się np. jego dziesięcioletni syn wylosowany przez organizatora. Wszelkie reguły biorą w łeb i to po obu stronach. Markować walkę, starać się nie uszkodzić rywala, zastanawiać się nad tym, kto jest po drugiej stronie i że jest to rodzina? Dylematy z tym związane to lżejsza wersja dylematów obrońców Głogowa, którzy musieli zdecydować czy strzelać do zakładników (własnych synów) przywiązanych do machin oblężniczych wroga. Obrońcy Głogowa nie zastanawiali się długo i pewnie dlatego zapisali się w tej patriotyczno-heroicznej części polskiej historii.

„Trwa bowiem postanowienie ojców, powzięte z niezachwianą mocą, że lepiej, aby rodzice stracili potomstwo, niż żeby obywateli pozbawiono ojczyzny. I, godziwiej jest dbać o wolność niż o dzieci”

Czas względnego pokoju nie stawia nas przed tak trudnymi wyborami, jednak jak postąpić, gdy z jednej strony chcemy bronić ważnej sprawy a uderzyć nie chcemy? Zapewne nie skłamię gdy stwierdzę, że animatorzy podziałów w szeregach nie tylko politycznych przeciwników ale całym społeczeństwie na taki właśnie efekt liczą. To doskonała metoda tworzenia pęknięć i rozłamów, odwracania się ludzi od siebie, wywoływania wzajemnej pogardy i niemocy. Aborcja czy uchodźcy – to przykłady tematów, które niczym ostry nóż zatapiany w torcie dokonują idealnie „równego” podziału na morderców i fanatyków, na naiwnych lub nazistów. Tych osi podziałów jest oczywiście więcej i trudno wymienić wszystkie, jednak przeraża ich siła, która w skrajnych przypadkach może prowadzić nawet do rozłamów wśród ludzi związanych więzami krwi. Jeżeli udaje się podzielić rodziny, to jaki problem stanowi podział grona przyjaciół, społeczeństwa, narodu?

Jak nie ulegać podziałom? Gdyby Gustaw Le Bon żył 100 lat dłużej i przyszłoby mu żyć we współczesnej Polsce, napisałby drugą część „Psychologii tłumu” pt.: „Psychologia motłochu”. Uczyniłby tak, gdyż słowo tłum brzmi poniekąd dumnie skoro tłum jest zdolny także do czynów szlachetnych, gdy motłoch jest zdolny wyłącznie do czynów podłych które za szlachetne uznaje – a więc zasługuje na zupełnie odrębną kategorię.
Le Bon wyjaśniłby nam, że to właśnie motłoch staje się adresatem demiurgów podziałów, gdyż jest ‚tworem’ bezwolnym (łatwo sterowalnym), przewidywalnym oraz zasadniczo tępym (niezdolnym do głębszych refleksji). O zgrozo zauważył to już Adolf Hitler poświęcając w swojej książce Mein Kampf cały rozdział tzw. „propagandzie wojennej”.

Wydaje się, że niebycie motłochem załatwi wszystko, a jednak nie, gdyż czasem okazuje się, że motłoch siedzi za naszymi plecami a nie „tylko” w ławach politycznych konkurentów. Często w ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy, by w krytycznym momencie otrzymać „cios w plecy”. Jak dbać o jedność stronnictwa służącą sprawie, gdy część naszych „braci i sióstr” ulega każdej medialno-politycznej nagonce-sensacji dokonując wewnętrznego sabotażu, rozkładu? Jak postępować, gdy ta część poczuje się wyjątkowo obrażona, gdy zgodnie z prawdą porównamy jej postawę do zachowań ludzi mówiąc delikatnie naiwnych i podatnych na sugestie?

W przypadku organizacji politycznej to poważny problem. Z jednej strony sabotażystów można pozbyć się, ale z drugiej… czy organizację stać na taka rozrzutność gdy każdy głos jest ważny? Istnieje dodatkowe ryzyko, gdyż zwolniony sabotażysta nie zamknie się w ciemnej klitce by wypłakać swoje żale. Na ogół pogna do politycznej konkurencji by zrealizować swą zemstę i ukoić frustrację (dziwić się, że takim ludziom kiedyś oferowano pracę w ambasadach na antypodach, a obecnie np. w spółkach skarbu państwa – spadochroniarze). W polityce to szczególnie trudne wybory.
Zdał sobie z tego sprawę już D.Tusk gdy któryś z posłów jego zdałoby się pozytywistycznej formacji zaczął słyszeć krzyk mrożonych zarodków, dokładnie wtedy kiedy zaczęła o takim krzyku mówić opozycja. W polityce nie można postawić wyłącznie na jakość, gdyż w demokracji tak już jest że ilość również ma znaczenie. Powstają trudne kompromisy.

W prywatnym życiu odcinanie się nie nastręcza większych problemów, można postąpić jak Tuwim, który skłócony ze wszystkimi znajomymi zadedykował im w rezultacie wiersz pt. „Całujcie mnie wszyscy w dupę”. Tylko zawsze jest to jakiś krok ku tym, którzy na podział liczyli i blizna pozostaje.

Jak postąpić gdy mamy do wyboru trudny kompromis lub samotność?
To chyba kwestia wyznawanych priorytetów, wyboru pomiędzy popularnością a autorytetem, miłością a rozsądkiem, marszem po przyszłość a pochylaniem się nad każdym kamieniem.

masz