ZRZESZENIA made in RP

by romskey

Jak zawsze, po ważniejszych wydarzeniach politycznych, powstają w naszym kraju stowarzyszenia, ruchy oporu lub obrony, wirtualne czy niewirtualne i choć organizowanie się jest jak najbardziej pozytywną formą działania, to postępujemy (statystycznie) niejako wbrew własnym oczekiwaniom, planom. Ludzie nie za bardzo chcą się zrzeszać.

Niechęć do angażowania się nie ma jednolitego podłoża i najsensowniej byłoby zapytać każdego niezrzeszonego Polaka o to dlaczego nie zaangażował się by stworzyć pełny obraz przyczyn. Póki co nie dysponujemy takimi danymi, ale dysponujemy danymi o aktywności obywatelskiej (do której nie wiedzieć czemu wliczana jest także działalność w organizacjach religijnych – pewnie dla podbicia statystyk). Opierając się na tych danych, możemy powiedzieć, że obywatelskie zaangażowanie wykazuje (pośrednio lub bezpośrednio) co piąty Polak (20% społeczeństwa), częściej ludzie z wyższym wykształceniem (53%) niż z niższym (31%), kobiety (37%) bardziej niż mężczyźni (31%), a przy tym interesujemy się bardzo ale angażujemy minimalnie. O wiele chętniej wybieramy samodzielne działanie, niż działanie w ramach zorganizowanej, zarejestrowanej struktury. 40% Polaków nie potrafi zdefiniować terminu „organizacja pozarządowa” a zaledwie kilkanaście (13% w roku 2014) procent miało z takową styczność w ciągu roku. Jedyne pocieszenie, a może wręcz odwrotnie – to fakt, że póki co organizacjom pozarządowym ufamy dwukrotnie bardziej niż… rządowi. Odpowiedzi na pytanie o zaufanie do różnych przejawów działalności publicznej przedstawiały się następująco (w 2014): fundacjom ufa: 56% ankietowanych, kościołowi: 53%, stowarzyszeniom: 50%, samorządowi: 44%, rządowi: 22%.

Z pewnością nie brak nam chęci angażowania się i wpływania na kształt otaczającej nas rzeczywistości. Pospolite ruszenie jest bardzo polskim i częstym sposobem aktywowania się, choć w wielu przypadkach zachodzi w myśli mickiewiczowskiego „Ja z synowcem na czele, i? – jakoś to będzie!”, a więc wiąże się z określonymi sromotnymi skutkami. Bardzo chętnie zapisujemy się do licznych inicjatyw np. w Facebooku, choć potem to zaangażowanie przeradza się w sporadyczną emisję memów lub grupy takie stają się praktycznie martwe. Dlaczego tak się dzieje, czy cierpimy na słomiany zapał, dlaczego nie radzimy sobie z etapem „jakoś to będzie”?

Byłem świadkiem powstania i rozkładu kilku ambitnych przedsięwzięć: portale, partia polityczna, stowarzyszenia, grupy w internecie. O ile we wczesnej fazie wywoływały potężny entuzjazm i aktywowały tysiące ludzi, to wystarczał niekiedy nawet rok, by entuzjazm i zaangażowanie spadły do poziomów niskich lub niewykrywalnych i to samo działo się ze skutecznością tychże inicjatyw. Bywało oczywiście, że inicjatywa doświadczała rozkwitu tyle, że po zmianie ideowego profil o 180 stopni a więc związek pomiędzy tzw. mitem założycielskim a późniejszą działalnością łączyła jedynie nazwa.

Przyjrzyjmy się newralgicznym punktom. We wszystkich wymienionych formach działalności najczęściej i bardzo szybko pojawiał się zarzut „nie-reprezentacji” czyli braku demokracji w strukturze. „Zarządy” (pozwólcie na używanie tej ogólnej nazwy) bardzo często uznawały zdobyte poparcie jako akceptację dla zakreślania przez nie wiodących nurtów i poglądów, przyjmowały, że to na nich spoczywa obowiązek tworzenia strategii, wyznaczania kierunków działania, podejmowania wszelkich decyzji. Głośno wyrażane ambicje działania we wspólnocie z czasem przybierały formę rządów autorytarnych, nietransparentnych, działających wg. niejasnych reguł, unikających wszelkich konsultacji, stawiających na posłuszeństwo a nie dialog, traktujących wszystkich wyrażających obiekcje jako przedstawicieli wrogiego, zewnętrznego wpływu. Gdy inicjatywa „wszystkich” stawała się „inicjatywą jednego” i głos zarządów zaczynał znacznie różnić się od głosu uczestników powstawały pęknięcia i taki model trudno uznać za ideał współpracy. Nieodpowiedzialność i nieobliczalność liderów prowadziła nierzadko do nie dostrzegania przez nich skutków, na które narażają sympatyków/zrzeszonych (np. promując siebie lub inicjatywę): szykany w pracy, utrata klientów, wykluczanie ze środowisk, a nawet stworzenie zagrożenia dla ich zdrowia lub życia. Nie zawsze wykształci się „beton” wiernych żołnierzy, gotowych umrzeć za sprawę, zresztą za jaką dokładnie gdy lider jest nieprzewidywalny? Stworzenie w strukturze dystansu do liderów przez samych liderów jest bardzo proste a zaufanie, nadwątlone przez nich zwiększa podatność na zewnętrzne ataki, próby deprecjacji animatorów, uczestników czy samych inicjatyw (wątpliwości rodzą się też w samej strukturze). Budowanie wspólnoty opartej na wzajemnym zaufaniu, zapewnianiu sobie wzajemnie bezpieczeństwa i pomocy nie jest mocną stroną rodzimych przywódców.

Pogoń za sensacją i egzotyczne kierunki Choć wiadomo, że „polityk, który nie przesadza nie jest widoczny, dlatego przesadzają wszyscy”, to granice akceptacji dla tej przesady są różne. Nie jest tajemnicą, że we współczesnym świecie niezbędnymi elementami promocji jest widoczność i stała obecność. Jednak, nasza jakże ciekawa rzeczywistość nie dostarcza nam oczekiwanej ilości sensacji by zapełnić codziennie łamy tematycznego portalu czy dać motyw do działania (np. oporu) ściśle ukierunkowanej organizacji. Liderzy w imię promocji „biorą się za wszystko” i metaforycznie: obrona określonego gatunku zwierząt może bardzo szybko zmienić się w rozpaczliwą obronę wszystkiego co się rusza. Kolorowość polskich partii lub organizacji pod tym względem nie dziwi. Czy za każdą sprawę dająca rozgłos, widoczność lub poparcie należy się brać? Być może takie uwarunkowania stwarza rynek, ale zabieranie głosu w każdej kwestii nie zawsze opłaca się i nie jest zawsze akceptowane przez strukturę.

Brak zaplecza eksperckiego. Grupowanie się w sprzeciwie jest niezwykle proste, jednak proponowanie i wdrażanie rozwiązań wymaga nieco więcej. Obawa liderów o utratę autorytetu i przewodniej roli, prowadziła nierzadko do tworzenia rozwiązań domorosłych, choć z historii polityki znamy przypadki, kiedy do „obsługi” pewnych działań ściągano ekspertów związanych ze skrajnie odmiennych ideologicznie środowisk, co skutkowało swoistym zatruciem finalnego efektu.

Kameleonizm. Ten obszar zasługuje na gromy. Ile razy pod popularnymi i atrakcyjnymi hasłami chowali się ludzie ze skompromitowanych środowisk politycznych, którzy uznawali, że zmiana nazwy jest niemal tym samym co ponowne narodzenie? Równość, wolność, demokracja, prawa dla, informacja. Ludzie, którzy angażowali się, dostrzegali po czasie, że przystępując/współtworząc grupę np. sympatyków racjonalizmu stawali się sympatykami nacjonalizmu, zwolennicy etyki w biznesie dowiadywali się, że są przeciwnikami homoseksualistów, zwolennicy świeckiego państwa w magiczny sposób stawali się dowodem poparcia nawet zagranicznych działań politycznych, militarnych czy gospodarczych.

Można powiedzieć, że Polacy bardzo często przejawiają przywódczą niedojrzałość. Chcą być zarówno liderem jak i członkiem, chca korzystać jednocześnie z praw lidera jak i członka, nie są w stanie zbudować atmosfery współpracy wszystkich uczestników, gubią się w tym o co walczą, za co zdobyli poparcie. Oczywiście, Polak jako „członek zrzeszenia” również jest dość trudnym materiałem i podobnie jak liderzy nie bardzo rozumie czym jest wewnętrzna demokracja, współdziałanie, jaki w ogóle jest zakres działalności inicjatywy, w której uczestniczy – nierzadko członkowie wchodzą w skórę liderów. Zarówno liderów i uczestników cechuje brak odpowiedzialności za siebie, całokształt, za innych i za sprawę. Nie są rzadkością kuriozalne sytuacje, w których wewnętrzne statuty stowarzyszeń skrajnie odbiegają od idei popularyzowanych przez te stowarzyszenia (np. cenzura prowadzona nie wiadomo przez kogo i w imię jakich konkretnych reguł na portalach popularyzujących wartości demokratyczne:)

Podsumujmy:

-brak demokracji w strukturze (brak wewnętrznej komunikacji, umiejętności przeprowadzania konsultacji, moderowania dyskusji, brak poczucia współuczestnictwa członków w wyznaczaniu kierunków działania grupy)
-nieobliczalność i nieodpowiedzialność liderów – w efekcie wywoływanie spadku zaufania, dystansowanie się członków, odchodzenie z grupy.
-niejasność stosowanych norm, reguł, ograniczeń (nierzadko sprzeczna z ideałami/misją grupy)
-autorytaryzm uznawany za jedyną formę utrzymania „ładu i porządku”.
-brak transparentności sprzyjający powstawaniu teorii spiskowych
-wilk w owczej skórze (np. sięganie przez nacjonalistycznych populistów po hasła demokratyczne. Dzięki hasłom antysemickim trudno zdobyć władzę, więc dlaczego nie sięgnąć po hasła demokracji i wolności?).
– nielojalność liderów/zarządów/członków

W Polsce nie wykształciła się tradycja obywatelskiej aktywności. Piętno partyjniactwa czy bycia czyjąś V kolumną wciąż poważnie zniechęca do udziału. Zanim polskie stowarzyszenia i inne inicjatywy stworzyły podwaliny społeczeństwa obywatelskiego, wygenerowały bardzo nieprzyjemną ilość odstręczających patologii. Nierzadko problemem stają się pieniądze (zależność od, brak lub ich rozdział), polskie organizacje toczy również choroba wewnętrznych ambicjonalnych wojenek, które są w stanie przyćmić misję i sens stworzonej struktury. Nie zawsze jest jasne „o co walczymy” co skutkuje powstawaniem lewicowych prawic, czy konserwatywnych postępowców.
Czy cierpimy na deficyt przywódców z prawdziwego zdarzenia? Myślę, że nie. To raczej liderzy mają problem z poskramianiem własnych ułańskich fantazji, samookreśleniem czyli rozumieniem swojej roli, egzekwowaniem wewnętrznych ale akceptowanych przez ogół reguł, brakuje im umiejętności prowadzenia dialogu, przekonywania i uzasadniania racji. Liderzy nierzadko dopuszczają się działań całkowicie samodzielnych, gdy odpowiedzialność za nie spada na cały ruch. Często liderzy i uczestnicy – bardzo indywidualnie rozumieją sens idei i haseł pod którymi występują, na które powołują się, o które walczą.

-Dlaczego chcesz się przyłączyć?
-Czy rozumiesz wokół jakich idei czy programu skupiamy się?
-Czy zgadzasz się z regulaminem/statutem, czy w ogóle go znasz?
-Co wiesz o organizatorze?
-W jakim zakresie chcesz wesprzeć inicjatywę?

Tych pytań nie warto unikać. Już nawet (paradoks) ISIS ankietuje zainteresowanych współpracą o to co lubią, jak spędzają wolny czas, czym się interesują, w czym są dobrzy. To wszystko ma znaczenie dla tworzenia struktury scalonej czymś więcej niż podpisem czy kliknięciem „dołącz”. Ludzie zaczynają spędzać razem czas, pomagają sobie, buduje się realna więź i współuczestnictwo, współpraca, wspólnota. Uczestnicy nie stają się bezimienną magmą.

org

Reklamy