CIEBIE TEŻ TAM KURWA NIE BYŁO!

by romskey

Czasem wydaje się mi, że ja i moja rodzina nie posiadamy uczuć wyższych. Choć część moich bliskich krewnych mieszkała na Wołyniu i cudem uniknęła śmierci w 1943 roku, to pamięć o Rzezi Wołyńskiej ograniczała się głównie do wymienianej raz na kilka lat wzmianki w stylu „Ukraińcy to rezuny” – szczególnie gdy temat schodził na oceny nacji. Nie odwiedzali kresowych cmentarzy pełnych bliskich im osób, nie odwiedzali bezimiennych mogił, nie uczestniczyli w obchodach czy pielgrzymkach. Po części dlatego, że w czasach ZSRR wspominanie o zbrodniach ukraińskich było zakazane skoro bardzo łatwo przejść od takich do zbrodni radzieckich lub odrodzenia ducha narodowego, to nawet w czasach gdy już było wolno nie znajdowano czasu, zdrowia, jakiegoś motywu. „Było, minęło”.
Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja tych, którzy z Wołyniem lub Katyniem związek posiadają mniejszy (choćby ze względów pokoleniowych). Wydaje się, że im większy dystans dzieli ich od zdarzenia tym większa w nich pamięć i poczucie wyrządzonej krzywdy, jakby ich emocjonalny związek z faktem rósł proporcjonalnie do zwiększania się praktycznej i fizycznej odległości od faktu. Zjawisko nie jest nowe, lata analizowania martyrologii solidarnościowej Jarosława Kaczyńskiego i jego otoczenia dały nam wniosek, że „zapotrzebowanie upamiętniania” u osób, których nawet nie internowano jest znacznie większe niż u tych, którzy przesiedzieli w PRL-owskich więzieniach lata, doświadczając wszelkich atrakcji związanych z tym pobytem. Zapewne jest tak dlatego, że człowiek który doświadczył niegodziwości stara się od niej odizolować, zamknąć w niepamięci, podnieść się, zacząć od nowa. Natomiast człowiek, który nie doświadczył jest niegodziwości ciekaw, a może nawet ma poczucie bycia kimś gorszym, skoro jej nie doświadczył. Z pewnością wiecie, jak wielki problem z odwiedzeniem obozów zagłady miały tysiące ocalałych więźniów, jak wielu obiecało sobie, że ich noga nigdy w tych miejscach nie postanie. To naturalny odruch człowieka, który doświadczył niewyobrażalnego zła. Nawet współczesne ofiary brutalnych przestępstw decydują się na przeprowadzki do miejsc, w których odżywanie traumatycznych wspomnień stanie się trudniejsze. Manifestacja nie wchodzi w grę.

Ktoś wspomni jednak: „co z pamięcią, zachowaniem świadectwa po to, by zło nigdy więcej nie powtórzyło się?”. Zaspawanie wieka trumny na wieki i milczenie nie staną się przestrogą dla nas i potomnych. Posiadając wiedzę o złych doświadczeniach możemy zgłębiać ich genezę, reagować wcześniej i wiedzieć, że „salut rzymski” jest symptomem a nie wygłupem. Nie zawsze udaje się osiągnąć taki cel. Źle rozumiana „pamięć” jest w stanie wyzwolić nienawiść – o zgrozo – tą samą nienawiść, która była przyczyną zła, którego ofiary chcemy upamiętniać. Czyż to nie źle pojęte argumenty historyczne wywarły wpływ na wydarzenia na Wołyniu? Czyż siepacze z UPA lub OUN nie rozpamiętywali polskiej okupacji, katolizacji, ograniczania praw, wyzysku, niewoli, śmierci, dyskryminacji, prześladowań, niszczenia cerkwi oraz symboli ukraińskiej tożsamości i kultury? Mordowali z historią na ustach, niczym ich poprzednicy hajdamacy, którzy wieki wcześniej wymordowali nawet 150 tys. Polaków, Żydów, Rosjan oraz innych „obcych”. W czym tkwi błąd? Otóż, gdy źle pojmiemy pamięć celem staje się narodowość winnych a nie winni i winy! Celem stają się Polacy a nie ciemiężyciele, Żydzi a nie wyzyskiwacze, Rosjanie a nie najeźdźcy. Dziś, wielu, dzięki złej pamięci podobnie nie dostrzega już różnicy pomiędzy Ukraińcem a mordercą.

W odpowiedzi można usłyszeć argument: „Mamy prawo przypominać bez względu na niuanse. Nie uwolnimy demonów, my Polacy nie posunęliby się do takiego bestialstwa!”. Nie posunęlibyśmy się? A kto do jasnej cholery mordował 5 i 7 letnie dzieci w Pogromie Kieleckim? Cudzoziemcy? Gdyby nawet ówczesny motyw rzekomo świętego odwetu był uzasadniony faktami, to nie potrafię sobie wyobrazić porywania polskich dzieci przez 5-letnich Żydów. Kto zgasił światła umysłów? Zapadły mi w pamięci słowa jednego z aktywistów serbskiej bojówki paramilitarnej (wojna w b.Jugosławii): „Zabijaliśmy wszystkich. Mężczyzn – nie sprawdzając czy mają broń, kobiety skoro mogły rodzić tych, którzy wbiją nam kiedyś nóż w plecy, dzieci skoro mogły wyrosnąć na tych, którzy będą chcieli nas zabić. Mordowaliśmy każdego, bo każdy Bośniak to żądne krwi zwierzę, mniej warte niż g. i dziś, gdyby wybuchła znów wojna robiłbym dokładnie to samo.”.

Internet stał się nośnikiem „złej pamięci”, miejscem, w którym każdy może wirtualnie stać się tym jedynym szlachetnym i moralnym, który pamięta, przestrzega i przypomina gdy inni milczą. A jednak trudno pozbyć się wrażenia, że w wielu przypadkach nie różni się ta postawa od buczenia na cmentarzu, od przypominania Francuzom nielojalności we wrześniu 1939 w chwili gdy oni opłakują ofiary zamachu na redakcję Charlie Hebdo, od przypomnienia dziecku, które przyniosło świadectwo z czerwonym paskiem o tym, że ma raka.

pam

Advertisements