Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Październik, 2015

PRZYKAZANIE I – NIE BÓJCIE SIĘ NIGDY

Enty raz zabieram się za pisanie (choćby dla znaku życia), ale jakieś poczucie niekorzystności czasu, miejsca, braku jasnych odpowiedzi blokuje kliknięcie przycisku „opublikuj”. Wynik wyborów zainfekował umysły wielu trudną do opisania traumą, gdyż „traumą prewencyjną” – nie mającą konkretnego związku z rzeczywistością. Nie przypuszczałem, że tzw. „straszenie pisem” zadziała w ten właśnie sposób. Nic jeszcze nie wydarzyło się, a ludzie zdają się nerwowo rozglądać za jakąś ciemną piwnicą z dobrym zamkiem, aby chronić się, schować się, by przetrwać rozszalałą grozę. Stres, bezsenność dopadły wielu w pierwszych dniach a jednocześnie ta pokusa… pokusa poszukiwania uzasadnień dla własnych lęków: „Zwolniono lekarza d/s medycznej marihuany – PIS!”, „3 x veto”, „PiS uderzy w przedsiębiorców!”, „Zaczęło się”. Przygnębia to przekraczanie świata fikcji. Ot, skutek propagandy stresu. Przy sprawowaniu władzy owszem, strach przed wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym konsoliduje szyki, ale gdy władza upada? Ludzie stają się opanowanymi panicznym lękiem i niepewnością szeregowcami, których dowódca zginął trafiony kulą – bezbronni, przerażeni, bezsilni, w rozsypce.
Po wyborach prezydenckich, chyba szczerze zatroskany S.Niesiołowski stwierdził w TVN24: „Ludzie (moi wyborcy) pytają o to co dalej, no boją się PiSu”. Brzmiało poważnie, choć zadałem sobie wówczas pytanie: „To po kiego diabła było tak tym pisem straszyć?”. Gdy ludzie boją się tego co ma rzekomo nastąpić a nie realnego, fizycznego, obecnego tu i teraz zagrożenia, to zdecydowanie coś nie gra. Nie gra nawet wtedy, gdy zakładamy, że dokona się powtórka IVRP z lat 2005-2007 (patrz. syndrom generalski – zakładanie, że każda kolejna bitwa czy wojna będzie taka jak poprzednia). Strach nie ma wpływu na przyszłe wydarzenia a może prowokować.
Przez ostatnie lata starałem się nie ogłuchnąć i nie oślepnąć, dzięki czemu dostrzegałem metamorfozę zarówno skrajnej-prawicy jak i PiS. Zauważałem jak zmieniają argumenty, jak czynią je racjonalnymi, logicznymi, jak silnie chcą oddziaływać na tę umiarkowaną/neutralną część społeczeństwa. Zapieranie się nazizmu, rasizmu, ksenofobii, antysemityzmu, odwoływanie się do tęsknoty za patriotyczną tożsamością, empatii, demokracji… Przeciwko tej zmianie media zwane reżimowymi wyłuskując z medialnego chaosu co soczystsze kąski wytoczyły najcięższą artylerię: „Naziści, brunatna zaraza podnosi łeb! Hitleryzm wraca!”. Zestawienie tych zarzutów z oficjalnie wyrażanymi poglądami tzw. „prawicy” (np. na wiecach) wywoływało poważny dysonans i nie trudno było dojść do wniosku, że „reżim jednak kłamie i straszy”. Niechby nawet tzw. „media reżimowe” miały rację, gdyż wiedzą co za tą prospołeczną fasadą kryje się, nawet gdy mają rację – to jednak w naszej prawnej rzeczywistości nie można kogoś oskarżyć i skazać za to, że podejrzewamy go o złe intencje – takie skazania zdarzały się w ZSRR lub III Rzeszy. Po co więc budzić ten lęk? Dla zachowania władzy jedynie?
Wiem, w jakimś sensie znajdujemy się w pułapce własnych zasad. Musimy czekać na gwałt, nawet gdy wychodzący z ZK przestępca obiecuje, że będzie nadal gwałcił (można nim postraszyć w wiadomościach z koniecznym pominięciem tego gdzie taki przestępca trafi, bo gdy zdradzimy, że wyrusza do Koziej Wólki to Warszawa odetchnie z ulgą i uzna, że problem jej nie dotyczy – niech więc boją się wszyscy bo z tego jest zysk). Zapominamy, że dzięki tym zasadom odróżniamy się od tych, którzy skazują bez sądu, bez uczciwego procesu, bez prawa do adwokata, bez domniemania niewinności, na podstawie podejrzeń lub dowodu do którego trzeba dopasować winnego.

Strach jest narzędziem kontroli. Powiecie: „slogan”. To prawda. Strach nie sprawia, że ktoś przejmuje władzę nad cudzymi umysłami i działaniami. Mówiąc dokładniej – ktoś tę kontrolę już przejął wywołując strach. Przestaliście być wolni, przestaliście być panami własnych wnętrz, osądów, rozumu, emocji. Jak z zapachem wanilii po wejściu do sklepu. Rozumiecie? Nie chodzi o to, że gdy kogoś zastraszymy to uczynimy zeń bezwolnego robota, że wykona dla nas pracę, którą mu zlecimy. Posiadanie kontroli to umiejętność wnikania w nasze umysły, w światy naszych emocji – o zgrozo, sami to zło pomagamy wpuszczać do swoich dusz wypatrując z niecierpliwością jakiejś nowej zbrodni, afery, przekrętu. Gdy poczujemy zapach chleba czy wanilii wchodząc do sklepu, nie ma znaczenia, to że pomyślimy: „Ha! Nie na nas te sztuczki, nie kupimy nic!”. Nasz mózg nastawił się już na nagrodę gdyż zapach dotarł szybciej do „centrum zarządzania umysłem” (tzw. „mózgu gada”) niż późniejsza analiza i nie kupując nic możemy poczuć dziwny do uzasadnienia zawód. Strach infekujący ludzkie wnętrze działa podobnie. Gdy już tam jest, można go wykorzystać, powiedzieć „Nie lękajcie się”…. i tak upadła m.in. komuna. Być może to skomplikowane o czym piszę, ale bardzo się staram. Wzmóżmy lęk wobec muzułmanów, bójmy się ich, niech napawają nas przerażeniem, miejmy świadomość, że są tuż za naszymi drzwiami, emocje sięgają zenitu i ktoś mówi nagle do zjednoczonego strachem tłumu: „Nie lękajcie się” a tłum usłyszy „weźcie noże i zniszczcie zło!”. Historie pogromów są historiami uwolnionych lęków – jak okazuje się niemal zawsze fałszywych. Tłum mordował nawet dzieci, mając przeświadczenie, że zwalcza elementy zagrażającego mu zła. Strach obecnie ma wymiar wyborczy, nie ma prowadzić do pogromów lecz do urn (jak sądzicie, czy „antyislamizm” w okolicznościach 0,3% cudzoziemców w Polsce miał wpływ na wynik wyborów?!), choć czy można mieć pewność? Oczywiście nie opisałem wszelkich korzyści płynących ze strachu (np. w negocjacjach: gdy nie zgodzisz się na moje warunki, to gdy wyjdziesz na ulicę tłum cię zlinczuje).

Gdybym miał kiedyś schodzić z góry Synaj i przekazać Wam jakieś przykazania, to jednym z nich byłoby „Nie bójcie się nigdy”. Być może takie przykazanie (z sensownym uzasadnieniem) istniało, tylko, że Mojżeszowi te pierwsze tablice stłukły się, a przykazania które odtworzył były już nieco inne, przygotowane dla kontrolowania zwyczajnie naiwnych ludzi (tak ponoć wg. Olgi Tokarczuk uważali frankiści i dlatego za punkt honoru czy świadectwo własnej wiary uznawali łamanie przykazań, by powrócić do tych pierwszych, realnie bożych, wolnych, liberalnych, ludzkich).

9-Ways-To-Take-Control-Of-Your-Fears

(graf:freedomfastlane.com)

KSIĘGI OLGI TOKARCZUK

Pierwsza kwestia: Książka
„Księgi Jakubowe” to grube jak cegła tomisko (powstawało 6 lat) opowiadające nigdy głośną historię Jakuba Lejbowicza Franka, „założyciela” ruchu frankistów – kontrowersyjnej, religijnej grupy żydowskiej. Nie interesuje mnie ten temat na tyle bym wyrwał czas na czytanie, choć z dwugodzinnego spotkania z autorką wiem, że dla badaczy lub zwyczajnie zainteresowanych, książka może być bogatym o ile nie najbogatszym źródłem wiedzy nie tylko o frankistach ale i realiach sprzed kilkuset lat na naszych, nie zawsze naszych i nie tylko naszych ziemiach.

Druga kwestia: Wypowiedź
Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów” – powiedziała Olga Tokarczuk.

Podstawowa teza jest fałszywa. Wiedza o tym, że robiliśmy straszne rzeczy nie jest wiedzą tajemną i nie odnoszę wrażenia, że wymyślono jakąś inną historię. Oskarżanie o fałszerstwo ma sens gdy ktoś zaprzecza temu, że było Jedwabne czy Pogrom Kielecki, lub twierdzi, że Żydzi w Polsce (i na okupowanych terenach Polski) przez wieki mieli jak u mamy. Nie było tak. Polacy wyrządzali szkodę nie tylko Żydom ale Ukraińcom, Cyganom. Skala? – tu jest już pole do dyskusji, bo czy nasz morderczy dorobek można zrównać słowem „morderca” z niemieckim, rosyjskim lub ukraińskim i czy nie wymaga choćby podstawowego „stopniowania”? Wyczuwam w stawianiu tej kwestii przez panią Olgę Tokarczuk w sposób, w który uczynił to niedawno dyr. FBI, bardziej wywoływanie poczucia winy niż potrzebę zrozumienia. To jest rodzaj dyktatu moralnego a nie głos pomocny w dociekaniu prawdy, rekonstrukcji pełnego obrazu lub mający na celu zbudowanie nowych mostów czy umocnienie pozytywnych relacji.

Hejt – jest tej samej próby co w przypadku wypowiedzi dyr. FBI czy innych podobnych wystąpień. Czy nie warto dostrzec tego, że takie masowe oskarżanie/prowokowanie ludzi, którzy mają problem z poczuciem dumy, którzy czują, że tracą własną tożsamość, którzy chcą odnajdować w historii wzory i autorytety spotka się z negatywną reakcją? Przyznam się, w pierwszej chwili myślałem, że Księgi Jakubowe są o Polakach, którzy palą Żydów w Auschwitz po uprzednim schwytaniu ich i pobiciu na ulicach. Okazało się, że atak dotyczy nie książki a wypowiedzi prawdopodobnie emocjonalnej i przez co nie całkiem fortunnej i mam ogromną nadzieję, że nie komercyjnej.

Nie mam ochoty setny raz wyjaśniać, że zrozumienie mechanizmu „skutku i przyczyny” nie jest usprawiedliwianiem hejterów, gwałcicieli czy zamachowców, których powinno spotkać nieuchronnie to co przewidziało prawo na takie przypadki. Zwracam uwagę na to, że istnieje zależność i ktoś powinien być tu mądrzejszy. Ile razy można wchodzić do tej samej rzeki? Jakiego skutku powinniśmy oczekiwać gdy każdą rozmowę z wierzącymi zaczniemy słowami „BOGA NIE MA” lub „BÓG TO SZMATA”?

ort

ciąg dalszy nastąpił:

Olga Tokarczuk po fakcie wydała oświadczenie. Czytamy w nim m.in. „Wszyscy też wiemy, że obok mnóstwa przykładów bohaterstwa Polaków w czasie wojny, było wiele przypadków obojętności, a także przemocy indywidualnej i zbiorowej, które prowadziły do śmierci ofiar.”. Jakże inne słowa od tych, które wywołały burzę.