JACY NARODOWCY???

by romskey

Zasadniczo, zawsze wprawiało mnie w wesoły nastrój spajanie idei narodowej i kościelnej. Jak świat światem, komunikacja pomiędzy nacjonalistami a religijnymi fanatykami miała charakter dość chropowaty o ile nie kończyła się wzajemną, regularną rzezią. Oba nurty rościły pretensje do sprawowania władzy a jak wiadomo władza nie lubi się dzielić.
Jedną z kluczowych cech nacjonalizmu jest uznawanie wyłącznie władzy „stąd”, sprawowanej przez ludzi „stąd”, w okolicznościach posiadania przez ludzi „stąd” wszelkiego miejscowego (narodowego) kapitału, przemysłu, usług. itd. – czyli w myśl założenia pt. „Tylko sami najlepiej zadbamy o siebie, swoje rodziny i nasze zbiorowe (narodowe) interesy”.
Niepodległość oraz suwerenność są kamieniami węgielnymi ideologii narodowej, dlatego trudno w niej szukać zgody na sytuację, w której np. „Polak w Polsce odrabia pańszczyznę w majątku kościelnym podlegającym realnie zwierzchnictwu Watykanu (obcego państwa) i przynoszącym obcemu państwu korzyść”. Sprzeczność interesów narodowych i kościelnych dostrzegano na całym świecie co skutkowało na ogół sekularyzacją, która różniła się do współcześnie uznawanej definicji tym, że oznaczała również „przejmowanie majątku, urzędów lub innych sfer życia publicznego od władzy lub kontroli kościelnej na rzecz władz świeckich„. Ustalając właściwą hierarchię wartości, wg. polskiego nacjonalisty fraza „Bóg, Honor, Ojczyzna” brzmiałaby „Ojczyzna, Honor (lojalność wobec ojczyzny i narodu) i ewentualnie Bóg jako dodatek związany z zagospodarowaniem potrzeb duchowych w przypadku braku rodzimych kultów”.

Gdy wspomnimy o tradycji chrześcijańskiej (internacjonalnej), w najmniejszym stopniu mówimy o tradycji polskiej, niemieckiej czy szwedzkiej. Znamy szereg historycznych faktów niszczenia (szczególnie przez kościół katolicki) miejscowych tradycji, kultury, wierzeń. Pojawienie się w Europie tzw. „tradycji katolickiej”, było przedłużeniem kolonialnej polityki Rzymu. Państwa Europy nie stawały się wolnymi, niepodległymi i suwerennymi państwami a jedynie pół-autonomicznymi prowincjami ‚zreformowanego religijnie’cesarstwa, w których rodzime kulty, kultury, prawa, zwyczaje, tradycje miały ulec unicestwieniu. Czy narodowca nie powinno zastanowić to, że jego króla namaszczał i mianował ktoś z zewnątrz, ktoś kto dyktował mu jakieś warunki, rościł sobie pretensje do jego ziemi a do tego ściągał z niego haracz? Powinno. Skandale w łonie kościoła ujawnione przez m.in. M.Lutra uruchomiły przełom. „Zachodnia Europa” w ramach reformacji uwolniła się od papiestwa i mało kto dziś jest w stanie zaprzeczyć temu, że zachodził ów proces w atmosferze narodowo-niepodległościowych zrywów. Rodząca się idea narodowa okazała się w owych czasach jedyną skuteczną siłą mogącą przeciwstawić się umacnianej setki lat sile kościoła ( inkwizycja – o czym zdarzało się mi już wspomnieć – wygasła nie z powodu pojawiania się wyrzutów sumienia inkwizytorów ale z powodu niechęci europejskich monarchów do podziału władzy i autorytetu, a więc istnienia dwóch wymiarów sprawiedliwości – państwowego oraz kościelnego).

Weźmy bardziej współczesne problemy takie jak aborcja, eutanazja, antykoncepcja, in-vitro. Czy promotorzy zakazów zabiegają o interesy kościelnej instytucji mającej swoje centrum w Watykanie czy interesy swoich najbliższych, bliskich, sąsiadów, współplemieńców (członków ich narodu i samego państwa)? Dla wielu ta różnica jest mętna, choć i ją można dość prosto zilustrować: Polak może być katolikiem, ale zdecydowana mniejszość katolików na mapie świata to Polacy – działanie w katolickim interesie nie jest tym samym co działanie w interesie polskim czy Polaków. Zakusy wprowadzania religijnego dyktatu do prawa państwowego a więc ambicje odbierania wolności rodakom w imię zewnętrznych reguł nie powinno zmieścić się w sumieniu żadnego narodowca. Tu warto przypomnieć o tym, że o kształt tego sumienia zabiegali również komuniści, którzy kościelny model kształtowania sumień chcieli zastąpić nowym, przymusowym sumieniem komunistycznym – czyli praktycznie „na odwyrtkę” (z życia Pawlika Morozowa: zakapuj tatę kułackiego spiskowca). O ile polskim tzw. „narodowcom” bezbłędnie udaje się demaskować komunistyczne ambicje wpływania na polską niepodległość i suwerenność, to zupełnie nie radzą sobie z odkrywaniem podobnego wpływu z opisanej w tekście strony. Nic dziwnego, każda polska organizacja nacjonalistyczna zaczyna swój dzień od mszy w kościele, więc kto wie, czy nie zrodziły się te ruchy w samej zakrystii?

polskiewojsko
(zdj:polskieradio.pl)

Reklamy