Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Wrzesień, 2015

PROWOKACJE

I
– Dobry muzułmanin nie musi być fundamentalistą, tak jak nie każdy żyd czy katolik musi ściśle stosować się np. do zalecenia ukamienowania nieposłusznego i krnąbrnego syna (Leviticus – Kapłańska – 20:9). Muzułmanin może w swoim postępowaniu naśladować proroka Mahometa, który np. nigdy nie uderzył kobiety.

Powyższy argument przytaczają umiarkowani przedstawiciele islamu, jako odpowiedź na cytowaną przez oponentów surę 4:34 (wg. Bielawskiego): „Mężczyźni stoją nad kobietami ze względu na to, że Bóg dał wyższość jednym nad drugimi, i ze względu na to, że oni rozdają ze swojego majątku. Przeto cnotliwe kobiety są pokorne i zachowują w skrytości to, co zachował Bóg. I napominajcie te, których nieposłuszeństwa się boicie, pozostawiajcie je w łożach i bijcie je! A jeśli są wam posłuszne, to starajcie się nie stosować do nich przymusu. Zaprawdę, Bóg jest wzniosły, wielki!”

Oponenci nie ustępują w wysiłkach. Jako kontrargument przywołują także zdarzenie, w którym Mahomet zlecił zabójstwo ulicznej poetki ‚Asmy’ Bint Marwan a więc nie tylko kobiety ale artystki. Wedle dostępnych źródeł, Asma’ Bint Marwa w swoich wierszach publicznie nie tylko publicznie krytykowała i beształa tych, którzy przechodzili na islam ale pytała również, czy ktoś nie powinien powstać, by go (Mahometa) powstrzymać? (część badaczy tematu mówi wprost o podżeganiu do zabicia proroka). Można zauważyć, że nawet gdy Mahomet budował swoje zaplecze mordując oponentów wobec czego ‚Asma’ Bint Marwan wyrażała sprzeciw, to czy jest najlepszą kandydatką na ikonę wolności słowa i sztuki, praw kobiet czy dowodem na antyfeminizm Mahometa? W obiektywnym ujęciu, ‚Asma’ Bint Marwan była aktywnie działającym politykiem z wyrazistymi ambicjami, a skoro tak, to kwestia płci lub wykonywanej profesji miała tu znaczenie drugorzędne – stała się celem nie ze względu na płeć czy „zawód” lecz działalność. Co istotne, opis zdarzenia zapisany jest w hadisach (opowieściach o życiu Mahometa) a nie Koranie. Wiele z hadisów z uwagi na ustny przekaz zostało uznanych przez muzułmańskich uczonych za niewiarygodne (tzw. fałszywe hadisy, które tworzono na lokalne potrzeby plemion, przywódców). Przytoczony hadis, również jest kwestionowany.

II
Muzułmanom zarzuca się pochwałę pedofilii, skoro Koran zezwala na ślub z 6-latką. Umiarkowani muzułmanie odpowiadają pytaniem:
– Ale czy my to robimy? Czy zezwolenie jest nakazem? Czy znasz muzułmanina, który poślubił i wykorzystał 6-latkę?

Tu oponenci przytaczają opisy gwałtów dokonywanych na nieletnich przez emigrantów z krajów, w których islam jest religią powszechną, choć na ile religijnie uformowane rodzinne relacje można wiązać z gwałtem na nieznanej, nieletniej osobie lub na ile taki fakt można łączyć z zaleceniami Koranu pozostawiam już Waszym indywidualnym rozważaniom.

Groźne umiarkowanie

Istnieją środowiska, które zdają się bać bardziej umiarkowanego islamu niż radykalnych lub fundamentalnych jego odłamów. Działalność radykałów jest argumentem samym w sobie i pasuje do z góry założonej tezy, gdy umiarkowani muzułmanie, są w stanie zniweczyć cały wysiłek włożony w budowę nienawiści wobec ogółu wyznawców. Bardzo wygodnym narzędziem staje się w takich przypadkach PROWOKACJA.

W jednym ze zdarzeń uwiecznionych w serwisie YouTube, młody muzułmański raper wchodzi w polemikę z głoszącym swoje przekonania przedstawicielem antyislamskiej, niemieckiej partii Freiheit. Muzułmanin jest zaskoczony treściami, które wypowiada przez megafon aktywista. Oponuje, twierdzi, że nie można obarczać winą wszystkich muzułmanów, tak jak niewłaściwe byłoby oskarżanie o pedofilię wszystkich chrześcijan. Aktywista twierdzi, że nie wini muzułmanów ale islam, choć przekaz jest wyjątkowo czytelny (partia na ogól nie powstają przeciw religiom rozumianym jako zjawiska pogodowe). Młody muzułmanin sprawia wrażenie bystrego człowieka, zachowuje kulturę (zwraca się per „pan”), na co aktywista Freiheit wyciąga Koran i zaczyna cytować najbardziej kontrowersyjne fragmenty. Muzułmanin wydaje się wstrząśnięty, dopytuje „kto to tłumaczył?” lub „kolejna sura mówi coś innego”. Aktywista używa megafonu, stara się przekrzyczeć muzułmanina, który wyraźnie traci grunt pod nogami. Po krótkiej chwili, gdy dezorientacja młodego muzułmanina sięga granicy, puszczają mu nerwy. „Śmiejcie się śmiejcie, wszyscy jeszcze zobaczycie, idę stąd, spierdalaj stary!”. Spluwa na ziemię i woła odchodząc „Niech Was Allah wszystkich ukarze! Kim wy jesteście? … głosicie, że islam jest taki, owaki..”.
Aktywista woła za odchodzacym: – Jesteś gotów zabijać dla Allaha?
– Tak! – wyrzuca z siebie zdesperowany chłopak – Jestem gotów zabijać dla Allaha!
– Zabijać niewierzących?
– Niewierzących nie! – odkrzykuje muzułmanin.
Aktywista przytacza Koran:
– Werset 2:191: zabijajcie niewierzących gdziekolwiek ich znajdziecie.
– Żeby było jasne – muzułmanin wraca i szturcha palcem aktywistę – muzułmanie nie zabijają niewinnych ludzi! Nigdy!
Aktywista pyta o zamachy z 11 września. Muzułmanin wspomina coś o teorii spisku, o tym, że za zamachami stała sama Ameryka. Wściekły muzułmanin odchodzi, rzucając „spie***laj”.

Podpis pod 9 minutowym filmem w YT brzmi:
Muzułmanin w Niemczech: Jestem gotów zabijać dla Allaha

Cel osiągnięty.

Ciekawy wątek do tematu wnoszą konfrontacje pod nazwą „Hooligans against Salafists” (Chuligani przeciwko Salafitom) urządzane m.in. w Kolonii. Role poszczególnych grup sporu są zarysowane o wiele wyraźniej: nacjonalistyczni kibice piłkarscy protestują przeciwko islamskim radykałom salafitom. Przyznam się Wam, że dopiero w tym punkcie odniosłem wrażenie „równowagi stron”, jednak moje zainteresowanie wzbudził inny element. Konfrontacja wisi na włosku, jednak żadna ze stron nie chce być tą agresywną, napastniczą. Co robią „Hooligans”? Wyciągają i wymachują wyjątkowo złośliwymi i poniżającymi karykaturami Mahometa. Salafitom puszczają nerwy, rozpoczyna się zadyma. Jeden z salafitów biega z nożem i podczas próby zatrzymania go przez policję (stojącą zwyczajowo pomiędzy dwoma grupami), dźga stróża prawa nożem w nogę. Podpis pod filmem brzmiał: „Islamiści atakują niemiecką policję”.

Cel osiągnięty.

Jak widzicie trochę rozpisałem się, ale to z chęci poruszenie kilku integralnych wątków. Można zadać sobie pytanie, kto bardziej radykalizuje niemieckich muzułmanów: radykalni duchowni czy środowiska prawicowe, które bądź uderzają w najczulsze punkty muzułmańskiej tożsamości bądź nauczają na ulicy o wyłuskanych z Koranu najbardziej kontrowersyjnych treściach, przedstawiając je jako fundamentalne, kluczowe dla wszystkich wyznawców? Dlaczego tak mało słyszymy „Nie ma przymusu w religii! (…)”(Koran, 2:256) „I mów: ‚Prawda pochodzi od waszego Pana. Przeto kto chce, niech wierzy, a kto nie chce, niech nie wierzy!’ (…)” (Koran, 18:29). O nauczaniu: „Wzywaj ku drodze twego Pana z mądrością i pięknym napomnieniem ! Rozmawiaj z nimi w najlepszy sposób! Zaprawdę, twój Pan zna najlepiej tych, którzy zeszli z Jego drogi; i On zna najlepiej tych, którzy idą drogą prostą!” (Koran, 16:125). O tym, że Mahomet był zaangażowany w walkę przez jedyne trzy miesiące gdy powszechnie uznaje się, że prowadził wieczną wojnę. O tym kiedy podejmować walkę: „Wolno walczyć tym, którzy doznali krzywdy – Zaprawdę, Bóg jest wszechwładny, by im udzielić pomocy! – i tym, którzy zostali wypędzeni bezprawnie ze swoich domostw, jedynie za to, iż powiedzieli: „Pan nasz – to Bóg!” I jeśliby Bóg nie odepchnął ludzi, jednych przy pomocy drugich, to zostałyby zniszczone klasztory i kościoły, miejsca modlitwy i meczety, gdzie często wspomina się imię Boga.(…)” (Koran, 22:39-40). O tym, że obok sury 2:191 istnieją: „„Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę; Bóg nie miłuje najeźdźców! I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili- Prześladowanie jest gorsze niż zabicie. – I nie zwalczajcie ich przy świętym Meczecie, dopóki oni nie będą was tam zwalczać. Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich!- Taka jest odpłata niewiernym! – Ale jeśli oni się powstrzymają…- zaprawdę, Bóg jest przebaczający, litościwy!” (Koran, 2:190-192)”. A jeśli oni skłonią się do pokoju, to i ty się ku niemu skłoń i zaufaj Bogu! Zaprawdę, On jest Słyszący, Wszechwiedzący!” (Koran, 8:61). Zakaz znęcania się nad wrogami: „(…)Prześladowanie jest gorsze niż zabicie.(…)” (Koran, 2:191). „Wasi słudzy i niewolnicy wojenni są waszymi braćmi. Ktokolwiek ma niewolników wojennych powinien dać im pokarm, jaki sam spożywa i odzież, jaką sam nosi. Nikt nie powinien obciążać ich pracą, która jest ponad ich możliwości. Jeśli jednak jesteście zmuszeni nałożyć na nich ciężką pracę, pomagajcie im.”.

Często zastanawiałem się w jaki sposób ukazać skutek, który przynosi prowokacja i uważam, że opisane w tekście przykłady dobitnie problem ilustrują. Mam w związku z tym poważny problem z „wolnością słowa”, która nie musi być od razu „mową nienawiści”, wystarczy, że jest prowokacją by przyniosła bardzo niekorzystny skutek. Czy broniąc wolności słowa, powinniśmy bronić także wolności prowokacji (a może powinniśmy uczyć się nie ulegać jej, a więc pozwalać na brukanie wszystkiego co dla nas ważne)? Wolność słowa to także wolność wypowiedzi artystycznej, przy której przyjęto, że artystom można więcej…ale czy wszystko? Czy ateiści chcą ochrony uczuć ateistycznych czy likwidacji art. 196 KK o ochronie uczuć religijnych a więc totalnie wolnej amerykanki?

Przypomniał mi się wywiad, w którym założyciel portalu Euroislam, G. Lindenberg rozmawiał z arabistą (muzułmaninem) B. Zagórskim (POLSAT „TAK czy NIE”). G.Lindenberg wyliczając główne obawy związane z islamem wymienił zagrożenie dla wolności słowa, który to zarzut B.Zagórski skwitował ironicznym spojrzeniem. Cóż, Euroislam jest portalem, który zawodowo zajmuje się krytyką islamu, choć nie w stylu kibolskim ale w stylu wspomnianego wcześniej aktywisty antyislamskiej partii Freiheit. G.Wyborcza napisała o redaktorach: „Mili ludzie z jadowitą obsesją” (chodzi o obsesję wyszukiwania jak najbardziej negatywnych zjawisk związanych z islamem). Warto jednak zauważyć, że G.Wyborcza zareagowała dopiero wówczas, gdy zauważono, że działalność portalu Euroislam koliduje z programem przyjmowania syryjskich uchodźców. Dla mnie osobiście, przekaz Euroislamu jest tożsamy z przekazem takich źródeł jak „Nie Dla Islamizacji Europy” czy podobnych prawicowo-„chrześcijańskich” źródeł siejących lęk, nienawiść, podgrzewających „pogromową atmosferę” (określenie zaczerpnięte z GW).

***
Warto przy okazji tematu przypomnieć, że Koran napisany jest w języku klasycznym arabskim, a większość wyznawców nie zna tego języka (podobna sytuacja miała miejsce w chrześcijaństwie, kiedy funkcjonowała łacina). Gdy wyznawcy nie znają dosłownej treści, a zawartość świętego pisma islamu opanowują jedynie pamięciowo, wyłania się ogromna rola islamskich duchownych, którzy ową treść wiernym tłumaczą/interpretują.

isl

Tekst dotyczy roli prowokacji w procesie radykalizowania postaw i przekonań. Temat islamu w Europie jest przykładem jak sądzę bardzo czytelnym i dlatego sięgnąłem właśnie po niego. Opisaną mechanikę można odnieść do wielu innych obszarów.

EMIGRANCI, TERROR, NEWSY DNIA

Wiedza deklasuje wyobrażenia, ciekawość jej poznawania zostaje wynagrodzona czymś nieporównywalnie silniejszym od kojących wierzeń: daje nam pewność i świadomość pt. „WIEM!” a nie „Wierzę, że tak jest”. Każdy jest w stanie wyobrazić sobie różnicę pomiędzy „idźmy tędy” a „wierzę, że to ta droga”. Ilekroć spotykałem się z próbami alternatywnego rozumienia rzeczywistości, wspieranego m.in. grzebaniem w dowolnie interpretowanej fizyce kwantowej, udowadnianiem, że to co wokół jest fikcją, tworem jakiegoś wewnętrznego nad-bytu zawsze prędzej czy później okazywało się, że autorem tych twierdzeń jest człowiek wierzący, nawet z nutą fanatyzmu, np. chrześcijanin, który w ramach odwetu na nauce (która wg. niego ośmieliła się zachwiać jegoż pewnością) stara się zachwiać jej fundamentami. To prawda, zdarzało się, że nauka bywała narzędziem walki z wiarą i sympatia ta była sowicie odwzajemniana. Jednak to nauce i rzetelnej wiedzy a nie wierzeniom zawdzięczamy skok cywilizacyjny. Tam gdzie zwyciężały wierzenia – postęp przestawał istnieć.

Porządkowanie chaosu

Nie wszystkich zjawisk możemy doświadczyć osobiście, więc problemem stają się źródła naszej wiedzy. Czy wierzyć PAP, Gazecie Wyborczej, Reutersowi, TVN24 czy Deutsche Welle, CNN, Frondzie? Czy znajdziemy w nich rzetelne informacje? Czy Arabia Saudyjska przyjęła 2,5 mln Syryjczyków, czy ma problem w nosie i jedynie dotuje obozy dla uchodźców w Libanie, Jordanii i innych miejscach poza swoim terytorium? Źródła podane jako pierwsze, nie objawiły nam stanu faktycznego – zrelacjonowały jedynie oświadczenie saudyjskiego MSZ (oficjalną wersję), jednak źródła przeciwne (twierdzące, że A.S. nie przyjmuje uchodźców) oparły się praktycznie na niczym. Rekonstruując stan faktyczny możemy zauważyć, że Arabia Saudyjska przyjęła 2,5 mln Syryjczyków od roku 2011 (pierwsza faza wojny) a w tym: stu tysiącom syryjskich uczniów zapewniono dostęp do edukacji, ok. 500 tys. obywateli Syrii zapewniono status rezydenta, pozostałym zapewniono swobodę przemieszczania się po saudyjskim terytorium, lecz by nie narażać na ich na niebezpieczeństwo nie przyznano im statusu uchodźców. Oznacza to, że rzeczywiście „uchodźców syryjskich” w Arabii Saudyjskiej nie ma, ale czy nie ma Syryjczyków uciekających przed wojną?

Powyższy przykład informacyjnego bigosu mimo wszystko jest krzepiący. Choć nie poznajemy w pełni stanu faktycznego, to możemy bez trudu stwierdzić, które źródła zadają sobie choćby podstawowy trud dociekania prawdy a które tworzą newsy z palca. W dyskusji o istnieniu boga jest podobnie: nie można zarzucić wierzącym, że kłamią, ale z pełną stanowczością możemy stwierdzić, że nie posiadają żadnych weryfikowalnych dowodów czy przesłanek na stawiane takiej tezy.

Społeczne niedoinformowanie żerem sępów.

Czy wśród uchodźców są terroryści? Rzecz wygląda identycznie jak powyżej. Gdybyśmy wiedzieli, że takowi znajdują się, z łatwością odsialibyśmy ich i aresztowali. Na czym w takim razie oparto tezę obecności terrorystów wśród uchodźców? Dlaczego stawiający tę tezę nie pospieszyli na policję by wskazać ich? Czy oparli się jedynie na prawdopodobieństwie lub na stwierdzeniu przedstawiciela państwa islamskiego, który taką strategię walki z Europą ogłosił (czy wprawni dowódcy informują świat i przeciwnika o położeniu swoich wojsk??!). Czy rzeczywiście chodziło o lęk przed terrorystami, czy może o wskazanie całej (niewygodnej) grupy jako ewentualnego źródła zagrożenia?

ISIS sieje lęk i wzmaga nienawiść do uchodźców dzięki czemu zyskuje argument szlachetnej walki z prześladowaniem muzułmanów (takie odwetowe działanie usprawiedliwia Koran).
Ponoć dwóch terrorystów aresztowano na Węgrzech i utajniono ich personalia, ale sytuacja staje się „ciekawa”. Pojęcie terrorysty terroryście nie równe. W kręgu przyjaciół W. Putina, do których należy i prezydent Syrii Assad oraz prezydent Węgier Orban – za terrorystów uważa się także rebeliantów, którzy „podnieśli rękę” na tzw. „legalne władze Syrii”. Na Ukrainie, wg. Kremla – terrorystami są uczestniczący w majdanie euroentuzjaści. Z „zachodniego” punktu widzenia, te osoby są sojusznikami. Powróćmy do wiodącego pytania: Czy wśród uchodźców są terroryści? Jak widać, wiele zależy od punktu widzenia.

Kto leje się w Niemczech?

Sieć obiegają zdjęcia i filmy z krwawych „ustawek” śniadych rezydentów Niemiec. Kolejny raz o ocenie społecznej zadecydował najprostszy schemat. Uważamy, że skoro biją się śniadzi z dzielnic, w których islam jest powszechny, to znaczy, że „biją się muzułmanie”. Poniekąd. W jednym z filmów widzimy zamieszki we Frankfurcie. Starli się tam tureccy nacjonaliści z Kurdami (zwolennikami budowy ludowego państwa kurdyjskiego – Kurdystanu, sympatykami Partii Pracujących Kurdystanu narodowo-socjalistycznej partii uznanej za organizację terrorystyczną, z uwagi na stosowane metody – m.in. zamachy bombowe). Gdyby tego było mało, PPK ma wielu sympatyków wśród niemieckich anarchistów i socjalistów, którzy chętnie dołączają do swoich kurdyjskich kolegów, a jak nie trudno domyślić się, z niemiecką lewicą walczy oczywiście niemiecka prawica. Koniec końców wrogiem wszystkich staje się niemiecka policja. Efektem jest przedstawienie na przynajmniej cztery fajerki, co wskazuje, że nasz Marsz Niepodległości jest o niebo mniej skomplikowany.
Inny film przedstawia zamieszki sprzed lat w Hamburgu. Tutaj tło jest ściślej związane z religią. Salafici (radykalny, fundamentalny odłam islamu) starli się (ponownie) z niezbyt wierzącymi Kurdami (sympatykami PPK).
Tu warto przytoczyć opinię oficera niemieckiej policji, który opisał jak inspiruje się tego typu uliczne burdy z użyciem maczet, noży, siekier, etc. Salafici, wpuszczają w obieg za pomocą Facebooka i telefonów komórkowych np. takie informacje:
– Przed chwilą naszej siostrze jadącej metrem, Kurdowie zdarli chustę z głowy i ugodzili ją nożem
– Kurdowie zaatakowali naszego brata, ugodzili go nożem, trafił właśnie do szpitala a szanse jego przeżycia są niewielkie.

Już po chwili sieć tętniła chęciami rozwiązywania problemów maczetą. Nakręcenie zbiorowej agresji i żądzy zemsty jak widzicie jest niezwykle proste. Przekazywanych „plotek” nie udało się potwierdzić służbom i nawet gdybyśmy uznali, że ich  publikowanie  jest przestępstwem, to czy jesteśmy w stanie dotrzeć do źródła, gdy każdy zatrzymany stwierdziłby, że dowiedział się o sprawie z sieci? Salafitów mieszka i działa w Niemczech kilka tysięcy. Ich środowisko choć bardzo hermetyczne jest infiltrowane i monitorowane przez niemiecką policję – oczywiście oczekiwania społeczne są większe, ale imamowie salaficcy i wahabiccy nie mają w Europie spokojnego snu – żyją na granicy świata legalnego i nielegalnego (Francja pod rządami prezydenta Hollande wydaliła już takich ponad 40, a kilku imamów brytyjskich musi zaspokoić się nawracaniem jedynie kolegów spod celi).
W poprzedniej notce wspomniałem o „asymilacji uchodźców z uchodźcami”, więc mamy powyżej sztandarowy przykład problemów asymilacji – nie tyle z Europejczykami, co emigrantów z samymi sobą. Kto znajdzie sposób by pojednać lewicowych Kurdów, prawicowych Turków i fundamentalnych salafitów np. z halafitami – zasłuży na pokojową nagrodę Nobla. Proces asymilacji warto było zacząć już w obozach w Grecji, Włoszech i Turcji, choć z drugiej strony, spoglądając na wiek biorących udział w burdach wiele można ‚zwalić’ na bunt we krwi. Czy ktoś stara się asymilować kibiców Legii i Widzewa? Narodowców z ludźmi LGBT? Jedyne co możemy zrobić to minimalizować liczbę ofiar. Potencjalnie, dzieci, matki z wózkami i staruszkowie, którzy trafiają przypadkiem w centrum tego typu zadym są na ogół całkowicie bezpieczni. Co ciekawe, liczba ofiar śmiertelnych jest zaskakująco niska (0-4 osób).

Powyższe przykłady można użyć w rozważaniach nad tzw. „poprawnością polityczną”. Czy medium używające w tytule „Muzułmanie zgwałcili pracownicę ośrodka” mówi prawdę odrzucając „lewacką poprawność polityczną”? Nie. Takie źródło jest  po prostu nieprofesjonalne. Źródła profesjonalne mówią o trzech Egipcjanach, dwóch w wieku 17 i jednym 19 lat, którzy dopuścili się tego czynu. Źródła nieprofesjonalne karmią na ogół instynkty – dla zysku, niekiedy pełnią rolę propagandową – gdy profesjonalne starają się być po prostu rzetelne. Brak profesjonalizmu skutkuje tym, że pani Zuzanna z trzeciego piętra, nigdy nie będzie zadowolona z funkcjonowania państwa, którego instytucje po ukazaniu się artykułu o gwałcących muzułmanach nie uruchamiają akcji ogólnokrajowej czystki etniczno-religijnej. Służby działają pod presją, gdyż pani Zuzanna z trzeciego piętra w kościele lub Facebooku chętnie opowie, że policja nic nie robi z problemem, realnie zaś… policja nie robi tylko tak jakby chciała pani Zuzanna.

news

ASYMILACJA – BĘDZIE WOJNA?

Po przeczytaniu stu tysięcy artykułów spisanych przez zwykłych ludzi, którzy wyrażali swoje opinie na temat szans asymilacji uznałem, że to nie jest właściwy sposób dowiedzenia się czegokolwiek. Nie tylko zacząłem odsiewać źródła w jakiś sposób (statystycznie) udokumentowane, to zacząłem również zwracać uwagę na kompetencje autorów. Dziś siadam do pisania i zastanawiam się nad tym czy sam posiadam kompetencje? Odpowiadam sobie i Wam: Nie posiadam żadnych kompetencji. Nigdy nie zajmowałem się asymilowaniem cudzoziemców i nie mam w tym żadnego doświadczenia. Jednak nie widzę żadnego problemu by podzielić się z Wami tym co uzyskałem i uporządkowałem.

Asymilacja

Asymilację traktujemy różnorodnie. Dla jednych asymilacją byłoby to, gdyby wszyscy zainteresowani zasymilowaniem stali się rzymskimi katolikami (nazwijmy ten rodzaj asymilacją religijną). Dla drugich asymilacja to przestrzeganie norm kulturowych nieregulowanych prawem, a więc kwestii dotyczących stroju, podziału ról płci w rodzinach, pracy itd., itp. (asymilacja kulturowa). Ostatni – moim zdaniem – najważniejszy typ asymilacji to „asymilacja prawna” czyli – mówiąc najprościej – podporządkowanie się panującemu prawu i obowiązkom (np. edukacja).
Praktycznie, możemy zabiegać tylko o ten trzeci typ asymilacji, gdyż dwa poprzednie są kwestią całkowitej dowolności, którą gwarantuje konstytucja. Będąc mniejszością mamy prawo do używania własnego języka, praktykowania własnych wierzeń, kultury, modelu wychowywania dzieci, kojarzenia małżeństw. Nie istnieje żaden warunek zmuszający nas do przyjęcia powszechnej religii czy norm kulturowych. O ile nasze wierzenia i kultura nie wchodzą w kolizję z prawem – mamy pełną sposobność ich praktykowania.
Jak nietrudno zauważyć, konsekwencją tego stanu rzeczy jest to, że skoro w społecznym odbiorze „asymilacja” ma kilka (przynajmniej trzy) oblicza, nigdy nie dokona się „asymilacja pełna” – powszechnie akceptowana. Pozory „pełnej asymilacji” dawały wyłącznie systemy totalitarne, w których społeczeństwo było wdziewane w jednolite drelichy lub mundury i czyniono starania o to by nawet myśli były identyczne.

Z dystansu

Proponuję Wam spojrzenie na kwestię asymilacji z dystansu, perspektywy relacji i asymilacji uchodźców z uchodźcami, gdyż tylko pozornie stanowią jednolitą grupę. W obozach przejściowych dokonuje się całkowicie naturalna segregacja etniczna, narodowa, kulturowa bądź rasowa. Naturalność ta wynika z najprostszych przyczyn – tylko w kręgu danej nacji czy kultury zachodzi możliwość bezproblemowego porozumiewania się, stosowania „bez ryzyka” utartych w danej kulturze zachowań. Siłą rzeczy między grupami dochodzi do napięć, neutralności lub sojuszy, które są skutkiem odradzania się wyniesionych z miejsc pochodzenia stereotypów, sympatii, uprzedzeń. Zadajmy sobie pytanie:

Czy jesteśmy w stanie zasymilować uchodźców z uchodźcami, po to by znaleźć odpowiedź na pytanie o asymilację (jej możliwość) z „nami”?

Jak świat światem, narzędziami trwałego spajania różnorodnych (podbitych) kultur było siłowe narzucenie im jednolitej religii, języka, prawa. Niejednokrotnie towarzyszyły temu procesowi polityczne intrygi polegające na rozmyślnym antagonizowaniu różnych grup (wyznaczanie wspólnego wroga) by łączyć inne, itd. Samoistna asymilacja praktycznie nigdy nie miała miejsca lub nie dawała żadnych gwarancji trwałości, choć warto wspomnieć, że siłowe asymilowanie miało zawsze ten brzemienny skutek, że gdy siła słabła odradzały się indywidualizmy kultur, ich duch narodowy, co prowadziło m.in. do powstań, separatystycznych rebelii. Musimy poszukiwać czegoś pośrodku.

Jakie błędy możemy popełnić:
-asymilacji uchodźców z uchodźcami nie wesprze podsycanie panujących w obozach antagonizmów, wzajemnych niechęci, nienawiści – to prosta droga do wywołania niekontrolowanej eksplozji i nieprzewidywalnych skutków.
-nie pomoże zachęcanie uchodźców do zawierania małżeństw z innymi uchodźcami w ramach rozruszania genetycznego ich „populacji”, promocji „multi-kulti” (czy podobnych argumentów) – takie działanie uznane zostaną za nienaturalne a do tego przeszkodą będą choćby bariery językowe.

Działając zgodnie z prawem i „duchem naszych wartości” nie możemy użyć siły i jak onegdaj zmusić różnych (podbitych) kultur do przejścia na chrześcijaństwo, uznania boskości cezara czy pod karą śmierci zmusić do jednolitego ubierania  i posługiwania jednym językiem. Gdyby za sprawą magicznej sztuczki udałoby się nam stworzyć z „uchodźców” jednolitą grupę to okazałoby się, że problemem jest sama Europa(!). Dostosowanie, asymilacja z Polakami czy Węgrami nie oznacza tego samego co asymilacja z Francuzami, Brytyjczykami czy Niemcami. „Kultura Europejska” jest pojęciem elastycznym by nie powiedzieć umykającym definicjom. UE jest unią wielu różnorodnych narodów i państw, różnorodnych światów kulturowych, którym zagwarantowano niezależność i suwerenność. Tym co potencjalnie spaja UE jest wyłącznie prawo, kilka umów międzynarodowych, gospodarcze powiązania i sentyment do garniturów. Czy można zasymilować się z „europejskim kręgiem kulturowym” jako całością, gdy ów sam krąg nie jest sam wewnętrznie zasymilowany? Czy np. istnieje język europejski?

Czego zabrakło i mroczna analogia

Większość uchodźców nie zadała sobie pytań: który kraj wybrać, w którym kraju chcę żyć, w którym kraju panują prawo i normy z którymi chcę się utożsamić zachowując jednocześnie jakiś fragment własnej tożsamości? Można powiedzieć, że Europa została potraktowana jak wieki temu USA (nowa ziemia), kiedy nikła część emigrantów miała w ogóle jakieś pojęcie o ustroju docelowego kraju. Większość kierowała się marzeniem o świecie, w którym panuje wolność, w którym ziemia jest do wzięcia. W USA osiedliło się… kilkadziesiąt milionów Europejczyków i nie mniejsza liczba Azjatów. Po przejściu badan lekarskich imigranci mogli wyruszyć w dowolnym kierunku, co kończyło się nierzadko w emigranckich gettach, przeradzających się w slumsy, gdy lokalny przemysł okazywał się nie być w stanie zatrudnić wszystkich potrzebujących.
Chcąc stać się obywatelem USA, należało spełnić kilka warunków, nauczyć się j. angielskiego, oczekiwano m.in. szacunku dla flagi. Wraz z rosnącym napływem imigrantów wprowadzano kwoty (150 tys. rocznie od roku 1926), nieco później wprowadzono pewne udogodnienia dla imigrantów wojennych. Ta praktycznie nieposkromiona pierwotnie fala przyniosła owoce w postaci „nurtów filozoficznych” w społeczeństwie, które stały się natchnieniem m.in. dla A.Hitlera. W S.Zjednoczonych sytuacja była o tyle ciekawa, że np. Irlandczykom przeszkadzał niekontrolowany napływ Żydów, Anglikom przybyszów z Europy Wschodniej (ci zbyt mocno pachnieli komunizmem), do tego „południowcy” wciąż nie mogli pogodzić się z problemem wyzwolonych czarnoskórych, którzy już tam byli i których samodzielnie południowcy sprowadzili. Analogie są naprawdę ciekawe. Wojna przyniosła rozwiązanie. Nie tylko ruszył przemysł, ale można było także (mówiąc brutalnie)  pozbyć się części populacji w walkach z III Rzeszą.

Czy doświadczenia USA mogą nam pomóc rozwiązać obecny problem? Czy będzie to wojna z ISIS i wyszkolenie żołnierzy, którzy będą mogli odzyskać swoje kraje? Dziś brzmi to dość abstrakcyjnie, ale historia jest pełna niespodzianek. Mnie też szkoda. Jeżeli przyjmiemy taki scenariusz, okaże się bardzo istotne to, jak potraktujemy naszych gości, którzy może zechcą coś z naszej kultury zaszczepić u siebie? Jedno jest pewne: Europa nie powiększy się geograficznie, chociaż…. przyjęcie Turcji, Izraela, Tunezji do UE, jest jakąś futurystyczną wizją. Co na to Putin?

aisi

KŁAMSTWA W SIECI

Zastanawia mnie pewna rzecz. To, że ludzi przyciągają alarmujące wiadomości nie jest dziwne. Reakcja na zagrożenie jest instynktowna, chcemy zostać zawczasu ostrzeżeni. Jednak statystycznie, w ogóle nie sprawdzamy takich „informacji”, nawet gdy można to zrozumieć: „bo brak czasu” lub konieczność edukacji w skomplikowanej sytuacji politycznej np. gdzieś daleko od nas… to skąd bierze się „ZAUFANIE” do takich źródeł?
Chyba najtrudniejsze jest wyjaśnienie tego, że ludzkim strachem można manipulować i zarządzać. Tego ludzie nie potrafią przyjąć do wiadomości, są przekonani o swojej nieomylności, wprost magicznej intuicji, o tym, że potrafią odczytywać kłamstwo z ruchów cudzego nosa.

fear3815
fot. Jeremy Said

DEHUMANIZACJA – STRUKTURA NIENAWIŚCI

Dehumanizacja nie służy wyłącznie zabijaniu. Wielu ludzi w ogóle nie zauważa tego aspektu co daje ogromną swobodę działania, bo granica pt. „przecież nikogo nie chcemy zabić” wydaje się odległa. Pobicie, oplucie, publikowanie szkalujących kogoś materiałów nie budzi powszechnego oburzenia, nie prowadzi do procesów karnych, wywołuje często milczenie lub obojętność. Natomiast milczenie i bierność, zostają uznane przez niektórych za przyzwolenie na stosowanie przemocy wobec „napiętnowanych”, gwarantuje potencjalną bezkarność. Personalizowanie ofiar, ukazywanie ich cech, z którymi każdy z nas jest w stanie utożsamić się jest znacznie lepszym lekarstwem niż np. obrażanie milczących „za milczenie” a nawet tych, którzy dehumanizującej propagandzie ulegli i „wzięli sprawy w swoje ręce”.

Trudno dziś wymagać od zwykłego człowieka cywilnej odwagi. Okazanie sprzeciwu wobec prześladowania czy prześladowcy może wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Mafijne metody kształtowania wygodnej dla przestępców obojętności zwykłych ludzi opierają się na strachu i są niezwykle skuteczne. Jeżeli wymagamy od kogoś by ów strach przezwyciężył musimy zapewnić mu bezpieczeństwo. To niełatwe zadanie.

Gdy rebelianci z Donbasu zorganizowali upokarzający przemarsz jeńców ukraińskich ulicami miasta, kobieta w średnim wieku zareagowała:
– Dajcie spokój, to przecież są ludzie…
Reakcja była natychmiastowa. Uzbrojony mężczyzna z eskorty podbiegł do kobiety i krzyknął jej w twarz:
– Jest pani zwolenniczką Poroszenki i banderowców???!
Argument został natychmiast przyjęty do wiadomości. Kobieta nie zabrała więcej głosu i trudno przesądzić, czy silniejszy był argument słowny, ten trzymany przez mężczyznę w rękach czy może podejrzliwa reakcja zebranych wokół.

W społeczeństwie panuje obawa, że osoby wobec których wyrażana jest niechęć, gdy zostaną uznane za posiadające pełnię praw nie zostaną „właściwie potraktowane”, że prawo okaże się wobec nich bezsilne a wszelkie lęki urzeczywistnią się. To fałszywe założenie. Nie istnieje żadna przeszkoda, która czyniłaby prawo bezradnym wobec przestępcy tylko dlatego, że przestępca jest człowiekiem.

Czy dehumanizowani są ludźmi?
Czy popełnili przestępstwa i potrafisz to udowodnić?
Czy sprawdzasz informacje na ich temat, które upowszechniasz?
Czy prawo powinno eliminować każde uznane przez Ciebie zagrożenie? (a co gdy ktoś boi się Ciebie?)

Bardzo łatwo stać się trybem propagandowej maszyny.

vitrineaare

UCHODŹCY – CAŁA PRAWDA, CAŁĄ NOTKĘ!

Niejednokrotnie krytykowałem afiszowanie się tak kołtuńskimi sloganami jak „cała prawda”, „oni kłamią”, „fakty” itp. jednak mam ochotę trochę Wami potrząsnąć. Sądzę, że szybko zrozumiecie dlaczego.

Obieg opinii zdominowała dyskusja dotycząca uchodźców, która wcisnęła w fotel nawet mnie. Torturowany czarno-białymi obrazami potrzebowałem kilku tygodni na to, by zadać sobie wreszcie podstawowe, by nie powiedzieć najważniejsze pytanie:

– Czy my, u diabła, żyjemy w jakimś Darfurze, zanarchizowanej, dzikiej i pozbawionej jakiegokolwiek ładu i porządku krainie, w której o kompetencjach i inteligencji decydentów przesądza ilość pasów z amunicją przewieszonych przez barki?

Sens tego pytania jest prosty:

CZY UFASZ WŁASNEMU PAŃSTWU?

UFAĆ PAŃSTWU to znaczy wierzyć w to, że państwo funkcjonuje, że posiada określone narzędzia, jest w stanie stawać na wysokości zadania w sytuacjach kryzysowych, jest w stanie podejmować decyzje, realizować je, że istnieją skuteczne procedury. To zagadnienie nie ma nawet związku z tym, kto tym państwem rządził, rządzi lub będzie rządził. Chodzi o to czy potrafimy zaufać hydraulikowi w to, że naprawi rurę, czy wolimy nad nim stać i mówić mu co ma robić? Albo bardziej dosadnie: „Czy wolimy by operował nas skupiony chirurg, czy chirurg, któremu podpowiada tuzin kiboli i drugi tuzin syczących na widok krwi?”.

NIE UFAĆ PAŃSTWU – to znaczy podważać jego skuteczność, twierdzić, że państwo nie jest w stanie rozwiązywać problemów i obywatele powinni wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić np. jakiś majdan.

Dając się wciągnąć w udział w publicznym sporze i wyrażając jakikolwiek pogląd dotyczący uchodźców (pozytywny lub negatywny) nie tylko dokarmiasz populistów ale dajesz wyraz swojej dezaprobacie wobec państwa, któremu nie ufasz. Czy rzeczywiście chcesz istniejące procedury przegłosować (przekrzyczeć?), uważasz, że zrobisz lepiej, że państwo jest głupie i bezsilne, że wołając „szybciej, szybciej!” pomagasz?

Przeciwnikom przyjmowania uchodźców polecam wygooglanie 12-stronicowego skrótu pt. „Status uchodźcy w Polsce” i dokładne zapoznanie się z nim. Leniwszym ale z wyobraźnią i podstawową wiedzą o działaniu polskiej biurokracji podpowiem, że uzyskanie statusu uchodźcy to droga przez mękę. Nigdzie nie ma mowy o wywalaniu nowo-przybyłych hurtem na ulicę, jaki to obraz jest upowszechniany.

Zwolennikom przyjmowania uchodźców polecam…. ten sam dokument i dostrzeżenie w nim tego, że każdy uchodźca posiadający coś co w USA nazywa się „good moral character” może spać spokojnie i żadna krzywda mu się nie stanie.

Jeżeli zadaliście sobie wskazany wyżej trud odpowiedzcie na pytanie: czy procedury państwa są głupie, czy może jednak nie są takie głupie i może pozwolić im zadziałać?

Nawet gdy część z Was uzna to za herezję, powiem wprost: jeżeli dacie państwu czas, przestaniecie wywierać presję na odpowiedzialne instytucje, pozwolicie im wykonywać ich krecią robotę, to nawet nie zauważycie, że coś się dzieje, tak jak nie zauważyliście kilkudziesięciu tysięcy obcokrajowców, którzy ostatnimi czasy dostali pozwolenie na pracę w Polsce. Jeżeli wolicie obalić władzę i ustrój, bo uważacie, że zrobicie lepiej, zróbcie to, doświadczymy najwyżej małej wojny domowej, samosądów, znikną straże graniczne, policja, wojsko, czyli to całe gówno, które przeszkadza narodowi żyć „godnie i po ludzku”. Z pewnością żaden imigrant czy uchodźca nawet nie zbliży się do polskiej granicy, bo przecież takiej nie będzie.

Powtórzę jeszcze raz: Gra toczy się o to czy ufasz państwu czy nie i wiem jakie to trudne, ale uzbroimy się w cholerną, znienawidzoną cierpliwość i pozwólmy państwu działać. Zgódźmy się w tej jednej cholernej sprawie, zgódźmy się w tym, że strażak lepiej poradzi sobie z pożarem niż tłum niosący wodę w kanistrach po benzynie.

Bądźmy solidarni i cierpliwi. Na wojnę zawsze znajdziemy wolną chwilę.

images