HEJT A PROPAGANDA

by romskey

Po zamachu na redakcję satyrycznej gazety Charlie Hebdo rozgorzała dyskusja wokół pytania o to, czy rysownicy-dziennikarze mogli sprowokować bestialski atak? Oceny podzieliły się klasycznie na radykalne, umiarkowane, przeczące, twierdzące choć motywy zamachowców były nad wyraz jasne: to był odwet. Gniew i nienawiść wymierzone w źródła propagujące treści budzące kontrowersje nie są niczym nowym. Każdy ulega emocjom, choć różni nas to jak reagujemy. Część z nas bierze głęboki oddech i dopiero potem stara się spokojnie wyjaśnić kwestie budzące wątpliwości, niektórzy w ogóle rezygnują z zabrania głosu uznając dyskusję z takimi treściami za stratę czasu, kolejni odreagowują swoje wzburzenie w czasie rzeczywistym i robią to krytycznie osądzając źródło, następni sięgają po groźby, deklaracje nienawiści, środki fizyczne.

Zapewne zastanawiacie się nad tym, dlaczego opnie wyrażane publicznie są w stanie wyzwolić nawet skrajnie negatywne emocje i reakcje, gdy podobne treści przedstawiane np. przez znajomych potrafimy skutecznie zignorować lub rozbroić argumentami? Nie chodzi wyłącznie o liczbę odbiorców a więc zasięg.
Fizjologia gniewu nie jest skomplikowana. Gniew jak każda inna emocja jest skutkiem przeprogramowania naszej polityki hormonalnej w wyniku działania określonego bodźca. Na ogół uwalniamy emocje na bieżąco, gestykulując, podnosząc głos czy używając mimiki. W przypadku mediów takie naturalne odruchy zostają zablokowane (chyba, że widzimy sens dyskusji z telewizorem lub gazetą). Zgromadzona w nas energia potrzebna do odparcia ataku, nie znajduje satysfakcjonującego ujścia i uderza w nas, czyniąc w naszej psychice a niejednokrotnie i „fizyce” mniejsze lub większe spustoszenie. Poczucie bezsilności (braku wpływu), skrzywdzenia, wykluczenia, nienawiść, złość, cierpienie tworzą bardzo niebezpieczną mieszankę. To z powodu jej oddziaływania zaczynamy szukać „grupy wsparcia” czyli ludzi myślących podobnie lub podejmujemy działania na własna rękę i ryzyko zmierzając od unicestwienia lub zablokowania frustrującego źródła.

Słowem niezwykle istotnym w tym tekście jest perswazja. Wiele treści, które docierają do nas mają naturę perswazyjną, są wypowiedziami ex-cathedra, wykluczają dyskusję, ich odbiorcom pozostaje dokonanie dość ubogiego wyboru „bezdyskusyjnie zgodzić się” lub „nie zgodzić” i tu, elementem towarzyszącym jest zwykle mniej lub bardziej ukryte „Kto nie z nami ten przeciwko nam” czyli: „jeżeli nie zgadzasz się (nie podporządkujesz się) to nie rozumiesz świata, skazujesz się na wykluczenie ze społeczności ludzi rozumnych (do wykorzystania pełna paleta nielojalnych chwytów erystycznych)”.

Perswazja, naruszająca nasze poczucie suwerenności i znaczenia, na którą reagujemy naturalnym oburzeniem (rzadziej podporządkowaniem) nie zawsze jest środkiem używanym świadomie, choć w przypadku propagandy (którą zwykliśmy nazywać PR-em lub politycznym marketingiem) jest elementem nieodzownym. Perswazja w propagandzie jest metodą praktycznie „siłowego” narzucenia racji i przed takim zapędzeniem w decyzyjny narożnik bronimy się.

Spróbujmy stworzyć „instruktaż”:
– staraj się onieśmielić odbiorcę, wywołaj jego respekt, prezentuj siłę poparcia lub siłę fizyczną
– wyrażaj propagandowe treści uniemożliwiając sprzeciw /negatywną interakcję/ (zakrzycz oponentów w mediach społecznościowych czy w trakcie wieców)
– dawaj do zrozumienia, że ewentualny sprzeciw wobec wyrażanych treści naraża na śmieszność lub bardziej dotkliwe konsekwencje
– dawaj do zrozumienia, że wyrażenie zgody z przekazywanymi treściami świadczy o wyższym poziomie, elitarności, podwyższeniu statusu społecznego odbiorcy

Powyższy, prosty (choć skrócony) zestaw, wsparty technikami potęgowania emocji (m.in. takimi jak zaznaczanie, że przekazywane propagandowe treści są rzetelne, obiektywne, są niekwestionowaną prawdą) jest w stanie uruchomić nieprzewidziane reakcje, których skutek w ogólnym rozrachunku zostanie uznany na korzyść propagandysty. To pewien paradoks, gdyż osoba celowo wywołująca gniew rzadko uznawana jest za stronę agresywną gdy dotknie ją emocjonalna lub fizyczna reakcja ze strony osoby sprowokowanej. Ustalenie na ile odpowiedź na prowokację była uzasadniona bywa niezwykle trudne, dlatego reagujący już na wstępie skazany jest na wybranie jedynie złych wyjść. Najprościej byłoby nie reagować, z tym, że zapanowanie nad emocjami nie eliminuje samych emocji. Ich nagromadzenie może wywołać niespodziewany wybuch lub (w przypadku długotrwałego tłumienia) niekorzystnie wpływać nie tylko na nasze zdrowie psychiczne ale i fizyczne (problemy kardiologiczne, gastryczne, etc.). Omijać? – ale czy uda się nam pokonać ciekawość?

propa

Reklamy