DOKĄD IDZIESZ PIS-ie?

by romskey

Oglądając program T. Lisa zacząłem zastanawiać się nad czymś. Nie potrafię wyobrazić sobie, by świat tych znanych, okrzepłych w zbiorowej świadomości jajogłowych ludzi miał zniknąć, że ma być jakaś inna Polska, irracjonalna, spiskowa, czy to jest w ogóle możliwe? Gdzie miałby ów świat podziać się, czy miałby rozpłynąć się we mgle?

Nie oglądałem dawno telewizji i przyznam się Wam, że moja ocena teraźniejszości różni się nieco od apokaliptycznego obrazu malowanego m.in. przez T.Lisa, jednak po obejrzeniu programu, naprawdę można poczuć niepokój. Jestem realistą i nie potrafię bać się na zapas (na podstawie gdybań czy wieszczeń), wolałbym konfrontację z rzeczywistym zagrożeniem, a wtedy (przynajmniej!) moja reakcja nie byłaby dyskusyjna – byłaby obroną własną. Ale…

Gnębi mnie to, że wciąż nie potrafię rozstrzygnąć tego, czy tzw. „strach przed pisem” jest tworem i narzędziem politycznym, preparowanym przez sympatyków minionej władzy (marzących o powrocie, itd, itp) czy rzeczywiście dzieje się coś złego, a jeżeli tak to co?

Gdy przyjmuję czarny scenariusz, to wydaje się mi, że żadna brutalna akcja władzy nie pozostanie bez odpowiedzi. Przyszłość zarysowywana w programach takich jak u T.Lisa mówi mi, że „Polska Pisowska” mogłaby stać się jedynie wylęgarnią antypaństwowego terroryzmu czego pis nie przetrzyma.
Obawiam się jednak tego, że gdy to nam puszczą pierwszym nerwy, po naszej stronie emocje sięgną zenitu to przegramy, damy argument przeciwnikowi który stwierdzi: „to oni nas zaatakowali a my musieliśmy zareagować!”. To pis musi poczuć wiatr, strzelić do protestującego, skazać, zamknąć czy pozbawić zajęcia osobę o nieposzlakowanej opinii, dziecko, piętnastolatkę w ciąży, osobę cieszącą się sympatią ludzi, człowieka zasłużonego.

Można mentalnie odizolować się od rzeczywistości, stwierdzić „to nie moja wojna, to wojna PiS i PO, jestem neutralny”, zajmować się własnymi sprawami. Wiem jednak, że z wojnami bywa tak, że niespodziewanie stają się także wojnami neutralnych.
PiS musi się z tym liczyć.

 

 

Reklamy