WIERZĘ W LEPSZY ŚWIAT

by romskey

Zdałem sobie sprawę tego, że u podstaw sporów, tych naszych polskich i tych międzynarodowych leży zupełnie banalna kwestia. Po prostu jedni wierzą w lepszy świat a inni wierzą w katastrofę. Na każde słowo tych pierwszych, drudzy wytaczają sto argumentów mających uzasadnić niepowodzenie. Czy świat zmierza do upadku czy wprost przeciwnie? O ile nawet jestem świadom różnych zagrożeń odpowiadam: „nie wiem, staram się by było lepiej”. Lepiej?! To działa jak płachta na byka. Mój pogląd zostaje natychmiast zmiażdżony buldożerem defetyzmu: „Świat zaleją obcy i wściekli, ludzi będą ginąć na ulicach, krew się będzie lała, kobiety będą gwałcone, staniemy się niewolnikami, cywilizacja upadnie”.
Do licha, trudno snuć pozytywne plany w takiej atmosferze. Zdrowy rozsądek nie pozwala odrzucić wszystkich tych złowieszczeń, gdyż jakiś tam procent spełnialności posiadają. Zatrzymujemy się, rozmawiamy, dociekamy by nagle uświadomić sobie, że propagujący „złą wizję” więcej robią dla jej urzeczywistnienia niż sam „los”, gdyż zatrzymują tych, którzy wierzą w powodzenie, sukces, w rozwiązanie i chcą dla tej sprawy coś zrobić.

Niejednokrotnie podejmowałem próby przekabacenia defetystów na swoją stronę, ale z wątpliwym powodzeniem. Oni po prostu tym żyją, żyją urojeniem o posiadaniu jakiejś nad-prawdy, sprawiają wrażenie, że wieszczenie totalnej katastrofy dodaje im skrzydeł. Nie racjonalizują swoich obaw, karmią się nimi. Bombardują stu tuzinami argumentów z różnych dziedzin i źródeł, aby tylko być na wierzchu, zagadać, zakrzyczeć, za-zło-wieścić. Czy chodzi o to, że zwracają tym na siebie uwagę, że nareszcie są w centrum? Rany!

Natrafiłem na rozmowę nacjonalisty z umiarkowanym nacjonalistą.
Ten drugi zapytał w pewnym momencie:
– Okej, ale wy tak cały czas o tej historii, a jakieś pomysły na przyszłość?
– Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku, teraźniejszości ani prawa do przyszłości – odpowiada Piłsudskim pierwszy.
– No dobra, znam, ale jakiś plan macie?
– Jak ty nic nie rozumiesz – odfuknął się pierwszy – bez poznania własnej historii i prawdy nie można budować przyszłości.

Jak widać nawet nacjonalizm może być postępowy, ale czy jest w stanie pociągnąć za sobą tych, którym do najwyższego szczęścia potrzebne jest stworzenie pełnej listy esbeckich agentów z żydowskimi korzeniami do miliona pokoleń wstecz? Rzut oka na przepastne archiwa IPN uświadomił mi, że „gruba kreska” miała jednak bardzo praktyczny walor bo czy miałbym/mielibyśmy ryć, zmuszać dzieci, społeczeństwo do analizowania tego studium cywilizacyjnej patologii? Czy zajmując się tym, znaleźlibyśmy czas na cokolwiek innego? Czasem wydaje się mi, że smakosze katastrof nie zajmują się niczym innym. Może zamiast wdawać się w bezproduktywne dyskusje z nimi, warto pogłaskać psa, pójść na spacer, odetchnąć świeżym powietrzem? Przynajmniej jakaś korzyść z tego, pod warunkiem, że gdy popatrzymy w błękitne niebo, nie dopadnie Nas jakiś spec od chemtrails.

blue2

(graph:allthingsapocalypse.tumblr.com)

Advertisements