Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Sierpień, 2016

PRZEGRALIŚMY, ŻYJEMY

Przegraliśmy wybory. Entuzjazm nas nieco opuścił, „lepszy normalny świat” raczej oddalił się niż zbliżył. Niczym kibice przegranej drużyny rozchodzimy się do swoich „bezpiecznych” przestrzeni. Ci którzy wciąż wierzą, wznoszą jeszcze głośne okrzyki, mówią o odegraniu się, ale drudzy (może większość) postanowili zamienić się w przetrwalniki, które w świecie bakterii mogą pozostawać uśpione nawet setki lub tysiące lat. Smak porażki i pytanie: o co się szarpać gdy świat działa wg. niepojętych reguł, gdzie wszystko co wiemy, potrafimy i w co wierzymy okazuje się mieć wartość książki trzymanej w zakurzonej walizce na strychu?

W ramach szokowej terapii dowiedzieliśmy się, że istnieje inna wolność, niechby nazywana otumanioną, sztuczną, niepojętą ale ta wolność odniosła sukces. Ludzie, którzy w nią wierzyli wykazali o wiele większą determinację, możliwości organizacyjne, mobilizacyjne, skuteczność. Dziś postanowili nas uszczęśliwić, a nam wciąż trudno zrozumieć, że nie wszyscy myślą o tej samej wolności, że niektórych burka, krzyż, broń w szufladzie czy wrogie podejście do ‚niepasujących do szablonu’ czynią wolnymi, ba, nasza wolność skrzywdziłaby ich(!). Wolałem słowo „normalność”, ale domyślam się, że świat podsłuchów czy całodobowego ścigania tajemnych zdrajców ojczyzny, również może być dla kogoś normalnością.

W naszym „anty-obozie” zdania na temat wolności również były podzielone, niestety, poszliśmy w rozsypkę tuż przed główną wyborczą bitwą. Nie zdawaliśmy sobie sprawy ze skutków wyboru pomiędzy „głosowaniem za wyznawanymi ideałami” a „głosowaniem przeciwko temu, kto te ideały może zniszczyć”. Jednak kto znał przyszłość, kto miał być spoiwem? Koalicja nie wyszła, mieliśmy dość „zgranych” twarzy, nie pojawiły się żadne silne, nowe, do tego LGBT, feminizm, gender, świeckość, Ukraina, Rosja, UE, uchodźcy, Żydzi, PRL i marihuana. Nakreślono tak wiele linii podziałów, że nawet nie sposób oddać tego w jakimś obrazowym schemacie, choć od drugiej strony rzecz jest klarowna: „My Suweren jesteśmy (temu) przeciw!”.

KOD miał wyrwać ludzi z amoku, nawet rozpalił entuzjazm, uznano, że tak również można o coś zawalczyć. Skuteczność? Porównanie KOD do Hamasu i ignorancja „bo My! Suweren mamy dziś władzę, a nie wy …”. Dlaczego tak łatwo to idzie?
Cóż, weźmy choćby spór o Trybunał. Z pozoru walka o fundament – trójpodział władzy, a w szczegółach…. Zazdroszczę niemieckim sędziom konstytucyjnym którzy mogą powiedzieć wprost „Mamy większy mandat demokratyczny niż rząd, gdyż wybiera nas 2/3 parlamentu” (w Polsce sędziowie wybierani są większością głosów). Czy trudne jest wyprowadzenie z tego punktu wniosku (choćby kołtuńskiego), że większość ubiegłego sejmu wybierała własnych sędziów lub że na patologię należy odpowiedzieć patologią z wyższej konieczności? Walka o stan „idealny” gdy ten idealny nie był nie jest słodka.

Jak długo to potrwa?
Ktoś powie: „Gdy nic nie zrobimy to bardzo długo” ale czy właśnie to co robiliśmy nie doprowadziło nas do punktu, w którym znaleźliśmy się? A. Einstein miał powiedzieć kiedyś: „głupotą jest robić to samo i oczekiwać innych rezultatów”. Może warto o tym pomyśleć.

phil

Reklamy

ZAWÓD: SZARLATAN

Mogłoby się wydawać, że zawód wędrownego kupca-magika wykorzystującego ludzką łatwowierność należy do przeszłości. Nic bardziej mylnego. Szacuje się, że dochody współczesnych szarlatanów sięgają milionów, co świadczy nie tylko o nich ale i ich klientach. Oczywiście prawo wywarło swój wpływ: współcześni przedstawiciele nurtu nie są tak groźni jak jeszcze kilka lat temu, nie oferują podejrzanych specyfików, stali się bardziej ostrożni w promowaniu alternatywnych terapii, nie starają się zbyt silnie wpływać na swoich pacjentów sugerując im rezygnację ze standardowego leczenia. Ich działalność zdaje się czynić szkodę wyłącznie portfelom tych, którzy płacą kilkakrotnie więcej za ten sam specyfik, który można nabyć w zwykłej aptece, ale jest coś jeszcze.

Handlarzom, którzy za wszelką cenę chcą utrzymać się na rynku zdominowanym przez potężną konkurencję pozostaje niekiedy tylko kampania negatywna. Chcąc udowodnić, że ich produkt jest lepszy, muszą udowodnić, że produkt konkurenta jest gorszy i gra ta praktycznie nie posiada żadnych reguł. Kampanię negatywną chroni wolność słowa dająca prawo publicznego plotkowania, spekulowania, domniemywania, podejrzewania co ochoczo wykorzystywane jest w reklamie. Koniec końców, sugerowanie realnych czy wydumanych wad konkurencji nie napotyka większych oporów.

Kluczem do sukcesu – gwarantującym pełną bezkarność i szereg korzyści okazuje się metoda stara jak świat – teoria spisku*. Najlepiej sięgnąć po sprawdzone wzorce:
– spisek żydowski –
„Jak powszechnie wiadomo” Żyda nie widać, rządzi światem, wciąż knuje i wysysa krew z dobrych i bogobojnych autochtonów. Skoro rządzi światem, to rządzi także rządami i przemysłem farmaceutycznym. Dowody? Proszę bardzo: „Żydzi w Izraelu umierają na raka rzadziej niż chorzy w Europie a to dlatego, że żydowscy lekarze w Europie realizują plan eksterminacji nie-żydów poprzez chemioterapię. Żydzi wpływają na rządy państw tak, by ten proces szedł pełną parą przy jednoczesnym blokowaniu rozwoju tradycyjnej (narodowej i zgodnej z dekalogiem), leśnej medycyny.
Pozwólcie, że pominę milczeniem autora tej rewelacji, ale jeżeli ktoś zechce dopytywać to chętnie się podzielę, albo odeślę wprost do jego sklepu.
– spisek nazistów –
Obrzydzenie produktów np. firmy Bayer jest jeszcze prostsze. Wystarczy wspomnieć eksperymenty medyczne przeprowadzane w obozach koncentracyjnych przy udziale ówczesnych niemieckich koncernów farmaceutycznych by zasugerować ciągłość procederu. Czy można zaufać firmie, pod której nosem rozwijał się proces zaplanowanego mordowania milionów? Czy testowane leki nie służyły eksterminacji, czy współczesna produkcja nie służy takiemu celowi? (to również autentyk).
– spisek wykształciuchów –
Nie wierzcie nauce – nauka to banda skorumpowanych przez koncerny cwaniaków, którzy wydadzą dowolną ekspertyzę o ile ktoś dobrze zapłaci. Nie wierzcie lekarzom, którzy zapiszą wam nie to co wam pomoże ale to co przyniesie im dochód. Policzcie ofiary szpitalnego leczenia, by zdać sobie sprawę z tego, że klasyczna medycyna nie leczy lecz zabija i jest to zaplanowane działanie! Nie wierzcie aptekarzom, nie wierzcie dziennikarzom będącym na usługach koncernów, nie wierzcie politykom, którzy za krwawe pieniądze uniemożliwiają działalność tym, którzy realnie chcą wam pomagać. Nie usłyszelibyście o tym gdyby nie internet i niezależne źródła, które mówią o tym jaka jest prawda.

Z takimi argumentami trudno polemizować i niechby, wolność słowa i wolny rynek pozwalają na takie praktyki, to dzieje się także coś głębszego i niestety ponurego: dokonuje się nie tylko odgrzewanie negatywnych stereotypów ale podważone zostaje też wszystko co cieszyło się przez dziesięciolecia szacunkiem oraz zaufaniem.
Czy komercyjny cel usprawiedliwia metodę? Nawet gdy przyjmiemy część argumentów za zasadne, to czy wpływ na ogólny wizerunek środowisk, instytucji, a nawet polityki nie powinien napawać nas grozą?

Pojawiły się głosy mówiące o tym, że ogólnie pojęta „naturoterapia” jest tańsza od klasycznej opieki medycznej. Nie trzeba kształcić specjalistów, nie trzeba prowadzić badań, kontrolować przebiegu produkcji leków czy leczenia, nie trzeba budować szpitali (można leczyć się w domu). Skoro słowa i wiara w niezwykłe właściwości duszy działają ze skutecznością placebo (nawet 30-50%) to ze względów ekonomicznych poważne branie pod uwagę tej alternatywy jest zasadne. Pozostaje jedynie 50-70% przypadków, w których placebo nie działa lub nie ma prawa zadziałać. Czy ci ludzie usłyszą, że nie osiągnęli odpowiedniego poziomu rozwoju duchowego, więc sami są sobie winni?

Perspektywy rozwoju naturoterapii są obiecujące. Naturoterapeuci z chęcią przejmą sektor uprawy leczniczej marihuany, dostarczą alternatywnych szczepionek i co ważne nie poniosą żadnej odpowiedzialności gdyż powołają się na wolność wyboru, którą posiada pacjent.

snake-oil-salesman


* Teoria spiskowa wspiera budowę syndromu oblężonej twierdzy sprzyjającego jednoczeniu szeregów i izolacji od zewnętrznych źródeł. To klasyczne narzędzie psychomanipulacji.

TRUDNY ŚWIAT

Kiedy młodzi w ramach subkulturowego buntu zaczynają wielbić konserwatyzm a leciwi przedstawiciele społeczeństwa wykazują zainteresowanie egzotycznymi nurtami filozoficznymi pokroju NEW AGE pozostaje stwierdzić:
– Przesadzono, świat stał się zbyt trudny dla zwykłego człowieka.

Proste odpowiedzi i rozwiązania stały się obiektem zbiorowego głodu z czego szybko skorzystali populistyczni politycy, szarlatani i podobni, choć pogłębili jedynie problem. Mający nieść ratunek przedstawiciele polityki, nauki, prawa, biurokraci rozłożyli ręce: Nie możemy nic zrobić, nie możemy się cofnąć.

Gdy jeszcze kilka lat temu mówiono wiele o ekonomicznym rozwarstwieniu społecznym, to dziś doświadczamy kolejnego rozwarstwienia i trudno użyć słowa „intelektualnego”, choć o taki zakres chodzi. Z jednej strony naukowcy zderzający hadrony a z drugiej ludzie biegający po ulicach ze smartfonami w poszukiwaniu pokemonów. Z jednej strony przeintelektualizowana lewica, z drugiej prostacka prawica…. jakby zapadł się gdzieś środek. Ten środek stanowiła niegdyś klasa średnia. Owszem, taki projekt jak 500+ może pomóc stworzyć ekonomiczną klasę średnią (tak mieli uczynić Orban czy Erdogan) ale co z nazywaną szeroko cywilizacją? Wrócimy mentalnie do średniowiecza?

Dwa światy rozdzielają się coraz silniej, a mostów coraz mniej.

Można zapytać: kogo obchodzi jakaś cywilizacja? Czy musimy się rozwijać, pędzić w kosmos? Co nam to daje, gdy mamy problem ze zrozumieniem regulaminu usługi oferującej nam złote góry za ćwierć ceny? Nowe źródła energii? Może i przydatne, ale po co nam one będą w kalifacie?

Spory i rozmowy o skrajnościach ukazują, że można osiągnąć konsensus, konsensus w postaci stwierdzenia uznanego przez strony: wszystko jest wielkim G. Jednak optymizm buntuje się: „No przecież tak nie można, jakieś światła w tunelu są… znaczy mogą być… znaczy ewentualnie powinny być”.

chaos

MOJA INKWIZYCJA

Po trosze z przypadku odkryłem w sobie inkwizytora. Wystarczyło kiść niedorzeczności uznać za herezję by ruszył proces torturowania czarownicy. Tym razem padło na Stasia, który oddał się z upodobaniem ezoterycznej samo-naprawie.

Ezoteryka to nie najlepsze słowo, gdyż jaką wiedzą tajemną jest pisanie o czymś w publicznym blogu? – jednak opisywanie rzeczywistości pod szyldem: „Prawda jest zupełnie inna niż myślicie. Ja ją znam i krzewię” – wzbudziło pewną ciekawość. Okulbaczyłem konia, w juki wetknąłem stare księgi i ruszyłem do odległej pustelni, by poddać głoszoną prawdę próbie zgodności z pismem świętym… tfu! z logiką i tzw. aktualnym stanem wiedzy. Proces badania trwał dosyć długo, więc nie przypomnę już sobie, które słowo było pierwsze, a które kolejne. O jednym przekonałem się najprędzej: „W pracy inkwizytorskiej poznałem zbyt wiele z głoszonych prawd, by uznać je za plon samodzielnych odkryć podejrzanego”:
– Zdradź Stasiu wspólników i to jak kontaktujesz się z diabłem, przyznaj się po dobroci, zanim wyciągnę straszliwe narzędzia!

Staś bez większych oporów wspomniał licznych, niewartych modlitwy skazanych na stos, szubienicę czy poćwiartowanie, którzy głosili podobne do jego przekonań lecz zastrzegł, że w osobiste kontakty z Lucyferem jak i pozostałymi nie wchodził. Podejrzany przyznał, że poznawał spisywane przez nich księgi magiczne, słuchał ich mów na miejskich rynkach ale brał z nich tylko to co osobiście mogło mu służyć. Wymienił zbawienne efekty różnorakich wywarów i zaklęć, które uwiarygodnił własnym uśmiechem i dobrym samopoczuciem.

Podjąłem kolejną kwestię:
– Chodzą słuchy o tym, że nauczasz ludzi a jednak część tez, które propagujesz nie są zgodne z doktryną!

Usłyszałem wiele gorzkich i nierzadko prawdziwych słów o „moim kościele” oraz samej doktrynie. O tym, że nie wszystkie modlitwy działają, nie wszyscy kapłani kierują się przypodobaniem stwórcy, nęci ich mamona, blask sławy, władza. Skoro tworzą tę wiarę tak mizerne persony, to jak wierzyć samej wierze? Zaoponowałem:

– W każdym stadzie odnajdziemy czarne owce, ale czy można na tej podstawie oskarżyć całe stado a co gorsza ideę? Wśród heretyków mamy stada pełne czarnych owiec! Zresztą, ja tu jestem inkwizytorem!

Im bardziej starałem się skupiać na wyłuskiwaniu podejrzanych założeń w naukach Stasia, które chciałem poddać dyskusji, tym narastał jego opór. Owe wyłuskiwane ziarna herezji starał się zakryć wielkim baldachimem dobra, serca, miłości co zdawało się się ucieczką od tematu. Ilekroć udawałem się na spoczynek, opowiadał ludziom zaglądającym przez okienko jego celi o tym jak bardzo się mylę.

Któregoś wieczora zapaliłem świecę, rozpostarłem na starym stole pergamin i zacząłem spisywać protokół: „Podejrzany przekonująco wyparł się relacji z diabłem. Nie potwierdziły się również doniesienia o jego zażyłych kontaktach z groźnymi heretykami. Nie kupczy z nimi, nie knuje, nie kaptuje. Podejrzany potępił nawet te działania wrogów „kościoła”, które wielu z nich zaprowadziły na stos”…
Zadumałem się:
– To do czego zmierza nie jest złe, ba! jest dobre, ścieżki jedynie nazbyt pokrętne…
Umoczyłem pióro w atramencie:

„Niewinny od najcięższych zarzutów” – podpisałem i przybiłem pieczęć.

Z nieuchwytnej przyczyny odetchnąłem z ulgą. Nie wiecie bowiem o tym, że łączyła nas onegdaj długotrwała przyjaźń, która z powodu zwiększenia się liczby moich obowiązków (nie tylko inkwizytorskich) została narażona na próbę rozłąki. Sam nie wiem czy bardziej martwiłem się o los przyjaciela czy świata i doktryny.
Może jedno i drugie, zawsze taka konstelacja stanowi kłopot.

Zacząłem przygotowywać się do powrotu. Gdy dosiadłem konia, spojrzałem przez ramię na Stasiową pustelnię. Pomyślałem o Hiszpanach, których armada zmierza ku naszym portom. Pomyślałem o tym, że gdy nie stawimy wespół oporu wyrżną w pień tak jego jak i mnie, wyplenią moją wiarę i jego, wymażą z historii i ludzkiej pamięci nasze ślady. Morze po horyzont było jednak ciche.

bilb