NOWOCZESNY PATRIOTYZM, KURWA!

W rosyjskim filmie „Kibolski świat” (rok. produkcji 2013), urodziwa studentka zakochuje się w jednym z szefów kibicowskiej „bojówki”. Początkowo nie wie czym zajmuje się obiekt jej westchnień choć prawda o tym, że umiłowany bierze udział w ustawkach nie pozostaje długo w ukryciu. Dziewczyna udaje się do sklepu z gadżetami dla kibiców i chcąc kupić wybrankowi serca jakąś koszulkę wdaje się w rozmowę ze sprzedawcą (również kibolem). Dziewczyna stara się dociec o co w tych bójkach chodzi. Sprzedawca polewa jej i sobie wódki i tłumaczy mniej więcej tymi słowy:
– Widzisz, polityka, gospodarka, ekonomia, nauka – to strasznie skomplikowane sprawy, gdy u nas rzecz jest prosta: tu swój a tu wróg.
– Ale po co, jaki sens? – docieka dziewczyna
– No po prostu, nie jest tak jak dawniej, że ustawiało się np. jedenastu na jedenastu, teraz chodzi o to by wytropić wroga, zaskoczyć go i skopać (ważne: w dobrych butach, żeby nie było obciachu, gdy będzie kopany po ryju).
Dziewczyna robi dziwną minę i podaje wysuszony kieliszek do kolejnej dolewki – „na lepsze zrozumienie” zapewne.

Niedawno wspomniałem gdzieś o tym, że największym problemem humanistów (właściwie nie tylko) jest wiara w człowieka. Zakładanie, że ludzie są do siebie podobni: mają podobne oczekiwania, podobnie rozumują, podobnie chcą rozwiązywać problemy skazuje na bycie wiecznie zaskakiwanym obserwowanym wokół człowieczeństwem. Choćby człek szukał sensu, starał się zrozumieć, dogadać to nie jest w stanie, gdyż to czego szuka nie istnieje w „perspektywach”, które pomagają mu poruszać się po tym świecie.

prow

Czy normalnego człowieka może sprowokować kupa gruzu? Normalnego nie, ale narodowca już tak o czym dowiedziałem się dzięki witrynie Marszu Niepodległości. Autorzy posiłkując się zdjęciami oskarżyli miejską administrację i oczywiście „lewactwo” o przygotowanie prowokacji w postaci pozostawionych na widoku kamieni, desek, łopat, prętów, toy-toyów (najbardziej prowokujące wydawały się te, pozostawione w pobliżu np. sklepów).
Chcąc przetworzyć to na jakąś bardziej zrozumiałą formę, organizatorzy przyjęli założenie podobne do takiego, w którym np. właściciel psa na spacerze domagałby się by inni ludzie nosili kagańce lub na czas spaceru znikali z pola widzenia psa, gdyż mogą go sprowokować(!).
W komentarzach pod wspomnianymi zdjęciami ktoś napisał oświeceniowo, że na trasie marszu mogłyby leżeć nawet Kałasznikowy a żaden patriota nie powinien po takowego sięgnąć, jednak o wiele większą popularnością cieszyły się stwierdzenia: „O, taką dechą to bym lewaka jebnął”. Jakie odruchy wywołałyby u narodowca gruzy zniszczonej w czasie wojny Warszawy??

Głęboko zastanawiając się nad tym wszystkim można dostrzec, że „narodowcy” nie są monolitem, że są ludzie od myślenia i ludzie od napierdalania. Ci pierwsi z premedytacją wykorzystują tych drugich w ramach system rozumowania rosyjskiego kibola, który musi mieć wroga – w tym przypadku wrogiem jest lewactwo. Atakowanie wroga – wg. tych „reguł” – jest cool, a że wroga na ogół trudno rozpoznać (gdyż jest ukryty a przez to bardzo niebezpieczny) musi ktoś (przywódca) tego wroga wskazywać, unicestwienie wroga usprawiedliwić i eksterminatora po głowie pogłaskać (Polacy to my, to my, to my).

Znam kiboli, jeszcze nie „narodowców”, którzy pół życia spędzili na układaniu kostki brukowej i słowo „musli” kojarzy się im z „humusem”. Nie są złymi ludźmi, lubią zarobić, zabawić się, pośmiać, poryczeć pieśni ku chwale klubu o 3 nad ranem, zawsze chętni do pomocy za godziwą zapłatę. Któregoś dnia na „placyku” (wszędzie są takie placyki) doszło do spotkania kibiców i gitarzystów. Wódka lała się szerokim strumieniem i jeden z kiboli obserwując w zadumie całą sytuację stwierdził głośno: „a co, jedni lubią piłkę a drudzy gitarę!”. Nastąpiła wymiana braterskich piątek w ramach „nie mam nic do gitarzystów” / „nie mam nic do lubiących piłkę” i impreza trwała w najlepsze.

Wyobraźmy teraz sobie jakąś „narodową gnidę”, która wkracza w takie towarzystwo, zaczyna węszyć spiski, jątrzyć. Nie bez kozery kaczyński pieprzy wciąż o zagrożeniach wewnętrznych i zewnętrznych, gdyż wie, że bez tego straciłby pozycję tego który oświeca ludzi w swojej prawdzie i prowadzi. To on i jego zafajdana świta od lat umacniały ludzi (dla których polityka, ekonomia czy nauka były za trudne) w przekonaniu, że to inni powinni nosić kagańce a nie ich psy. To świta kaczyńskiego usprawiedliwiała i głaskała psy, które gryzły, to kaczyński i jego świta wprowadziła pojęcie „prowokacji” o wygodnym dla siebie znaczeniu.

Ktoś zada sobie pytanie: dlaczego tak łatwo poszło i ci ludzie mu uwierzyli? I tu należy walnąć się w pierś, gdyż to oświecone elity nie tylko zapomniały o dołach ale i otwarcie dołami gardziły. Elity te zachowywały się dokładnie tak jak wyśmiewani jeszcze niedawno (przez nie same) przedstawiciele „polactwa”, którzy montowali niezliczone kraty na klatkach schodowych w blokowiskach twierdząc „wreszcie odgrodziliśmy się od tego chamstwa” (czyli reszty świata). Kraty zastąpiono wyprowadzkami na strzeżone osiedla, gdzie zajęto się własnym rozkwitem i całkowitym olestwem tego co dzieje się za strzeżonym murem. Za murem działo się wiele. Tak jak nienawiść rodzi nienawiść, tak pogarda rodzi pogardę. Wystarczy wówczas jakiś Kaczyński, Mikke, Farage, Trump, Le Pen czy Kukiz by tę pogardę w wygodny dla siebie sposób ukierunkować i wprawić w czyn by stworzyć rzeczywistość taką jaką jest. Świat pęka na pół.

fakts
(źródło.fot. fakt.pl)