OPOWIEŚCI O CENZURZE

by romskey

….czyli pała, pieniądz lub ciasteczko

Cenzura w Polsce kojarzy się z czasami PRL, kiedy to każdy prasowy materiał przeznaczony do publikacji trafiał na jakieś zaciszne biurko, przy którym siedział cenzor i wykreślał niewygodne dla władzy fragmenty (cenzurze podlegały również bardziej ogólne dziedziny kultury popularnej kojarzonej ze zgniłym kapitalizmem np. całkowitemu zakazowi podlegała pornografia). Wszystko to miało służyć wyplenieniu (także czysto fizycznemu) głosów i postaw opozycyjnych wobec systemu po to, by „jedyna słuszna linia” nie natrafiała na żaden opór.

W demokracji tak się nie da. Panuje wolność słowa, publikacji, a represjonowanie czy wywieranie nacisków na niezależne wydawnictwa jest postrzegane wyjątkowo negatywnie. Myliłby się jednak ten, kto uważa, że wraz ze zniesieniem oficjalnej cenzury zanikła również „jedyna słuszna linia”. Obecnie, linia ta nie jest już komunistyczna, ale może być np. lewicowa, konserwatywna, liberalna. Każdy obóz sprawujący władzę stara się krzewić wyznawane przez siebie wartości a tworzenie zakłóceń w tym procesie spotyka się z reakcją. Czy skoro nie zanikła „jedyna słuszna linia” to czy nie zanikła również cenzura?

„Model amerykański”

Gdy dowiedziałem się o amerykańskiej cenzurze wojskowej nadziwić się nie mogłem: „Jak to, cenzura w kraju bez cenzury?”. A jednak, cytując klasyka: „Morzna? morzna”. Model amerykański funkcjonuje na prostej zasadzie: „Jeżeli chcesz nakręcić film wojenny, w którym zechcesz wykorzystać żołnierzy, wojskowych ekspertów, sprzęt, infrastrukturę, dużą pirotechnikę – to nie możesz ukazać armii w złym świetle. Gdy chcesz armię krytykować, rób film własnym sumptem i dobrze gdy masz jakieś finansowe zaplecze, bo raczej takiej produkcji ‚NIKT’ dotować nie będzie, o promocji już nie wspominając.”. Jak widzicie – cenzura jest i jej nie ma.
Gdy wyrazisz zgodę na współpracę z armią, to sam proces uzgadniania np. dialogów żołnierzy wyglądał będzie jak w opisie cenzury PRL-u ze wstępu, tyle, że samodzielnie (jako wolny człowiek) podejmujesz decyzję o współpracy a więc o tym czy chcesz być ocenzurowanym/ą. Oto tajemny miks wolności i cenzury w jednym.

„Model izraelski”

O wiele ciekawsza jest izraelska odmiana cenzury i nazwijmy ją „Modelem izraelskim”. Wyobraźcie sobie następującą sytuację: jesteście w rządzie, lecz jako władze kraju demokratycznego chcące zachować dobre imię, nie możecie wpłynąć (naciskać) na media a jednocześnie chcecie by sprawująca władzę formacja polityczna (czyli Wy) była ukazywana w pozytywnym świetle a jej idee szeroko krzewione. Owszem, pomyślicie pewnie o wsadzaniu własnych ludzi czy przekupywaniu dziennikarzy, jednak przy takiej opcji – gdyby sprawa wyszła na jaw – doświadczylibyśmy przynajmniej wizerunkowej katastrofy. Odpada również liczenie na lizusostwo, które w Polsce jest akurat popularne, ale w tzw. „wolnych mediach” jest powodem wstydu i hańby. Co pozostaje?
Oto cichy i niezawodny współpracownik: Autocenzor!
Po co cenzurować kogoś oficjalnie, przekupywać, naciskać i ryzykować, gdy ktoś ocenzuruje się sam i zrobi to z dumą, gdyż wierzy w to, że taka autocenzura jest dowodem spełnienia obywatelskiego i patriotycznego obowiązku? Oczywiście należy wcześniej takiego dziennikarza ukształtować, zaprosić do wpływowych środowisk, dla których los ojczyzny jest najwyższym i najgłośniej wyrażanym priorytetem, mile widziane są państwowe odznaczenia, nagrody czy grille z przywódcą. Istnieje bardzo nikłe prawdopodobieństwo, że tak spreparowany „dziennikarz patriotyczny” wyłamie się choćby o milimetr od zakreślonej na górze linii. Nawet gdy jego osobisty patriotyzm będzie posiadał jakieś wady, to wizja utraty wielko-prasowego blichtru, bycia osobą zagłaskiwaną, wpływową, nazywaną wybitną itd., zdecydowanie zniechęci do liberalnych czy buntowniczych pomysłów. (Źródłem jest izraelski dziennikarz, któremu dobrze życzę i jego personaliów nie ujawnię)

* * *

Nie jestem jasnowidzem, ale kilka słów o współczesności. Poczynania Prawa i Sprawiedliwości pozwalają sądzić, że partia ta nie sięgnie po typową cenzurę, lecz zastosuje model hybrydowy (amerykańsko-izraelsko-rosyjski) z wykorzystaniem dużej dozy automatycznie wydzielanej u wielu wazeliny.

Groźby utraty dotacji skierowane m.in. do Leszka Jażdżewskiego czy Krzysztofa Mieszkowskiego, trudno nawet nazwać „ograniczeniem wolności słowa” skoro państwo nie zobowiązuje się wspierać każdego jej przejawu. Potencjalnie, żadnemu z panów pieniądze nie należą się „jak psu micha”, więc chodzi raczej o zablokowanie aktu dobrej woli czy to ze strony ministerstwa, czy jury konkursowego (obsadzonego jak Trybunał Konstytucyjny ludźmi PiS, którzy mają zastąpić ludzi PO). Zadziała „model amerykański” czyli pieniądz. Udowodnienie, że nieprzyznanie dotacji jest aktem cenzury jest praktycznie niemożliwe, bo zawsze ktoś inny dostanie, choćby dla dobrego wrażenia. Jak się bronić? Cóż, wszelkie pieniądze, które oddajecie państwu przestają być Wasze, więc nie macie najmniejszego wpływu na to kto je dostanie. Pozostają start-upy (finansowanie społeczne) skuteczne pod warunkiem, że coś Wam zostanie gdy swoją działkę zabierze państwo.

Etap drugi to obsadzenie mediów publicznych, nad którymi państwo posiada jeszcze jakąś władzę. Tu zadziała model izraelski. Odpadną już na wstępie niewystarczająco patriotyczni (Cejrowski, Pospieszalski?), za to znajdzie się z pewnością miejsce dla ociekającego wazeliną Karnowskiego i podobnych…. chociaż może nie, Karnowski nawet prezesa zniesmaczył. Dzielni, wierni, zagłaskiwani, patriotyczni, odznaczani i zapraszani. Kasting i kształtowanie trwa (choćby „List gratulacyjny Prezydenta Andrzeja Dudy nadesłany do Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu z okazji VIII Międzynarodowego Kongresu: Katolicy i Sztuka: szanse i zagrożenia” na dobry początek).

Istnieje mały problem. PiS w swoich śmiałych planach nie wzięło pod uwagę zbyt poważnie internetu, który zasadniczo trudno kontrolować. Co jednak zrobiłby PiS bez Władka Putina ikony świata demokratycznego i swobód obywatelskich? W Rosji, również cenzury nie ma, za to każdy kto przyciągnie uwagę więcej jak ok. 3 tys osób musi się zarejestrować i przestrzegać norm ustalonych dla takiego rodzaju działalności. Oczywiście nie chodzi o żadne ograniczanie wolności słowa, a jedynie uporządkowanie statusu blogera czy właściciela portalu, który jako „osoba publiczna” musi czuć pewną odpowiedzialność za to co pisze, bo jak nie wyczuje to.

Tak całkiem na marginesie, jako ciekawostkę historyczną przedstawię Wam punkt 3 z 21 postulatów strajkowych, który udowodni Wam, że nawet w PRL cenzury nie było:
3. Przestrzegać zagwarantowaną w Konstytucji PRL wolność słowa, druku, publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.

cenzur

Advertisements