POCZUJ SIĘ JAK GEJ!

by romskey

Kilka dni temu, portal społecznościowy Facebook zaoferował użytkownikom możliwość „przemalowania” swoich zdjęć profilowych na tęczowo w ramach poparcia decyzji Sądu Najwyższego USA o legalizacji małżeństw jednopłciowych. Gdy tylko poznałem sposób wprowadzenia zmiany (a przez kilka chwil technicznej niewiedzy czułem się dyskryminowany) natychmiast dołączyłem do entuzjastów upatrując w swoim działaniu głębokiego i nie tylko edukacyjnego sensu. O dziwo! – wbrew przewidywaniom nie usłyszałem przykrych uwag czy analiz osobowości, choć doświadczenia bardziej aktywnych w dyskusjach znajomych i moje przypadkowe obserwacje ukazały, że nie wszędzie było tak sielsko. „Zmień profil koleżko” – zalecał jeden rozmówca drugiemu (kolorowemu), który odważył się skrytykować Korwina-Mikkego. „Wszystko o tobie” – zauważył inny spec d/s podprogowego przekazu płynącego z sieciowych avatarów. Nie mam nawet ochoty wymienić wszelkich „zakazów pedałowania” i innych uprzejmych epitetów, które runęły w sieć niczym wodne masy z wysadzonej w powietrze tamy.
Ciekawie jest być gejem.

O ile przy okazji takich tekstów jak dzisiejszy pada deklaracja ‚nie jestem gejem ale uważam ich prawa… itd.’ to nie usłyszycie tego ode mnie. Bycie gejem a do tego lewackim zwyrolem jest głęboko pouczające. Prawdziwe olśnienie. Fejsbukowa akcja okazała się fenomenalnym i dostępnym dla wszystkich sposobem wejścia w skórę geja, ateisty, Żyda, świadka Jehowy czy każdego innego odbiegającego od „obowiązującego” standardu. Poznanie reakcji zewnętrza i własnych myśli zdominowanych świadomością „oni wiedzą, że jestem inny” dają wysokiej wartości doświadczenia.

Przyjrzyjmy się jednak argumentom, z którymi polemika jest możliwa. W Polsce nie brakuje zwolenników przekonania o treści: „ale po co się obnosić? Po co wymachiwać ludziom wibratorem przed oczami? Rób co chcesz w domu itd., itp.”. Owszem – religia, preferencja seksualna, przekonania polityczne, karta zdrowia, NIP czy PESEL – to rzeczywiście nasze prywatne sprawy. Z drugiej strony, trudno zauważyć szczególną powściągliwość w wyrażaniu przekonań religijnych w przestrzeni publicznej przez lud wierzący, trudno np. u narodowców dostrzec niepodkreślanie ich heteroseksualnej (choć jak podejrzewam – nigdy nie sprawdzonej) preferencji. Nie twierdzę, że należy odpowiadać pięknym na nadobne, ale jaki właściwie mamy punkt wyjścia? Narzucona, obowiązująca „społeczna norma” zakłada, że wszyscy jesteśmy identyczni i wycięci z jednej matrycy o nazwie: „Polak-Katolik-Heterseksualista-Patriota”, więc co w takim przypadku należy nazwać akcją a co reakcją? W kwestii samego „obnoszenia” sięgnę po banalny przykład. Wyobraźcie sobie klub, w którym dziewczyna zauważa atrakcyjnego chłopaka i nawiązuje z nim kontakt. Rozmowa nie klei się za bardzo, on jakiś dziwny, ona myśli, że coś z nią nie tak… a wystarczyłoby gdyby chłopak obnosił się, założył czarny lateks i kilka łańcuchów na szyję, by dać wyraźny sygnał, że „tradycyjna polska” randka nie wchodzi w grę. Czy widok „obnoszącego się” geja rzeczywiście wywołuje większy sprzeciw Polaków niż widok pijanego wsiadającego za kółko?

Wśród zabierających głos w dyskusji, opór powoduje również to, że np. objaśnianie dzieciom słowa „homoseksualizm” przy okazji parad równości nie jest ‚najlepszym czasem i miejscem’. No cóż, plakaty „antyaborcyjne”, „zakaz pedałowania”, zaszczani menele lub opowieści o krzyżowaniu na lekcjach religii nie są chyba bardziej wychowawcze. Wchodzenie w szczegóły i opowiadanie np. o tym co i gdzie trzeba włożyć pani, żeby uśmiercić życie poczęte mogłoby stanowić kłopot, choć może to po prostu myśli zostają skierowane w nie całkiem pożądane rejony? To prawdziwy paradoks, że wzrost cnotliwości w naszym kraju wzrasta proporcjonalnie do zainteresowania genitaliami i opisywaniem człowieka od strony dupy.

Ostatnia rzecz, o której chciałem Wam powiedzieć, to pewien globalny skutek zmiany wprowadzonej w USA. Świat nie jest spokojny, „żyjemy w ciekawych czasach” zderzenia cywilizacji (a raczej cywilizacji i jej braku). Byłem trochę przytłoczony biernością „zachodu” wobec działań głęboko wierzących osobników budujących krainę swoich marzeń w Syrii, Iraku i Libii, dlatego też, oczekiwałem jakiegoś gestu przywracającego względne poczucie równowagi. Moje oczekiwania ralizują się, gdyż oto my, przedstawiciele wolnego świata, nadajemy prawa tym, których „oni” nienawidzą, szanujemy i chronimy tych, których „oni” chcą ścinać, zrzucać z budynków i kamienować. Przeciwko ich prawu śmierci, terroru i dyktatu postawiliśmy prawo do szczęścia, wolności, prawo do bycia sobą. I to jest szlachetne. W tym globalnym starciu warto odpowiedzieć sobie na pytanie, po której stronie jesteśmy lub w którą stronę zmierzamy, nawet gdy wybór nie jest całkiem komfortowy…. choć czy w podobnych sytuacjach był takim kiedykolwiek?

village
(fot. Village People)

Reklamy