ASYMILACJA – BĘDZIE WOJNA?

by romskey

Po przeczytaniu stu tysięcy artykułów spisanych przez zwykłych ludzi, którzy wyrażali swoje opinie na temat szans asymilacji uznałem, że to nie jest właściwy sposób dowiedzenia się czegokolwiek. Nie tylko zacząłem odsiewać źródła w jakiś sposób (statystycznie) udokumentowane, to zacząłem również zwracać uwagę na kompetencje autorów. Dziś siadam do pisania i zastanawiam się nad tym czy sam posiadam kompetencje? Odpowiadam sobie i Wam: Nie posiadam żadnych kompetencji. Nigdy nie zajmowałem się asymilowaniem cudzoziemców i nie mam w tym żadnego doświadczenia. Jednak nie widzę żadnego problemu by podzielić się z Wami tym co uzyskałem i uporządkowałem.

Asymilacja

Asymilację traktujemy różnorodnie. Dla jednych asymilacją byłoby to, gdyby wszyscy zainteresowani zasymilowaniem stali się rzymskimi katolikami (nazwijmy ten rodzaj asymilacją religijną). Dla drugich asymilacja to przestrzeganie norm kulturowych nieregulowanych prawem, a więc kwestii dotyczących stroju, podziału ról płci w rodzinach, pracy itd., itp. (asymilacja kulturowa). Ostatni – moim zdaniem – najważniejszy typ asymilacji to „asymilacja prawna” czyli – mówiąc najprościej – podporządkowanie się panującemu prawu i obowiązkom (np. edukacja).
Praktycznie, możemy zabiegać tylko o ten trzeci typ asymilacji, gdyż dwa poprzednie są kwestią całkowitej dowolności, którą gwarantuje konstytucja. Będąc mniejszością mamy prawo do używania własnego języka, praktykowania własnych wierzeń, kultury, modelu wychowywania dzieci, kojarzenia małżeństw. Nie istnieje żaden warunek zmuszający nas do przyjęcia powszechnej religii czy norm kulturowych. O ile nasze wierzenia i kultura nie wchodzą w kolizję z prawem – mamy pełną sposobność ich praktykowania.
Jak nietrudno zauważyć, konsekwencją tego stanu rzeczy jest to, że skoro w społecznym odbiorze „asymilacja” ma kilka (przynajmniej trzy) oblicza, nigdy nie dokona się „asymilacja pełna” – powszechnie akceptowana. Pozory „pełnej asymilacji” dawały wyłącznie systemy totalitarne, w których społeczeństwo było wdziewane w jednolite drelichy lub mundury i czyniono starania o to by nawet myśli były identyczne.

Z dystansu

Proponuję Wam spojrzenie na kwestię asymilacji z dystansu, perspektywy relacji i asymilacji uchodźców z uchodźcami, gdyż tylko pozornie stanowią jednolitą grupę. W obozach przejściowych dokonuje się całkowicie naturalna segregacja etniczna, narodowa, kulturowa bądź rasowa. Naturalność ta wynika z najprostszych przyczyn – tylko w kręgu danej nacji czy kultury zachodzi możliwość bezproblemowego porozumiewania się, stosowania „bez ryzyka” utartych w danej kulturze zachowań. Siłą rzeczy między grupami dochodzi do napięć, neutralności lub sojuszy, które są skutkiem odradzania się wyniesionych z miejsc pochodzenia stereotypów, sympatii, uprzedzeń. Zadajmy sobie pytanie:

Czy jesteśmy w stanie zasymilować uchodźców z uchodźcami, po to by znaleźć odpowiedź na pytanie o asymilację (jej możliwość) z „nami”?

Jak świat światem, narzędziami trwałego spajania różnorodnych (podbitych) kultur było siłowe narzucenie im jednolitej religii, języka, prawa. Niejednokrotnie towarzyszyły temu procesowi polityczne intrygi polegające na rozmyślnym antagonizowaniu różnych grup (wyznaczanie wspólnego wroga) by łączyć inne, itd. Samoistna asymilacja praktycznie nigdy nie miała miejsca lub nie dawała żadnych gwarancji trwałości, choć warto wspomnieć, że siłowe asymilowanie miało zawsze ten brzemienny skutek, że gdy siła słabła odradzały się indywidualizmy kultur, ich duch narodowy, co prowadziło m.in. do powstań, separatystycznych rebelii. Musimy poszukiwać czegoś pośrodku.

Jakie błędy możemy popełnić:
-asymilacji uchodźców z uchodźcami nie wesprze podsycanie panujących w obozach antagonizmów, wzajemnych niechęci, nienawiści – to prosta droga do wywołania niekontrolowanej eksplozji i nieprzewidywalnych skutków.
-nie pomoże zachęcanie uchodźców do zawierania małżeństw z innymi uchodźcami w ramach rozruszania genetycznego ich „populacji”, promocji „multi-kulti” (czy podobnych argumentów) – takie działanie uznane zostaną za nienaturalne a do tego przeszkodą będą choćby bariery językowe.

Działając zgodnie z prawem i „duchem naszych wartości” nie możemy użyć siły i jak onegdaj zmusić różnych (podbitych) kultur do przejścia na chrześcijaństwo, uznania boskości cezara czy pod karą śmierci zmusić do jednolitego ubierania  i posługiwania jednym językiem. Gdyby za sprawą magicznej sztuczki udałoby się nam stworzyć z „uchodźców” jednolitą grupę to okazałoby się, że problemem jest sama Europa(!). Dostosowanie, asymilacja z Polakami czy Węgrami nie oznacza tego samego co asymilacja z Francuzami, Brytyjczykami czy Niemcami. „Kultura Europejska” jest pojęciem elastycznym by nie powiedzieć umykającym definicjom. UE jest unią wielu różnorodnych narodów i państw, różnorodnych światów kulturowych, którym zagwarantowano niezależność i suwerenność. Tym co potencjalnie spaja UE jest wyłącznie prawo, kilka umów międzynarodowych, gospodarcze powiązania i sentyment do garniturów. Czy można zasymilować się z „europejskim kręgiem kulturowym” jako całością, gdy ów sam krąg nie jest sam wewnętrznie zasymilowany? Czy np. istnieje język europejski?

Czego zabrakło i mroczna analogia

Większość uchodźców nie zadała sobie pytań: który kraj wybrać, w którym kraju chcę żyć, w którym kraju panują prawo i normy z którymi chcę się utożsamić zachowując jednocześnie jakiś fragment własnej tożsamości? Można powiedzieć, że Europa została potraktowana jak wieki temu USA (nowa ziemia), kiedy nikła część emigrantów miała w ogóle jakieś pojęcie o ustroju docelowego kraju. Większość kierowała się marzeniem o świecie, w którym panuje wolność, w którym ziemia jest do wzięcia. W USA osiedliło się… kilkadziesiąt milionów Europejczyków i nie mniejsza liczba Azjatów. Po przejściu badan lekarskich imigranci mogli wyruszyć w dowolnym kierunku, co kończyło się nierzadko w emigranckich gettach, przeradzających się w slumsy, gdy lokalny przemysł okazywał się nie być w stanie zatrudnić wszystkich potrzebujących.
Chcąc stać się obywatelem USA, należało spełnić kilka warunków, nauczyć się j. angielskiego, oczekiwano m.in. szacunku dla flagi. Wraz z rosnącym napływem imigrantów wprowadzano kwoty (150 tys. rocznie od roku 1926), nieco później wprowadzono pewne udogodnienia dla imigrantów wojennych. Ta praktycznie nieposkromiona pierwotnie fala przyniosła owoce w postaci „nurtów filozoficznych” w społeczeństwie, które stały się natchnieniem m.in. dla A.Hitlera. W S.Zjednoczonych sytuacja była o tyle ciekawa, że np. Irlandczykom przeszkadzał niekontrolowany napływ Żydów, Anglikom przybyszów z Europy Wschodniej (ci zbyt mocno pachnieli komunizmem), do tego „południowcy” wciąż nie mogli pogodzić się z problemem wyzwolonych czarnoskórych, którzy już tam byli i których samodzielnie południowcy sprowadzili. Analogie są naprawdę ciekawe. Wojna przyniosła rozwiązanie. Nie tylko ruszył przemysł, ale można było także (mówiąc brutalnie)  pozbyć się części populacji w walkach z III Rzeszą.

Czy doświadczenia USA mogą nam pomóc rozwiązać obecny problem? Czy będzie to wojna z ISIS i wyszkolenie żołnierzy, którzy będą mogli odzyskać swoje kraje? Dziś brzmi to dość abstrakcyjnie, ale historia jest pełna niespodzianek. Mnie też szkoda. Jeżeli przyjmiemy taki scenariusz, okaże się bardzo istotne to, jak potraktujemy naszych gości, którzy może zechcą coś z naszej kultury zaszczepić u siebie? Jedno jest pewne: Europa nie powiększy się geograficznie, chociaż…. przyjęcie Turcji, Izraela, Tunezji do UE, jest jakąś futurystyczną wizją. Co na to Putin?

aisi

Reklamy