INŻYNIERIA SPOŁECZNA – SPRZĘŻENIE ZWROTNE

by romskey

Inżynierię społeczną kojarzymy na ogół z totalitaryzmami, w których grupa sprawująca władzę stara się ukształtować sposób myślenia i postępowania ogółu wg. ustalonego wzorca i co można dodać: wzorca przynoszącego zasadniczą korzyść jedynie grupie sprawującej władzę. Realizacja projektów inżynierii społecznej wymaga przejęcia, stworzenia, podporządkowania wszelkich nośników informacji, kultury, komunikacji, edukacji oraz ograniczenia dostępu do innych źródeł spoza kontrolowanego obszaru. Projekt taki rozłożony jest na lata i koncentruje się zazwyczaj na kształtowaniu młodych pokoleń.

Internet – posądzicie mnie o małą obsesję – stworzył wyłom w sferze obiegu informacji. Trudno współcześnie oczekiwać możliwości wdrażania projektów inżynierii społecznej w tradycyjnej formie. Kontrolowanie tzw. „mainstreamu”, rozmów telefonicznych, ośrodków religijnych, kulturalnych czy procesu edukacji nie da spodziewanych wyników, gdyż coraz większa liczba ludzi komunikuje się, kształtuje opinie, pozyskuje wiedzę za pomocą internetu. Zakusy kontrolowania sieci spotykają się z bardzo silnym sprzeciwem, dlatego działania władz – o ile te posiadają totalitarne ambicje – muszą być bardzo ostrożne w tej materii. Istnieje jednak drugie dno.
O ile tradycyjnie realizowana inżynieria społeczna napotkałaby opór to sam internet generuje tysiące, niekiedy bardzo indywidualnych, samodzielnych projektów mających na celu kształtowanie świadomości i postaw. Powiecie: tak działa społeczeństwo, różne grupy ludzi darzących się sympatiami lub wspólnymi celami od wieków realizowały jakieś własne plany, zawiązywano stowarzyszenia, itd., itp. To prawda, ale gdy te bardzo różnorodne grupy będą posiadać wspólny mianownik? Wyobraźcie sobie dowolne forum ezoteryczne. Liczycie uczestników i uznajecie, że to garstka bez większego wpływu ma kształt „ogółu”. Co gdy takich forów są setki tysięcy? Jaki mają wpływ na „zbiorową świadomość”? Można tu przywołać brytyjskie statystyki, które ukazały, że blisko połowa Wyspiarzy wierzy w zabobony. Podobnie można potraktować np. „zgrupowania” ludzi klasyfikujących siebie jako nacjonaliści. Grupy te mogą być pół-martwe i praktycznie niepowiązane ze sobą, jednak scala je kilka elementów ideologicznych czy wspólna niechęć np. do komunistów, demokratów, liberałów. Ma to swoje oczywiste konsekwencje wyborcze. Zadajmy sobie teraz pytanie:
– czy w interesie władzy o totalitarnych ambicjach będzie ograniczanie czy kontrolowanie takich inicjatyw? Nie. W jej interesie będzie właśnie ich wspieranie czy to medialne, czy materialne, a że w polityce nie ma nic za darmo, tak i tu pojawi się element długu i zadośćuczynienia.

Wolność może być drogą do zniewolenia, o tyle groźniejszą, że przyjętą samodzielnie
i w zgodzie z „etyką niezależności”.
Zauważcie tzw. „ruchy tożsamościowe” w Europie, na świecie. Jestem wciąż pod wrażeniem tego, że anty-systemowy bunt młodych przeradza się w pochwałę konserwatyzmu – to prawdziwy ewenement. Czy zwolennicy rzeczywiście chcą feudalnych teokracji, podziałów klasowych, kontroli każdego aspektu ich życia? Sądzę, że nie, choć ich punkt widzenia sprzyja wynoszeniu do władzy tych, którym takie właśnie porządki bardzo odpowiadają.

Obserwując przemiany w Polsce, Europie i poza nią, trudno nie dostrzec samo-realizacji opisanego wyżej scenariusza, nawet gdy wspomniani w nim ludzie zastrzegają, że dysponują w miarę mocną polityczną intuicją. Ośrodki odpowiedzialne, racjonalne, naukowe, dzielące się rzetelną informacją zanikają, są wypierane przez nieskrępowaną ‚wolność’, gdy – o zgrozo! – właśnie dzięki wywalczonej niegdyś wolności ośrodki te mogły zaistnieć i to one stanowiły pierwszą linię frontu przeciwko manipulacji związanej ze społeczną inżynierią. „Cios w plecy”.

eginers
(graph.:esc.fnwi.uva.nl)

Reklamy