MYŚLENIE NORMATYWNE – JAK ROZMAWIAĆ?

by romskey

Myślę, że Każdy i Każda z Was spotkaliście się z rozmówcą, który przypominał mur niemożliwy do przebicia. Próby racjonalizowania poruszanego problemu, rzetelnie dobierane argumenty, przyczyny-skutki, wydawały się nie posiadać żadnej mocy oddziaływania. Zaczynaliście zastanawiać się na tym, czy rozmowy takie mają w ogóle sens, skoro ich finał stawał się punktem wyjścia?

Zetknęliście się z myśleniem normatywnym, w którym punkt widzenia rozmówcy nie wynika z logicznej analizy ‚za’ lub ‚przeciw’, ale z uznanych przez niego norm.

Bardzo prostym przykładem myślenia normatywnego może być przekonanie o treści „pies gryzie”. Przekonywanie takiej osoby do tego, że akurat pupil, którego przyprowadziliśmy jest łagodny jak owieczka, będzie trudne lub zaledwie chwilowe, wszak jeden wyjątek wiosny nie czyni. Zresztą, czy możemy mieć pewność w 100%, że nasz pupil nie przypomni sobie nigdy swojej psiej natury? Mówi się, że tego typu normy zostają zakorzenione w dzieciństwie (w każdym dzieciństwie nieco inaczej), choć uważam, że proces ich przyjmowania i uznawania może trwać znacznie dłużej.

Człowiek myślący normatywnie, nierzadko nie jest w stanie racjonalnie wyjaśnić przyczyn swojego punktu widzenia, gdyż posiada ściśle ustalony kanon wartości, który określa co jest dobre, co złe, co jest bezpieczne, itd. i w jego przekonaniu trwanie przy tym kanonie zapewnia mu bezpieczeństwo, przetrwanie.

Normatywne myślenie może dotykać tak poważnych kwestii, jak np. nasz stosunek do innych ludzi, obcych, emigrantów, nomadów. Wg. jednych, obecność „obcych” wiąże się z ryzykiem, dla drugich poprawna relacja z „obcymi”, daje pełne gwarancje bezpieczeństwa i zgodnego współistnienia. Burzliwa dyskusja pomiędzy zwolennikami obu racji niestety bywa też zderzeniem dwóch rodzajów normatywnego myślenia, w którym jeden zakłada bezdyskusyjną otwartość i gościnność a drugi bezdyskusyjne dystansowanie się i wrogość. Wymiana argumentów w takiej rozmowie nie służy na ogół poszerzeniu wiedzy, nie ma charakteru poznawczego, ale jest próbą gromadzenia jak największej liczby dowodów za własnym stanowiskiem.

Instytucje religijne, już w najmłodszych umysłach starają się zakorzeniać normy stosunku do przedstawicieli odmiennych  wyznań, ateistów, homoseksualistów, in-vitro i innych aspektów życia. W działaniu tym, główną rolę odgrywa argument strachu a nie argument wiedzy, której młody człowiek nie jest w stanie zweryfikować, gdyż jej nie posiada. „Gdy uczynisz źle, pójdziesz do strasznego piekła, stracisz miłość Jezusa” – to bardzo emocjonalny przekaz, z którym wielu ludzi pozostanie do końca życia. Nie można jednak podejść do kwestii zbyt prosto. Zasady religijne nie są „wyssane z palca”. Powstawały niejednokrotnie przez setki lub tysiące lat zbierania doświadczeń. Ich zadaniem było przygotować człowieka do życia w świecie, który nie jest wyłącznie przyjazny. Gdy dana religia jest w stanie poszczycić się bardzo długą historią udowadnia tym samym, że jej zasady są skuteczne, że można je przyjąć bez zbędnego zastanawiania się nad ich genezą, gdyż te zasady pozwalają przetrwać.

Jak widzimy, nawiązanie porozumienia z osobą myślącą normatywnie musi dotknąć zupełnie innych płaszczyzn, niż te do których przywykliśmy nazywając rozmowę rozmową. Osoba starająca się przebić pancerz nieufności wobec np. proponowanych zmian u osoby myślącej normatywnie, stoi przed bardzo złożonym zadaniem. Musi niejako udowodnić, że jej zasady również zapewniają bezpieczeństwo i przetrwanie. Takiego komfortu zwykle nie posiadamy.

Eksperymentowanie jest częścią natury, gdyż dzięki eksperymentom jesteśmy w stanie tworzyć lepsze modele współistnienia, przetrwania, itd. I tu, okazuje się, że nawet konserwatywny kościół był w stanie zaakceptować transplantacje narządów gdy uznał, że takie działanie na przestrzeni lat i liczby przypadków przyniosło ludzkości korzyść. Ile jednak transplantacji wykonywano niejako na złość kościołowi i czy oznacza to, że osoby myślące normatywnie należy ignorować i „robić swoje” wbrew ich zdaniu?

Niekoniecznie. Z własnego doświadczenia wiem, że niekiedy wystarczy uszanować źródła normatywnego myślenia, by zmienić nastawienie rozmówcy. Tocząc godzinne spory z pewnym teologiem, dokonałem przełomu stwierdzając, że nauka nie zaprzecza istnieniu boga, a jedynie nie jest w stanie za pomocą dostępnych jej narzędzi takiego istnienia stwierdzić lub potwierdzić. To proste stwierdzenie otworzyło drzwi do obopólnie zaakceptowanej tezy pt. „nauka i wiara nie muszą trwać w sporze, mogą współdziałać”. Zdałem sobie również sprawę z tego, że nie jest dla mnie (człowieka racjonalnego) wielkim problemem, zgodzić się z tym, że ktoś posiada jakąś „tajemnicę”, której nie posiadam ja. Wyraźnie podkreśliłem, że nie czuję się gorszy czy lepszy z tego powodu, jednocześnie hamując odruchową potrzebę skomentowania cudzego, negatywnego stanu umysłowego. Tu doszło do prostej wymiany: – „ja nie uważam ‚ciebie’ za głupca, a ty nie uważasz mnie za kogoś gorszego” (przynajmniej publicznie). Takimi drobnymi krokami można osiągnąć wiele. Rozmowa o demokracji, pluralizmie mediach, wzajemnym szacunku a nawet gospodarce przestają być rozmowami o spiskach i ciemnych siłach, ale rozmowami bardzo konkretnymi. Nawet dyskusja o „życiu poczętym” lub eutanazji może zmienić się w dyskusję o bardzo konkretnych i trudnych przypadkach nad którymi warto pochylić się, dyskusja taka może zmienić postrzeganie homoseksualistów nawet przy pozostaniu przez rozmówcę przy własnej negatywnej ocenie samego homoseksualizmu.

Chcąc porozumienia także ponosimy koszt. Jaki to koszt? Osoba myśląca normatywnie musi czuć się bezpieczna, musi czuć, że nie podkopujemy źródeł jej wartości i przekonań, z którymi czuje się dobrze i bezpiecznie. Nie może czuć się zagubiona i zaganiana w narożnik poprzez poddawanie jej seriom pytań „o przyczyny”, na które nie jest w stanie natychmiast i bez przygotowania odpowiedzieć. Nawet znacznej ostrożności wymaga weryfikowanie argumentów, które przytacza, gdy te są ewidentnie zafałszowane lub fałszywe.

Zapytałem pewną wierzącą homoseksualistkę mającą głębokie moralne dylematy o to czy rozmawia z bogiem?
Odpowiedziała:
-Tak
-Czy bóg w tych rozmowach potępił Cię za to kim jesteś?
-Nie
-A więc potępiają Cię konkretni ludzie i to oni są przyczyną Twoich problemów.

genius

(graph:genius.com)

Reklamy