Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Czerwiec, 2015

DLACZEGO KTOŚ TO ROBI?

Pytanie zawarte w tytule zadajemy sobie często. Dlaczego politycy w tv wygadują bzdury? Dlaczego Pawłowicz je w sejmie? Dlaczego ISIS publikuje filmiki z egzekucji? Dlaczego ktoś zakłada w FB stronę pt. „Dominik Szymański dobrze, że zdechł”? Odpowiedzi na to pytanie były różne: wzbudzenie strachu, nienawiści, krzywdzenie odbiorców, obniżenie ich morale, wpędzanie w poczucie bezsilności, zdemontowanie obrony, stworzenie wroga wewnętrznego, zewnętrznego (nie bez racji wspominano też głupotę, bunt młodości, prymityw, wandalizm).

SPOIWO

Co daje Waszczykowskiemu stwierdzenie, że rząd strzelał do związkowców, którzy chcieli jedynie dialogu? Co daje Pawłowicz jedzenie w sejmie? Co daje ISIS pokazywanie nam egzekucji? Co daje wspomniana we wstępie witryna w FB? Te przekazy spaja wspólny sens: uderzenie w uporządkowany świat reguł, wartości. Treść tych przekazów mówi naszej podświadomości: „wszystko co uważacie za wartościowe nie jest warte nawet splunięcia. Świat waszych wartości jest fikcją, popatrzcie jak łatwo go naruszamy a wy nic”.
Banał? Jeden z wpływowych imamów stwierdził otwarcie: demokracja jest zerem, ustrojem osadzonym w fikcji, dopiero islam jest prawdziwie silnym systemem, gdyż jest bożym (wyższym niż ludzkim) porządkiem.

Demokracja znalazła się na celowniku wielu. I wiecie w czym problem? W tym, że nie wszyscy kochamy wolność i potrafimy uszanować wolność innych. Katolicy mają swój świat wartości, muzułmanie swój, socjaliści swój, narodowcy swój, swoje światy mają politycy i bankierzy. Toczy się między nimi nieustająca batalia o wpływy, tylko my – zwykli ludzie kochający wolność – nie podejmujemy adekwatnej obrony, nie zastraszamy i nie mordujemy odstępców, nie jednoczymy się, sami właściwie nie wiemy kim jesteśmy, daliśmy sobie w tej mierze pełną swobodę. Czy to nasza słabość? W rankingu metod tak. Wystarczy zauważyć jak zaciekle kościół walczy z profanacją a jaki jest odzew gdy profanowane są np. wartości ateistów. Zauważcie jaki los spotyka odstępców w islamie. Być może należy walczyć o to by wreszcie to cholerne prawo chroniło nas lepiej? Czy chronienie naszej suwerenności, indywidualizmu, prostej reguły: „twoja wolność kończy się na mojej” przerasta wyobraźnię decydentów? Być może, ale skoro tak to nieuchronna staje się chwila, w której upomnimy się o swoje prawa.

wol

ZATRUTE DRZEWO (RATUNKOWE?)

Sądy amerykańskie nie uwzględniają dowodu o ile jego pozyskanie wiązało się z naruszeniem wolności i praw obywatelskich (prawa do nietykalności osobistej, tajemnicy korespondencji, nienaruszalności mieszkania). Uzyskanie przyznania się do winy za sprawą tortur czy policyjnej prowokacji narusza nie tylko podstawowe prawa człowieka ale i uzyskana deklaracja torturowanego lub sprowokowanego nie musi być prawdziwa. Idea rezygnacji z dowodów pochodzących z „zatrutego drzewa” w USA była jak najbardziej szlachetna. Od 1 lipca mamy przejść na „system amerykański” w związku z projektem nowelizacji prawa m.in. w tej kwestii.

Jako obywatele, moglibyśmy uznać zmianę za wielki krok w kierunku poprawy naszego prawnego bezpieczeństwa. Trudno jednak odrzucić skojarzenie istnienia związku projektu z obecnym utrapieniem polityków czyli podsłuchami i wyciekami. Wydaje się zasadne pytanie o to czy chodzi o nasz interes czy interes ludzi na tzw. urzędzie? W pewnym sensie, nie ma to wielkiego znaczenia, gdyż upublicznione w ostatnim czasie dane oddziałują bardziej na płaszczyźnie społecznej niż prawnej. Niezależnie od tego czy sąd uzna wartość tych dowodów czy nie, obywatele wyrobili sobie zdanie co zapewne zaważy na wynikach wyborów. Istnieją jednak ważne pytania o to co z ewentualnym ukaraniem lub czy w przyszłości, nielegalne podsłuchanie i nagranie rozmowy np. polityka wchodzącego w szkodliwy społecznie układ z biznesmenem doprowadzi do jakichś skutków prawnych?

Możemy przyjąć, że do celu „kontrolowania” takich sytuacji powołane są odpowiednie służby dysponujące stosownymi uprawnieniami, gorzej, gdy w takich zdarzeniach bierze udział np. szef tych służb. Istnienie pewnej furtki dla reakcji obywateli wydaje się koniecznością. Przykładem może być artykuł 243 k.p.k znany jako „aresztowanie obywatelskie”. Obywatel powinien mieć możność pozyskania dowodu przestępstwa niekoniecznie zgodnie z prawem (np. nagranie oferty korupcyjnej).

Oczywiście nie będzie oznaczać to końca problemów. Dowód taki jest „gorącym kartoflem”, z którym nie całkiem wiadomo co zrobić. Pójść z nim do mediów, ale cz media są w stanie zastąpić prawo, dokonać stosownej analizy? Ludzie na ogół widzą i słyszą, stają się przypadkowymi świadkami różnych nieprawidłowości lecz los zdobytych w ten sposób informacji staje się jedynie przedmiotem ploteczek opowiadanych cichym głosem. Nikt nie wie czy im wierzyć, czy nie, świadkowie boją się własnej wiedzy, nasiąkają historiami o tym, jak dobra wola i zgłoszenie problemu władzom obracały się przeciwko nim i uruchamiały lawinę dotykających ich życiowych kataklizmów. To musi się zmienić – obywatele nie są dziś w stanie skutecznie bronić zbiorowego interesu.

Interes publiczny – jest chyba najmniej sprecyzowanym pojęciem, choć występuje w różnych aktach prawnych setki razy. Obnażenie nieprawidłowości „na górze” leży bez wątpienia w interesie społeczeństwa, choć jak łatwo domyślić się leży również w interesie rządów czy gospodarek państw niedarzących nas sympatią, w interesie miejscowej opozycji, w interesie „anty-systemowców”, etc. Społeczeństwo zakłada, że skierowana oddolnie (np. dzięki mediom) uwaga czy oskarżenie pociągnie za sobą konkretne działania takie jak dymisje, procesy zmierzające do ukarania winnych, podjęte zostaną środki zmierzające do naprawy ujawnionej patologii. Realizacja tego oczekiwania napotka jednak opór, gdy żaden sąd lub trybunał nie zechce uznać dowodu o ile ten został zdobyty w sposób – mówiąc delikatnie – nieformalny. Czy w ogóle można legalnie zdobyć dowód np. oferty korupcyjnej?

W świetle powyższych refleksji możemy zauważyć, że realizacją publicznego interesu nie jest nagrywanie przez lata wszelkich możliwych rozmów w kilku restauracjach – takie działanie nosi raczej znamiona szukania haków lub sensacji a nie społecznej kontroli (tym bardziej, że wciąż nie wiadomo kto tę kontrolę postanowił sprawować). Dowody uzyskane w ten sposób mogą również budzić zastrzeżenia co do tego czy nie zostały poddane np. montażowi, choć nie da się ukryć, że dowody uzyskiwane przez uprawnione służby również pewności nie dają – wszak funkcjonariusze służb to tylko ludzie, nawet gdy ich praca podlega ściślejszym procedurom.

Z pewnością nie jest dobry czas i okoliczności do dyskusji nad tak rewolucyjną zmianą. Trudno ją odbierać jako działanie pro publico bono, do tego, o ile dotychczas sąd zmierzał do wyłonienia rzeczywistego przebiegu zdarzeń to w przypadku wprowadzenia nowelizacji taka możliwość zostanie ograniczona. Również uzasadnienie budzi wątpliwości. Projektodawca twierdzi, że zmiany pozytywnie wpłyną na czas trwania (skrócenie) toczących się procesów, choć jak ktoś gdzieś słusznie zauważył, ręczne protokołowanie również powinno zniknąć – czas trwania rozpraw przy wykorzystaniu kamery skróciłby się o ok. 40% a takiej propozycji nie ma. Dziwnie kojarzy się także to, że propozycja raczej fundamentalnej zmiany w art. 168a k.p.k. została wkomponowana w dziesiątkę bardzo różnych propozycji mniejszej rangi, w większości ocenianych pozytywnie.

seler

HEJT A PROPAGANDA

Po zamachu na redakcję satyrycznej gazety Charlie Hebdo rozgorzała dyskusja wokół pytania o to, czy rysownicy-dziennikarze mogli sprowokować bestialski atak? Oceny podzieliły się klasycznie na radykalne, umiarkowane, przeczące, twierdzące choć motywy zamachowców były nad wyraz jasne: to był odwet. Gniew i nienawiść wymierzone w źródła propagujące treści budzące kontrowersje nie są niczym nowym. Każdy ulega emocjom, choć różni nas to jak reagujemy. Część z nas bierze głęboki oddech i dopiero potem stara się spokojnie wyjaśnić kwestie budzące wątpliwości, niektórzy w ogóle rezygnują z zabrania głosu uznając dyskusję z takimi treściami za stratę czasu, kolejni odreagowują swoje wzburzenie w czasie rzeczywistym i robią to krytycznie osądzając źródło, następni sięgają po groźby, deklaracje nienawiści, środki fizyczne.

Zapewne zastanawiacie się nad tym, dlaczego opnie wyrażane publicznie są w stanie wyzwolić nawet skrajnie negatywne emocje i reakcje, gdy podobne treści przedstawiane np. przez znajomych potrafimy skutecznie zignorować lub rozbroić argumentami? Nie chodzi wyłącznie o liczbę odbiorców a więc zasięg.
Fizjologia gniewu nie jest skomplikowana. Gniew jak każda inna emocja jest skutkiem przeprogramowania naszej polityki hormonalnej w wyniku działania określonego bodźca. Na ogół uwalniamy emocje na bieżąco, gestykulując, podnosząc głos czy używając mimiki. W przypadku mediów takie naturalne odruchy zostają zablokowane (chyba, że widzimy sens dyskusji z telewizorem lub gazetą). Zgromadzona w nas energia potrzebna do odparcia ataku, nie znajduje satysfakcjonującego ujścia i uderza w nas, czyniąc w naszej psychice a niejednokrotnie i „fizyce” mniejsze lub większe spustoszenie. Poczucie bezsilności (braku wpływu), skrzywdzenia, wykluczenia, nienawiść, złość, cierpienie tworzą bardzo niebezpieczną mieszankę. To z powodu jej oddziaływania zaczynamy szukać „grupy wsparcia” czyli ludzi myślących podobnie lub podejmujemy działania na własna rękę i ryzyko zmierzając od unicestwienia lub zablokowania frustrującego źródła.

Słowem niezwykle istotnym w tym tekście jest perswazja. Wiele treści, które docierają do nas mają naturę perswazyjną, są wypowiedziami ex-cathedra, wykluczają dyskusję, ich odbiorcom pozostaje dokonanie dość ubogiego wyboru „bezdyskusyjnie zgodzić się” lub „nie zgodzić” i tu, elementem towarzyszącym jest zwykle mniej lub bardziej ukryte „Kto nie z nami ten przeciwko nam” czyli: „jeżeli nie zgadzasz się (nie podporządkujesz się) to nie rozumiesz świata, skazujesz się na wykluczenie ze społeczności ludzi rozumnych (do wykorzystania pełna paleta nielojalnych chwytów erystycznych)”.

Perswazja, naruszająca nasze poczucie suwerenności i znaczenia, na którą reagujemy naturalnym oburzeniem (rzadziej podporządkowaniem) nie zawsze jest środkiem używanym świadomie, choć w przypadku propagandy (którą zwykliśmy nazywać PR-em lub politycznym marketingiem) jest elementem nieodzownym. Perswazja w propagandzie jest metodą praktycznie „siłowego” narzucenia racji i przed takim zapędzeniem w decyzyjny narożnik bronimy się.

Spróbujmy stworzyć „instruktaż”:
– staraj się onieśmielić odbiorcę, wywołaj jego respekt, prezentuj siłę poparcia lub siłę fizyczną
– wyrażaj propagandowe treści uniemożliwiając sprzeciw /negatywną interakcję/ (zakrzycz oponentów w mediach społecznościowych czy w trakcie wieców)
– dawaj do zrozumienia, że ewentualny sprzeciw wobec wyrażanych treści naraża na śmieszność lub bardziej dotkliwe konsekwencje
– dawaj do zrozumienia, że wyrażenie zgody z przekazywanymi treściami świadczy o wyższym poziomie, elitarności, podwyższeniu statusu społecznego odbiorcy

Powyższy, prosty (choć skrócony) zestaw, wsparty technikami potęgowania emocji (m.in. takimi jak zaznaczanie, że przekazywane propagandowe treści są rzetelne, obiektywne, są niekwestionowaną prawdą) jest w stanie uruchomić nieprzewidziane reakcje, których skutek w ogólnym rozrachunku zostanie uznany na korzyść propagandysty. To pewien paradoks, gdyż osoba celowo wywołująca gniew rzadko uznawana jest za stronę agresywną gdy dotknie ją emocjonalna lub fizyczna reakcja ze strony osoby sprowokowanej. Ustalenie na ile odpowiedź na prowokację była uzasadniona bywa niezwykle trudne, dlatego reagujący już na wstępie skazany jest na wybranie jedynie złych wyjść. Najprościej byłoby nie reagować, z tym, że zapanowanie nad emocjami nie eliminuje samych emocji. Ich nagromadzenie może wywołać niespodziewany wybuch lub (w przypadku długotrwałego tłumienia) niekorzystnie wpływać nie tylko na nasze zdrowie psychiczne ale i fizyczne (problemy kardiologiczne, gastryczne, etc.). Omijać? – ale czy uda się nam pokonać ciekawość?

propa

NORMALNOŚCI!

Trudno żyć w państwie, które politycznie sypie się, trudno żyć w państwie, w którym ludzka tępota staje się natchnieniem mediów, coraz trudniej korzystać nawet z sieci będącej jeszcze niedawno oazą wolności a dziś miejscem pchającym ludzi poza granicę absurdu. Sondy uliczne demaskujące świadomość Polaków na temat otaczającej ich rzeczywistości przerażają, jakby skąpani w gęstym, zasłaniającym wzrok sosie bzdury i propagandy, do tego zdobne procesyjne obrazki z kiczowatymi wstążeczkami – można mieć dość. Dokąd zmierza ten porąbany kraj? Jak żyć gdy codzienny wkurw dobija?

Jeszcze niedawno śniłem o Polsce, która staje się krajem normalniejącym, spotkałem wielu ludzi myślących podobnie, ale okazało się, że nie mamy żadnego znaczenia. Górę wziął perswazyjny debilizm, im głośniejszy tym lepszy, posiadający siłę bomby atomowej niwelujacej wszelkie istnienie w promieniu wielu kilometrów.

Duda, ISIS, Ukraina – rzymianie mieli mawiać: „Jeden problem to nie problem, sto problemów to jest problem” – więc mamy trzy ale już zaczęliśmy się gubić. Czy dziwi kogoś, że w takich okolicznościach nikomu nieznany człowiek wyciąga kilka fotokopii akt i rozsypuje rząd? W polskim przytułku dla uchodźców kaukascy durnie chcą zakładać państwo islamskie a pieśniarz-błazen po przejściach zdobywa ponad 50% zaufania społecznego… słoneczko wesoło podgrzewa gotujące się mózgi.

Uciekam.. w drodze do sklepu podejrzany spokój, lecz widok murzyna natychmiast nakazuje zastanowić się, gdzie trzyma nóż, którym obetnie za chwilę komuś głowę. Murzyn odwzajemnia spojrzenie i zdaje się szeptać bezgłośnie nienawistne „ty skurwiały nazisto”, mijamy się w milczeniu. Spoglądam wokół, odrzucając na chwilę złudzenia i zadaję sobie pytanie: „Jak miałaby tu być jakaś wojna? Komu by się chciało?”
…ale Ukraińcy też tak myśleli.

Trudno pisać.

XXXXXX

GETTO – DETROIT – POLSKA – EUROPA

detroit

Problemy amerykańskiego przemysłu drugiej połowy XX w. bardzo przypominają zmiany w Polsce. Miejsca takie jak Detroit można porównać np. do „upadłych” PGR czy innych wielkich zakładów pracy. Zwróćmy uwagę na to, że sam fakt możliwości zmniejszenia liczby etatów dzięki technologii lub przeniesieniu części produkcji tam gdzie taniej, przy jednoczesnym spadku zamówień sprawia, że na bruk i socjal trafiają tysiące niewykwalifikowanych pracowników, którzy nauczyli się przez lata jednej czynności i z trudem przychodzi im myśl o przekwalifikowaniu się. Ludzie ci, w czasie prosperity zaczynali budować klasę średnią a zaistniała sytuacja staje się dla nich traumatycznym przełomem. Określana współcześnie jako dobra kondycja amerykańskiego przemysłu samochodowego to jedno, ale tysiące o ile nie miliony czarnych z prowincji, którzy przyjechali kiedyś szukać lepszego życia, nie ma dokąd wracać. W takich warunkach wyrasta drugie i trzecie pokolenie. Czyż podobny los nie spotkał emigrantów z krajów arabskich sprowadzonych do odbudowy Europy po wojnie? Przypuszczano, że będą potrzebni przez kilka pokoleń ale poszło szybciej i nagle okazało się, że nie ma pomysłu na to co z nimi zrobić. Powstawały getta. Przemysł jako lewar gospodarczego wzrostu a jednocześnie mechanizm masowego przemieszczania ludności, masowego zasiedlania, masowego zatrudniania, rozbudzania w ludziach nadziei należy traktować ostrożnie. Prosperity kończy się kiedyś, gdyż ludzie nie potrzebują np. 5 samochodów. Jaki los czeka byłych pracowników? Zasilą szeregi bezrobotnych, przy pewnym szczęściu żyjących z socjalu. Ich dzielnice zamienią się w oazy przestępczości. Dzięki Detroit możemy zobaczyć ekstremalne skutki takich zmian. Polska również podlega „prawom fizyki”.

detroit2

(źr.grafik:news.nationalpost.com)

DALEKO DO SPARTAKUSA

Musiałem pogrzebać w pamięci zastanawiając się nad tym, czy wszyscy przywódcy ludowych rebelii mieszkali nieźle, nie byli bez grosza, związani byli z jakąś strukturą? Obraz współczesnych przewodników mas, kłócący się z tradycyjnym wyobrażeniem „ludzi z ludu” zyskuje coraz większą aprobatę, bo „przecież lider biedaków nie musi być biedakiem”. Marks, jak wieść niesie, budował swoją ludową ideę mieszkając w nie najgorszej dzielnicy Londynu i bynajmniej wiodąc życie przykładnego idealisty-komunisty. P.Kukiz lub J.Korwina-Mikke? O! Wałęsa – tu było trochę inaczej, albo Spartakus! Żył tak jak ci, którzy za nim szli.

W Polsce coś pomieszało się z tą reprezentacją. Ociekający bogactwem, feudalny kościół reprezentuje i prowadzi najbardziej wykluczonych. PiS partia ulizanych (Polak, Patriota, Katolik) pajaców przewodzić chce stadionowej chuliganerii. Chciałbym przez sympatię pominąć Janusza Palikota – ale milioner, który stał się orędownikiem równości, wolności, wiążący swoje losy z lewicą…hmmm. J.Hartman („WIR”) – raczej wykluczenie ekonomiczne, bezrobocie czy prawa gejów nie są jego żywotnymi bolączkami.

Czy to, że spoglądamy w stronę takich ludzi jest pokłosiem przyzwyczajania nas przez wieki do zbawców, rycerzy na białych koniach, wielkich panów, którzy przyjdą i zrobią? Brak wiary we własne siły przygnębia i niech tam, że uczono: „jednostka zerem”, ale ile czasu można?

Taka sytuacja wywołuje określone skutki. Nie sposób przeniknąć intencji tych, którzy darują swoje przywództwo tłumom korzystając ze zdobytej wcześniej sławy i uznając, że VIP otworzy więcej drzwi czyli więcej może. Jak ukazuje historia, VIP otwierał rzeczywiście więcej drzwi, tylko znikał nie raz za nimi i nikt już później go nie widział – choćby JKM w PE. Nie twierdzę, że każdy „książę” biorący „lud ciemny” w obronę marzy wyłącznie o jeszcze wyższym taborecie. Czasem jak Buddzie, znudzi się dworskie życie, czasem filantropią leczy się przykry pi-ar. Podstawową wadą „Lidera-zbawiciela” jest – mówiąc wprost – oderwanie od realiów. Uzależnia się takowy od głosu ankieterów i innych Machiavellich, gdyż nie doświadcza. Spogląda „głodnie” tam gdzie ludzi dużo i myśli „jeżeli ma być ruch, to musi być wielki, bo tylko tak można zmienić”, tworzy samodzielnie listę zmian ustalając priorytety wedle wielkości ewentualnego poparcia lub aktualności medialnych: pedofil zgwałcił dziecko? Przywróćmy karę śmierci! Wojna na Ukrainie? Rozmawiajmy o armii i bezpieczeństwie. Za chwilę nowe newsy wypierają stare i w końcu ludzie zaczynają gubić się w tym za czym właściwie są. Iluż polityków mówi np.: „byłem przedsiębiorcą” i wywleka problemy z czasów kiedy przedsiębiorcami byli? Aktualne? Człowieku, prowadź firmę, spisuj na bieżąco co cię boli a wtedy dopiero okaże się, że jesteś na czasie, że nie grzejesz starych kotletów.

A może ludzie wolą kogoś kto bierze ich sprawy w swoje ręce, bo to jego ewentualnie rozszarpią? Weźmy historię pewnego reformatora – czy ktoś pod tym krzyżem protestował? Patrzyła się gawiedź, ciesząc się, że ją ominęło.

Masonius_attack

CENA MOJEGO GŁOSU

Chętnym do zajęcia stanowisk w przyszłym parlamencie przedstawiam listę moich wymagań, których spełnienie pomogłoby by mi w wyborze:

1. Stworzyć i zaprezentować projekt płynnego przejścia z obecnego systemu emerytalnego do „kanadyjskiego” – emerytura obywatelska.

2. Stworzyć i zaprezentować projekt płynnego przejścia z obecnego systemu fiskalnego i składkowego do „niemieckiego”, który zapewnia przedsiębiorcom to, że dłużej mogą obracać pieniędzmi nie płacąc zbyt częstej daniny państwu a w przypadku złej passy korzystają z pomocy państwa (lub ulg). (obecna pomoc banków w tym zakresie to też niedźwiedzia przysługa).

3. Stworzyć i zaprezentować projekt płynnego przejścia z państwa zbiurokratyzowanego i nastawionego negatywnie do obywatela („podatnik to wróg i potencjalny oszust”) do niewielkiej administracji przyjaznej obywatelowi.

4. Stworzyć i zaprezentować projekt płynnego przejścia z obecnego modelu edukacji do modelu praktycznego dającego wymierny skutek: „Edukacja = dobra praca i świadomy obywatel”.

5. Stworzyć i zaprezentować projekt płynnego przejścia z państwa „pół wyznaniowego” do państwa liberalnego światopoglądowo niefaworyzującego żadnego z wyznań.

6. Stworzyć i zaprezentować projekt płynnego przejścia z państwa korzystającego z YouTube jako nośnika kultury do państwa wspierające kulturę (nie tylko męczeńską).

7. Stworzyć i zaprezentować projekt płynnego przejścia z państwa mnożącego trudności do państwa wspierającego demokratyczne inicjatywy obywatelskie.

voice

….chyba mniej więcej tyle kosztuje mój głos, ale oczywiście – gdy nie będzie oferty – zaspokoję się ładnymi plakatami.