CZASY TRUDNEJ POLITYKI

by romskey

Pożegnaliśmy erę kontroli informacji, wiodących nurtów, słusznych linii. Neoliberałowie powinni poczuć satysfakcję, gdyż monopole medialne straciły na znaczeniu i obecnie każdy może wytwarzać lub odbierać dowolny przekaz. Milton Friedman zakładał, że wywołany takim otwarciem chaos uporządkuje z sukcesem „niewidzialna ręka rynku” zastępująca interwencje ze strony państwa. Jednak czy ludzie samodzielnie wykształcą mechanizmy porządkujące, obronne? Będziemy mogli obserwować sprawdzalność tej teorii, póki co licząc trupy.

Coraz częściej boję się tego, że mogę napisać w sieci co myślę. Nie jestem w stanie przewidzieć skutków i możecie powiedzieć, że przemawia przeze mnie próżność skoro mój głos jest zaledwie jednym z miliardów, więc dlaczego miałby na coś wpłynąć?
Być może, jednak podobnej do mojej refleksji nie zauważam przynajmniej u milionów.

Internet stał się papierkiem lakmusowym. Chcąc sprawdzić potencjał dowolnej myśli, projektu, idei wystarczy wprowadzić w obieg hasło i obserwować reakcje. Idea negowana lub przemilczana przez mainstream, a nawet naukę może doskonale sprzedać się w wolnym obiegu a to już może być sygnałem dla polityków, by o czymś mówić otwarcie.
W internecie każda idea znajdzie swoich zwolenników. Wystarczy ją podlewarować, okrasić kilkoma lotnymi sloganami, symbolami by stała się znacząca, by uruchomić efekt śnieżnej kuli. Znaczek „Lubię to” może zamieścić człowiek z dowolnego miejsca na ziemi a milion popierających lokalny polityczny projekt robi wrażenie, tylko czy głosują lokalsi? Nikt tego nie sprawdza, liczy się to, że jest „branie”.

„Kontrola informacji”, która wydaje się antidotum na nieporządek, kojarzy się źle, godzi w poczucie „wolności słowa”, kojarzy się z tym, że ktoś, gdzieś w ciemnym gabinecie wykreśla czarnym markerem to co nie powinno trafić do ogółu lub dopisuje to co do ogółu trafić powinno. My Polacy doskonale rozumiemy czym była „polityczna cenzura” dlatego duch anarchizmu wyrażania myśli jest w nas silny. Czasem jednak oczekujemy reakcji systemu, nie oponujemy gdy z obiegu znika przekaz terrorystyczny, pedofilski, scena gwałtu. Okazuje się, że wolność wyrażania poglądów nie w każdym przypadku jest dla nas piękna, tylko co będzie gdy system nie zadziała?

Historia ruandyjskiego radia powinna być dla każdego przestrogą. Zaczynało się od muzyki i żartów, skończyło się na zachętach do zabijania, radio było „wszędzie”, władze nie reagowały, radio władzy sprzyjało. Możemy twierdzić, że jesteśmy cywilizowani, dobrzy i nawet gdyby wszystkie portale mówiły jednym głosem, to ludzie nie wyjdą na ulice z maczetami, bo nawet nie ma tylu w sprzedaży. Możemy twierdzić, że duch chrześcijańskiego miłosierdzia unosi się nad nami, tylko jak ukazała Młodzież Wszechpolska bardzo łatwo z idei „jezusowych” przejść do starotestamentowych zaleceń dotyczących np. homoseksualistów. Przed drugą wojną światową również wielu mówiło „to niemożliwe” a przed pierwszą niemal wszyscy.
Niemożliwe staje się coraz częściej możliwe i tak zwolennicy jak i przeciwnicy m.in. północno-afrykańskich reżimów nie przewidzieli powstań, długotrwałych wojen, mas uchodźców. Mówili tylko co myślą, a rola internetu w Wiośnie Arabskiej była ogromna: pomimo cenzury w tradycyjnych mediach, głoszeń w meczetach, ludzie dzięki sieci dowiedzieli się, że myślą podobnie, że mogą coś zdziałać. Sieciowy tłum postępuje zgodnie z obserwacjami badaczy sprzed 100 lat. Tłum jest zdolny tak do czynów szlachetnych jak i podłych, zależy kto go animuje. ISIS bez internetu byłoby marginalną grupą wywrotowców bez szans. Bez internetu ukraiński Majdan wyglądałby zupełnie inaczej, bez internetu miliony uchodźców nie wiedziałyby dokąd (do jakiego raju) zmierzają. To dzieje się na naszych oczach, a co najciekawsze lubujemy się w obciążaniu sprawstwem jakichś mrocznych sił politycznie dobranych, bo przecież nie sieć, sieć jest nasza, są w niej wszyscy nasi przyjaciele.

Tradycyjne metody uprawiania polityki stają się przeszłością. Rękę na pulsie trzymali ludzie d/s rynku, którzy szybko zdali sobie sprawę z tego, że internet zmienił całkowicie reguły. Z marketingu „statycznego”, w którym efekty kampanii reklamowych badano po tygodniach lub miesiącach dokonano przejścia do marketingu „aktywnego” w którym efekty można badać w czasie rzeczywistym, on-line i co najważniejsze bardzo szybko zmieniać to co już w pierwszej fazie nie przynosi oczekiwanych skutków. Reakcja polityki na wpływ internetu jest znacznie wolniejsza. Wielu wciąż ufa w stabilność tego co było stabilne 10 czy 20 lat temu, a przecież nawet fizykę klasyczną wypiera kwantowa, która z dnia na dzień wzbogaciła się o miliardy ekspertów – również dzięki internetowi.

Mówi się, że każde pokolenie, w pewnym momencie zaczyna dziwić się coraz bardziej niezrozumiałej rzeczywistości, zbyt nowoczesnej, zbyt tajemniczej, szybkiej a nawet głupiej. Czy doświadczamy jedynie naturalnego cyklu, czy czegoś więcej? Czy świat zawali się? Z pewnością zawali się jakiś stary świat.

running
(fot:istockphotos.com)

Reklamy