KRUCHOŚĆ DEMOKRACJI

by romskey

Pamiętacie o rozmowie, o której wspominałem kiedyś w blogu, prowadzonej z byłym prominentem PRL, ideowcem, który nigdy nie pogodził się z upadkiem minionego systemu? Zakończył rozmowę mniej więcej tymi słowy: „Cóż, nie udało się nam zbudować socjalizmu – mówił z nostalgią – gdyż nad ideami górę wzięły ludzkie namiętności. /…/ Teraz wygraliście wy – młodzi, budujcie więc swój świat, nie będziemy wam przeszkadzać”. Podaliśmy sobie dłonie. Pozostawione słowa były krzepiące – dostaliśmy wolną rękę, a przestroga przed zgrabnie nazwanymi „ludzkimi namiętnościami” dawała wiedzę o tym, gdzie można spodziewać się błędu. Czy dziś – obserwując wydarzenia – należałoby powiedzieć komuś młodszemu: „Nie udało się nam zbudować demokracji”?

Kruchość polskiej demokracji nie wynika tylko z jej młodego wieku. Newralgicznym punktem, który stosunkowo dawno dostrzegłem, było to, że powierzono w niej zbyt wiele ‚indywidualnym decyzjom’. Moja obserwacja dotyczyła pierwotnie sędziów wydających niekiedy skrajnie odmienne wyroki na podstawie tego samego materiału dowodowego. Pytałem sam siebie: „Jak to możliwe, że to samo prawo może być tak zaskakująco odmiennie interpretowane?”.

Szukając odpowiedzi, sięgnąłem do prac filozofów prawa, historyków ‚przemian’, konstytucjonalistów, karnistów, którzy wyjaśnili moją wątpliwość. Otóż, tworząc prawo i procedury po upadku PRL starano się dokonać dwóch kluczowych zmian: pierwsza miała polegać na uniemożliwieniu powrotu dyktatury („w wyniku czego, władzę rozsmarowano tak szeroko, że nie wiadomo obecnie kto jest za co odpowiedzialny”), druga zmiana: ‚prawo totalitarne (na sztukę) zastąpiono prawem humanistycznym”. W drugim przypadku, chodziło o to, że za czasów PRL, czy ktoś ukradł przysłowiową bułeczkę czy traktor, był wsadzany do więzienia (np. na kilka lat) jako złodziej – nietrudno domyślić się, że taki system sprawdzał się doskonale w dziele eliminowania lub wywierania wpływu na opozycję, której działaczom zawsze coś można było zarzucić i pozbawić nie tylko wolności, ale i dobrego imienia. Po upadku PRL uznano, że w wyrokowaniu musi być więcej „człowieka” i tu pojawił się kłopot. Eksperci zgodzili się w tym, że po czasie doszło do nieprzewidzianej patologii: więcej zaczęło zależeć od sędziego jako człowieka, niż od prawa. I nie sam „człowiek” stał się problemem – gdyż założenie było dobre, tylko twórcy prawa jakby „nie przewidzieli”, że człowiek miewa poglądy, niekiedy bardzo polityczne, ktoś go mianuje, ktoś decyduje o jego awansie, człowiek ów miewa ambicje i potrzeby. Wiara i nadzieja w zakładany bezdyskusyjnie silny kręgosłup moralny czy odpowiedzialność urzędników państwa okazała się płonna.

czym u diabła jest demokracja?

Być może to jest bardzo polskie, że lubimy utożsamiać ludzi z ideami na zasadzie „dobry człowiek = dobra demokracja” a właściwie: „jeżeli dobry człowiek = każdy ustrój będzie dobry”). Tylko czym u diabła jest demokracja? Doprowadziliśmy do sytuacji, w której na podstawie ocen ludzi sprawujących władzę oceniamy stan demokracji a nawet jej istnienie(!) nie wiedząc o demokracji praktycznie nic (bo w końcu, skąd?). Jak myślicie, ilu Polaków byłoby w stanie wymienić choćby 10 elementów zdrowej demokracji? Ilu potrafiłoby powiedzieć „ALE!” przy próbie popularnego definiowania demokracji jako prawa większości nad mniejszością?

Od lat zwracałem uwagę na to, że bezpieczeństwo demokracji nie zależy od przedłużania kolejnych kadencji danej „bezpiecznej” partii i jakości ludzi, którzy ją tworzą, lecz stworzeniu takich norm prawnych, które uniemożliwią zniszczenie demokracji niezależnie od tego kto będzie sprawował władzę.

Samo posiadanie konstytucji o demokracji również nie świadczy. Konstytucja musi chronić demokratyczne reguły, gdy współczesna konstytucja RP chroni praktycznie interesy poszczególnych ugrupowań, które sprawowały kolejno władzę, wprowadzały w niej zmiany czy wywierały taki czy inny na nią wpływ. Konstytucja nie jest prostytutką – zauważył drzewiej klasyk – a parlament to nie burdel! Polak mądr po szkodzie?
Czym są demokratyczne reguły: można powiedzieć, że jest ich przynajmniej 60 i obejmują bardzo różne dziedziny funkcjonowania demokratycznego kraju. Wolne wybory, wolność słowa, równość wobec prawa, neutralność światopoglądowa instytucji państwa. Te kwestie nie są tematami do dowolnego interpretowania przez panów z białymi śliniakami i śmiesznymi perukami (czyli dysput o tym co znaczą wymienione pojęcia), to nienaruszalne podstawy, których mają strzec i karać każdy zamiar ich naruszenia.

Kruchość naszej demokracji wynika z pozornej klarowności Konstytucji, której interpretacja zapisów zależy jednak od ludzi, których ktoś powołuje, ktoś decyduje o ich awansie, ludzi, którzy mają indywidualne potrzeby i ambicje. Ci ludzie nie są narodem, społeczeństwem, obywatelami w pełnym tych słów rozumieniu – to osoby powoływane na ogół wg…. partyjnego klucza. Władza ludu? Odmienne opinie konstytucjonalistów stały się chlebem powszednim naszej rzeczywistości. Czy dziwić powinny działania PiS (choć nie tylko), które zauważyło, że nie ważne jest co mówi konstytucja, tylko kto interpretuje jej zapisy (a w perspektywie: kto je tworzy)?

Nie można zrobić zamachu na coś, czego wciąż nie było.

democracy

Reklamy