ZATRUTE DRZEWO (RATUNKOWE?)

by romskey

Sądy amerykańskie nie uwzględniają dowodu o ile jego pozyskanie wiązało się z naruszeniem wolności i praw obywatelskich (prawa do nietykalności osobistej, tajemnicy korespondencji, nienaruszalności mieszkania). Uzyskanie przyznania się do winy za sprawą tortur czy policyjnej prowokacji narusza nie tylko podstawowe prawa człowieka ale i uzyskana deklaracja torturowanego lub sprowokowanego nie musi być prawdziwa. Idea rezygnacji z dowodów pochodzących z „zatrutego drzewa” w USA była jak najbardziej szlachetna. Od 1 lipca mamy przejść na „system amerykański” w związku z projektem nowelizacji prawa m.in. w tej kwestii.

Jako obywatele, moglibyśmy uznać zmianę za wielki krok w kierunku poprawy naszego prawnego bezpieczeństwa. Trudno jednak odrzucić skojarzenie istnienia związku projektu z obecnym utrapieniem polityków czyli podsłuchami i wyciekami. Wydaje się zasadne pytanie o to czy chodzi o nasz interes czy interes ludzi na tzw. urzędzie? W pewnym sensie, nie ma to wielkiego znaczenia, gdyż upublicznione w ostatnim czasie dane oddziałują bardziej na płaszczyźnie społecznej niż prawnej. Niezależnie od tego czy sąd uzna wartość tych dowodów czy nie, obywatele wyrobili sobie zdanie co zapewne zaważy na wynikach wyborów. Istnieją jednak ważne pytania o to co z ewentualnym ukaraniem lub czy w przyszłości, nielegalne podsłuchanie i nagranie rozmowy np. polityka wchodzącego w szkodliwy społecznie układ z biznesmenem doprowadzi do jakichś skutków prawnych?

Możemy przyjąć, że do celu „kontrolowania” takich sytuacji powołane są odpowiednie służby dysponujące stosownymi uprawnieniami, gorzej, gdy w takich zdarzeniach bierze udział np. szef tych służb. Istnienie pewnej furtki dla reakcji obywateli wydaje się koniecznością. Przykładem może być artykuł 243 k.p.k znany jako „aresztowanie obywatelskie”. Obywatel powinien mieć możność pozyskania dowodu przestępstwa niekoniecznie zgodnie z prawem (np. nagranie oferty korupcyjnej).

Oczywiście nie będzie oznaczać to końca problemów. Dowód taki jest „gorącym kartoflem”, z którym nie całkiem wiadomo co zrobić. Pójść z nim do mediów, ale cz media są w stanie zastąpić prawo, dokonać stosownej analizy? Ludzie na ogół widzą i słyszą, stają się przypadkowymi świadkami różnych nieprawidłowości lecz los zdobytych w ten sposób informacji staje się jedynie przedmiotem ploteczek opowiadanych cichym głosem. Nikt nie wie czy im wierzyć, czy nie, świadkowie boją się własnej wiedzy, nasiąkają historiami o tym, jak dobra wola i zgłoszenie problemu władzom obracały się przeciwko nim i uruchamiały lawinę dotykających ich życiowych kataklizmów. To musi się zmienić – obywatele nie są dziś w stanie skutecznie bronić zbiorowego interesu.

Interes publiczny – jest chyba najmniej sprecyzowanym pojęciem, choć występuje w różnych aktach prawnych setki razy. Obnażenie nieprawidłowości „na górze” leży bez wątpienia w interesie społeczeństwa, choć jak łatwo domyślić się leży również w interesie rządów czy gospodarek państw niedarzących nas sympatią, w interesie miejscowej opozycji, w interesie „anty-systemowców”, etc. Społeczeństwo zakłada, że skierowana oddolnie (np. dzięki mediom) uwaga czy oskarżenie pociągnie za sobą konkretne działania takie jak dymisje, procesy zmierzające do ukarania winnych, podjęte zostaną środki zmierzające do naprawy ujawnionej patologii. Realizacja tego oczekiwania napotka jednak opór, gdy żaden sąd lub trybunał nie zechce uznać dowodu o ile ten został zdobyty w sposób – mówiąc delikatnie – nieformalny. Czy w ogóle można legalnie zdobyć dowód np. oferty korupcyjnej?

W świetle powyższych refleksji możemy zauważyć, że realizacją publicznego interesu nie jest nagrywanie przez lata wszelkich możliwych rozmów w kilku restauracjach – takie działanie nosi raczej znamiona szukania haków lub sensacji a nie społecznej kontroli (tym bardziej, że wciąż nie wiadomo kto tę kontrolę postanowił sprawować). Dowody uzyskane w ten sposób mogą również budzić zastrzeżenia co do tego czy nie zostały poddane np. montażowi, choć nie da się ukryć, że dowody uzyskiwane przez uprawnione służby również pewności nie dają – wszak funkcjonariusze służb to tylko ludzie, nawet gdy ich praca podlega ściślejszym procedurom.

Z pewnością nie jest dobry czas i okoliczności do dyskusji nad tak rewolucyjną zmianą. Trudno ją odbierać jako działanie pro publico bono, do tego, o ile dotychczas sąd zmierzał do wyłonienia rzeczywistego przebiegu zdarzeń to w przypadku wprowadzenia nowelizacji taka możliwość zostanie ograniczona. Również uzasadnienie budzi wątpliwości. Projektodawca twierdzi, że zmiany pozytywnie wpłyną na czas trwania (skrócenie) toczących się procesów, choć jak ktoś gdzieś słusznie zauważył, ręczne protokołowanie również powinno zniknąć – czas trwania rozpraw przy wykorzystaniu kamery skróciłby się o ok. 40% a takiej propozycji nie ma. Dziwnie kojarzy się także to, że propozycja raczej fundamentalnej zmiany w art. 168a k.p.k. została wkomponowana w dziesiątkę bardzo różnych propozycji mniejszej rangi, w większości ocenianych pozytywnie.

seler

Reklamy