WSTYD BOGA

by romskey

Weźmy niezobowiązujący przykład: z pewnością, większość z nas popiera adopcję dzieci przez bezdzietne pary. Popieramy gdyż kierujemy się sumieniem czy jak kto woli sercem, uważamy że obie strony na tym zyskują. Kiedy jednak dowiemy się o tym, że ktoś adoptuje 10 dzieci, którymi praktycznie nie opiekuje się a jedynie zarabia na nich dzięki państwowym dotacjom zauważymy, że nasze poparcie wynikające z odruchu serca musi zostać poddane racjonalnej korekcie. Jestem pewien, że w ogóle nie byłoby dyskusji o adoptowaniu np. 100 000 dzieci, który to projekt uznalibyśmy za absurd. W takim razie, jak powinna brzmieć odpowiedź na pytanie:
– Czy jesteś za adopcją?

Gdy widzimy wokół niesprawiedliwość – domagamy się sprawiedliwości, gdy widzimy nierówność – chcemy przynajmniej równoważenia szans, gdy widzimy bezprawie domagamy się prawa, a w przypadku braku poczucia bezpieczeństwa wołamy o bezpieczeństwo. Tak rodzą się polityczne idee, gdyż niemal zawsze ofiara dostrzeżonego problemu nie jest odosobnionym przypadkiem i należy spojrzeć na problem szerzej. Później, właściwie trudno wskazać punkt, którego minięcie sprawia, że idea zaczyna prowadzić na manowce. Tolerancja – piękna rzecz, piękna idea – ale czy dla wszystkich a szczególnie dla tych, którzy nie tolerują? Trudno tolerować brak tolerancji. Jak w takim razie powinna brzmieć odpowiedź na pytanie:
– Czy jesteś tolerancyjna/tolerancyjny?

Niejednokrotnie byłem świadkiem sytuacji, w których idea zaczynała przesłaniać dobro i interes jednostki. Dziwiłem się ludziom, którzy gnani np. humanitaryzmem zapominali o… ludziach. Weźmy stary filozoficzny dylemat pt. „czym jest wolność?”. Nieskrępowaną wolność słowa ukazał nam internet stroną o tytule „Dobrze, że zdechł” nawiązującym do samobójstwa nastolatka. To bardzo delikatny przykład. Jak powinna brzmieć odpowiedź na pytanie:
– Czy jesteś za wolnością?

Aborcja, eutanazja, antykoncepcja, prawa osób nieheteroseksualnych, multikulturalizm, depenalizacja miękkich narkotyków, wolność wyznania, wolność słowa, tolerancja, adopcja, pomoc socjalna, równość. W naszej rzeczywistości rozbujanych emocji kto nie ruszy z jednym z tych sloganów w ogień przestaje mieć prawo do nazywania się cywilizowanym, postępowym człowiekiem. Czy będąc zwolennikiem pokoju (za wszelką cenę) należy zaniechać obrony? Czy pacyfista powinien przyjąć ze spokojem torturowanie jego dziecka przez jakiegoś oprycha? Jak powinna brzmieć odpowiedź na pytanie:
– Czy jesteś za pokojem?

Prosto wyrażona idea może jednym wydawać się lekiem na wszelkie bolączki a innych napawać przerażeniem. Patriotyzm: na jednym biegunie indiańskie przywiązanie do ziemi przodków, wspólnoty języka, zwyczajów – tożsamość. Na drugim: terror, nazizm, wojna, dyktatura, eugenika. Multikulturalizm: na jednym biegunie: „gość w dom, bóg w dom”,  na drugim wydarzenia z Niemiec. O złotym środku nikt nie chce rozmawiać, gdyż w polityce na uwagę zasłuży tylko ten kto obieca 130% idei.

Pewien człowiek, tysiące lat temu przyniósł ludziom prawa. Właściwie, było kilku takich ludzi. Dali swoim współplemiencom prawa pochodzące bezpośrednio od stwórcy, więc z takimi prawami nie powinno się nawet dyskutować. Prawa te okazywały się jednak tak niedostosowane do zmieniającego się świata, że powinny stać się źródłem wstydu boga, który ma przecież uchodzić za inteligentną osobę. Owszem, bardzo szybko do tych praw dopisano korektę i dziś nikt już nie wie, czy należy nadstawiać drugi policzek, czy bić wroga ile wlezie. Okazuje się, że raz takie wyjście jest słuszne raz takie, tyle, że jedno zaprzecza drugiemu.

Być może zbyt konserwatywnie pochodzimy do praw, idei. Uważamy, że coś będzie działać przez milion lat i w każdych warunkach. Owszem, można próbować, np. zatrzymać wszelki cywilizacyjny rozwój aby doskonałe prawo pasowało do realiów. Czy to możliwe? Pewni ludzie na Bliskim Wschodzie właśnie prowadzą testy, wyniki są tak fascynujące, że nie potrafimy oderwać wzroku od najnowszych doniesień z tego regionu.

 

Advertisements