PRZYKAZANIE I – NIE BÓJCIE SIĘ NIGDY

by romskey

Enty raz zabieram się za pisanie (choćby dla znaku życia), ale jakieś poczucie niekorzystności czasu, miejsca, braku jasnych odpowiedzi blokuje kliknięcie przycisku „opublikuj”. Wynik wyborów zainfekował umysły wielu trudną do opisania traumą – „traumą prewencyjną”, bo niemającą konkretnego związku z rzeczywistością. Nie przypuszczałem, że tzw. „straszenie pisem” zadziała właśnie w ten właśnie sposób. Nic jeszcze nie wydarzyło się, a ludzie zdają się nerwowo rozglądać za jakąś ciemną piwnicą z dobrym zamkiem, aby chronić się, schować, przetrwać rozszalałą grozę.
Stres, bezsenność dopadły już w pierwszych dniach a jednocześnie ta pokusa… pokusa poszukiwania uzasadnień dla własnych lęków: „Zwolniono lekarza d/s medycznej marihuany – PIS!”, „3 x veto”, „PiS uderzy w przedsiębiorców!”, „Zaczęło się” – przygnębia to przekraczanie świata fikcji.
W polityce, strach przed wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym konsoliduje szyki, ale co, gdy władza korzystająca ze strachu upada? Ludzie stają się szeregowcami, których dowódca zginął trafiony kulą – bezbronni, przerażeni, bezsilni i w rozsypce.
Po wyborach prezydenckich, chyba szczerze zatroskany S.Niesiołowski stwierdził w TVN24: „Ludzie (moi wyborcy) pytają o to co dalej, no…. boją się PiSu”.
Brzmiało poważnie, choć zadałem sobie wówczas pytanie: „To po kiego diabła było tak tym pisem straszyć?”.
Gdy ludzie boją się tego co ma rzekomo i dopiero nastąpić a nie realnego, fizycznego, obecnego tu i teraz zagrożenia, to zdecydowanie coś nie gra. Nie gra nawet wtedy, gdy logicznie zakładamy, że dokona się powtórka IVRP z lat 2005-2007 (patrz. syndrom generalski – zakładanie, że każda kolejna bitwa czy wojna będzie taka jak poprzednia – nie będzie).

Przez ostatnie lata starałem się nie ogłuchnąć i nie oślepnąć, dzięki czemu dostrzegałem metamorfozę zarówno skrajnej-prawicy jak i PiS. Zauważałem jak zmieniają argumenty, jak czynią je racjonalnymi, logicznymi, jak silnie chcą oddziaływać na tę umiarkowaną/neutralną część społeczeństwa. Zapieranie się nazizmu, rasizmu, ksenofobii, antysemityzmu, odwoływanie się do tęsknoty za patriotyczną tożsamością, empatii, demokracji… Przeciwko tej zmianie media zwane reżimowymi wyłuskując z medialnego chaosu co soczystsze kąski wytoczyły najcięższą artylerię: „Naziści, brunatna zaraza podnosi łeb! Hitleryzm wraca!”.
Zestawienie tych zarzutów z oficjalnie wyrażanymi poglądami tzw. „prawicy” (np. na wiecach) wywoływało poważny dysonans i nie trudno było dojść do wniosku, że „coś ten reżim jednak kłamie i chyba straszy nieco”. I niechby nawet tzw. „media reżimowe” miały rację, gdyż wiedzą co za tą prospołeczną fasadą kryje się – to jednak w naszej prawnej rzeczywistości nie można kogoś oskarżyć i skazać za to, że podejrzewamy go o złe intencje – takie skazania zdarzały się w tej mniej miło wspominanej historii.

Po co było budzić ten lęk? Dla zachowania władzy jedynie?
Teraz, w jakimś sensie znajdujemy się w pułapce własnych reguł: musimy wystraszeni czekać na gwałt, który ma nastąpić ale nie możemy nic zrobić do póki nie nastąpi. Czasem przemyka przez myśl by przeciwdziałać prewencyjnie – zapominając przy tym, że dzięki wyznawanym regułom odróżniamy się od tych, którzy skazują bez sądu, bez uczciwego procesu, bez prawa do adwokata, bez domniemania niewinności, na podstawie podejrzeń lub dowodu do którego trzeba dopasować winnego.

Strach jest narzędziem kontroli. Powiecie: „slogan”, ale strach nie sprawia, że ktoś dzięki niemu przejmuje władzę nad cudzymi umysłami i działaniami. Mówiąc dokładniej – ktoś tę kontrolę już przejął wcześniej, wywołując strach, potrafiąc zastraszyć. Zaufano mu. Oddano mu własną wolność osądów, władztwo wnętrz: myśli, emocji. Jak z zapachem wanilii po wejściu do sklepu. Rozumiecie? Nie chodzi o to, że gdy kogoś zastraszymy to uczynimy zeń bezwolnego robota, że wykona dla nas pracę, którą mu zlecimy (taka opcja zadziała tylko, gdy będziemy czuć chłód lufy broni na skroni). Posiadanie kontroli to coś więcej, to umiejętność wnikania w umysły, w światy emocji – o zgrozo przy pełnej zgodzie i akceptacji ze strony kontrolowanego. Potem – bez chłodu lufy przy skroni, sami z siebie wypatrujemy z niecierpliwością jakiejś zbrodni, afery, przekrętu.
I nie ma znaczenia gdy nawet to sobie uświadomimy i czując zapach wanilii wchodząc do sklepu pomyślimy: „Ha! Nie na nas te sztuczki, nie kupimy nic!”. Nasz mózg już nastawił się na nagrodę i na nic analiza (uświadomienie), gdyż nie kupując nic poczujemy dziwny do uzasadnienia zawód.

Gdybym miał kiedyś schodzić z góry Synaj i przekazać Wam jakieś przykazania, to jednym z nich byłoby „Nie bójcie się nigdy”. Być może takie przykazanie (z sensownym uzasadnieniem) istniało, tylko, że Mojżeszowi te pierwsze tablice stłukły się, a przykazania które odtworzył były już nieco inne, przygotowane dla kontrolowania zwyczajnie naiwnych ludzi (tak ponoć wg. Olgi Tokarczuk uważali frankiści i dlatego za punkt honoru czy świadectwo własnej wiary uznawali łamanie przykazań, by powrócić do tych pierwszych, realnie bożych, wolnych, liberalnych, ludzkich).

9-Ways-To-Take-Control-Of-Your-Fears

(graf:freedomfastlane.com)

Reklamy