PRACOWNIK CZY TANIA DZIWKA?

by romskey

Przeglądając niedawno strony porno natrafiłem na filmik, w którym jakiś obywatel uwiecznił swoje seksualne podboje. Prawdopodobnie korzystał z usług prostytutek, którym dobrze zapłacił, gdyż żadna oficjalna partnerka czy aktorka porno nie zgodziłaby się na podobne traktowanie. Obiekty swojego pożądania bił, poniżał, wyzywał, straszył. Dziewczyny godziły się na wszystko, choć pierwszy rzut oka zdradzał, że nie była to zabawa w „sado-maso”, pana i sukę czy inne tego typu. Dziewczyny dusiły się, krzywiły z bólu, ich oczy i twarze wyrażały jedno: „niech ten świr-kutas wreszcie skończy, zapłaci i idzie w diabły”. Kutas nie kończył długo, a nawet kiedy kończył wciąż wydawał rozkazy grożąc paluchem: „uśmiechaj się suko!” a one wykrzywiały twarz w dziwacznym grymasie. Bez dwóch zdań, lubił kutas mieć władzę i chyba bardziej kręciło go to niż sam seks, który w sferze jakości można byłoby porównać do gwałcenia dziury w płocie, kaloryfera czy kozy. Liczyły się „one”, poniżenie ich, na ogół wątłych dziewczyn, które przy jego gabarytach wydawały się całkowicie bezbronne.

Niejeden post-peerelowski polski kapitalista – oceniając także taki jak opisany wyżej rynek pracy – stwierdziłby, że kto jaką pracę sobie bierze taką ma i nikt nikogo za uszy nie ciągnie. Owszem. Czy jednak zawsze człowiek staje się kurwą z wyboru? A gdy dziewczyna pojechała do pracy w restauracji a potem ktoś zabrał jej paszport? A może dziewczyna jest jeńcem wynajmowanym żołnierzom z pokojowych kontyngentów? A może po prostu ojciec gwałcił ją od najmłodszych lat, więc było jej bez różnicy w bezrobotnym kraju?

Prawa pracownicze

Nie mam zamiaru odwoływać się do czyjegokolwiek sumienia (to bezcelowe), nie będę nawet odwoływał się do „praw człowieka” czy humanizmu bo za długo by o tym pisać. Chce zwrócić uwagę na to, że nie zawsze jest wybór. Czasem o podjęciu pracy decyduje nędza, długotrwałe nieumyślne bezrobocie (bankructwo lokalnej fabryki, gospodarstwa rolnego) czy inna trudna sytuacja np. wczesne założenie rodziny. Umowa zawierana z pracodawcą w takich sytuacjach jest tylko potencjalnie „suwerenną zgodą i porozumieniem stron”. Strona słabsza, działa w okolicznościach przymusu, więc czy jej zła pozycja startowa powinna mobilizować pracodawcę do szybkiego przejścia z „pana” na „ty” do pracownika, bezkarnego „darcia ryja”, chamstwa, składania mu różnych ofert (gdy pracownik jest np. seksowną dziewczyną), wymagania zwiększonej dyspozycyjności, stosowania odpowiedzialności zbiorowej, szantażowania utratą pracy w przypadku nie wzięcia darmowych nadgodzin? Prawo nie ureguluje wszystkich kwestii, ale to, że powinno istnieć i chronić jest chyba poza dyskusją?

Czytając lub słysząc niektórych post-peerelowskich polskich kapitalistów (na ogół byłych lub teoretyków-radykałów thatcheryzmu szczekających z wygodnej wersalki) wykładających „facebookowo” twarde reguły rynku pracy i rozwoju gospodarki odnoszę wrażenie, że nie mówią oni o przedsiębiorczości a już na pewno nie o poszukiwaniu pracownika, gdyż pracownik to brzmi dumnie.
Poszukują parobka niechluja, taniej dziwki, psa, „czarnucha”, więźnia. Nie rozumieją, że w odróżnieniu od „więźnia” pracownika można zostawić samego w miejscu pracy mając pewność, że będzie pracował, że pracownik nie wyniesie niczego z miejsca pracy w ramach rekompensaty niskich zarobków a nawet coś przyniesie, że pracownik nie urżnie się w robocie lub przed robotą nie dlatego, że obawia się kary, ale dlatego, że nie wypada, że pracownik czuje dumę z tego, że jest współtwórcą prestiżu i sukcesu firmy oraz wie, że jego zaangażowanie w jej rozwój przełoży się na wzrost jego dochodów. Jak stworzyć taki ideał?

Jakaś fundamentalna sprawa u samego zarania tworzenia relacji pracodawca-pracownik w Polsce to wzajemny SZACUNEK. Tego brak nagminnie. Kolejna to świadomość, że zaszczuty, zestresowany i poniżony pracownik pracuje gorzej, mniej angażuje się w działanie firmy jako zespołu a więc nie sprzyja rozwojowi. Następna, to świadomość tego, że pracownik potrafi wnieść do firmy więcej niż „robol” do wniesienia określonego wkładu zmuszony szantażem czy krzykiem.

„Zadowolony pracownik jest lepszym pracownikiem” – trzeba wyjątkowo złej woli by temu zaprzeczyć.

Strach polskich bezrobotnych przed podjęciem pracy w ogromnej mierze nie dotyczy wysokości płac, limitu godzin czy kompetencji ale braku szacunku, groźby zaszczucia, wykorzystania, zablokowania wszelkiego rozwoju. Polski bezrobotny nie startuje też z równego pułapu z pracodawcą, co skłania tych drugich do nadużyć. Strach polskiego bezrobotnego to strach przed wszelkimi patologiami, które wynalazł polski nuworysz, korzystający z chaosu przemian lat 80-90.

Pracujący człowiek powinien odzyskać dumę a nie ją stracić!

violence
(graph:henshalls.com)

Advertisements