PRZEGRALIŚMY, ŻYJEMY

by romskey

Przegraliśmy wybory. Entuzjazm nas nieco opuścił, „lepszy normalny świat” raczej oddalił się niż zbliżył. Niczym kibice przegranej drużyny rozchodzimy się do swoich „bezpiecznych” przestrzeni. Ci którzy wciąż wierzą, wznoszą jeszcze głośne okrzyki, mówią o odegraniu się, ale drudzy (może większość) postanowili zamienić się w przetrwalniki, które w świecie bakterii mogą pozostawać uśpione nawet setki lub tysiące lat. Smak porażki i pytanie: o co się szarpać gdy świat działa wg. niepojętych reguł, gdzie wszystko co wiemy, potrafimy i w co wierzymy okazuje się mieć wartość książki trzymanej w zakurzonej walizce na strychu?

W ramach szokowej terapii dowiedzieliśmy się, że istnieje inna wolność, niechby nazywana otumanioną, sztuczną, niepojętą ale ta wolność odniosła sukces. Ludzie, którzy w nią wierzyli wykazali o wiele większą determinację, możliwości organizacyjne, mobilizacyjne, skuteczność. Dziś postanowili nas uszczęśliwić, a nam wciąż trudno zrozumieć, że nie wszyscy myślą o tej samej wolności, że niektórych burka, krzyż, broń w szufladzie czy wrogie podejście do ‚niepasujących do szablonu’ czynią wolnymi, ba, nasza wolność skrzywdziłaby ich(!). Wolałem słowo „normalność”, ale domyślam się, że świat podsłuchów czy całodobowego ścigania tajemnych zdrajców ojczyzny, również może być dla kogoś normalnością.

W naszym „anty-obozie” zdania na temat wolności również były podzielone, niestety, poszliśmy w rozsypkę tuż przed główną wyborczą bitwą. Nie zdawaliśmy sobie sprawy ze skutków wyboru pomiędzy „głosowaniem za wyznawanymi ideałami” a „głosowaniem przeciwko temu, kto te ideały może zniszczyć”. Jednak kto znał przyszłość, kto miał być spoiwem? Koalicja nie wyszła, mieliśmy dość „zgranych” twarzy, nie pojawiły się żadne silne, nowe, do tego LGBT, feminizm, gender, świeckość, Ukraina, Rosja, UE, uchodźcy, Żydzi, PRL i marihuana. Nakreślono tak wiele linii podziałów, że nawet nie sposób oddać tego w jakimś obrazowym schemacie, choć od drugiej strony rzecz jest klarowna: „My Suweren jesteśmy (temu) przeciw!”.

KOD miał wyrwać ludzi z amoku, nawet rozpalił entuzjazm, uznano, że tak również można o coś zawalczyć. Skuteczność? Porównanie KOD do Hamasu i ignorancja „bo My! Suweren mamy dziś władzę, a nie wy …”. Dlaczego tak łatwo to idzie?
Cóż, weźmy choćby spór o Trybunał. Z pozoru walka o fundament – trójpodział władzy, a w szczegółach…. Zazdroszczę niemieckim sędziom konstytucyjnym którzy mogą powiedzieć wprost „Mamy większy mandat demokratyczny niż rząd, gdyż wybiera nas 2/3 parlamentu” (w Polsce sędziowie wybierani są większością głosów). Czy trudne jest wyprowadzenie z tego punktu wniosku (choćby kołtuńskiego), że większość ubiegłego sejmu wybierała własnych sędziów lub że na patologię należy odpowiedzieć patologią z wyższej konieczności? Walka o stan „idealny” gdy ten idealny nie był nie jest słodka.

Jak długo to potrwa?
Ktoś powie: „Gdy nic nie zrobimy to bardzo długo” ale czy właśnie to co robiliśmy nie doprowadziło nas do punktu, w którym znaleźliśmy się? A. Einstein miał powiedzieć kiedyś: „głupotą jest robić to samo i oczekiwać innych rezultatów”. Może warto o tym pomyśleć.

phil

Advertisements