CZY BĘDĄ ZAMYKAĆ NIEWIERZĄCYCH?

by romskey

Nikt chyba nie ma wątpliwości co do tego, że będącym dziś na fali siłom politycznym bliżej jest do kościelnych konserwatywnych porządków niż jakichkolwiek innych. Przy słowach Michalika, który przestrzega przed słuchaniem „nieochrzczonych” rodzi się odruchowe pytanie: „Co by było gdybyś ty miał władzę?”.
Władza „Michalika” staje się dość rzeczywista perspektywą, dlatego nie są pozbawione podstaw dociekania typu: czy w związku z tym „nieochrzczeni” będą trafiać do rejestru ‚złych doradców’, stracą prawa wyborcze, prawo publikowania, stracą prawa do opieki nad dziećmi, będą przymusowo resocjalizowani, zamykani do więzień lub zsyłani na jakąś odległą wyspę? Kandydaci na prezydentów reprezentujący bliskie kościołowi siły polityczne przemilczali te kwestie dzieląc się zdawkowo tym, że „gdy zdobędziemy władzę i zmienimy konstytucje, to wtedy zobaczycie”. Co zobaczymy? Czytając i słuchając komentarzy ich zwolenników typu: „neobolszewicy pakujcie walizki, niedługo się zacznie” – trudno zachować humor i optymizm.

Paradoksem jest to, że trzem czwartym orędowników oczyszczania, gazowania, wysiedlania, etc. można skutecznie udowodnić, że są również „neobolszewikami” jako i my. Ów gładko nazwany „neobolszewizm” jest niczym innym jak najzwyklejszą potrzebą ochrony własnej, osobistej suwerenności. Czy obecni antyneobolszewicy chcieliby, by ich prywatne i publiczne życie regulował np. mułła z Pakistanu? Słysząc to zaprotestowaliby: „Islam nie jest polską tradycją i kulturą!” – jednak powołując się na europejskie trendy, można dodać: „Ale przecież może być! Czy nie chcieliby aby prawo chroniło ich przed taką ewentualnością?”.

Przeciwnicy „neobolszewizmu” doskonale zdają sobie sprawę z tego, czym była ingerencja obcych idei w rodzimą kulturę (tworzenie „nowego człowieka” przez zaborców i okupantów) i nie chodzi tu o porównanie np. Watykanu do Moskwy ale rodzaj wywieranego wpływu. Czy oni rzeczywiście chcą „kościelnego ładu” we własnych głowach, alkowie, lodówce i przedpokoju? Czy chcą za to dodatkowo płacić?

Owszem, można niczym aktor Zelnik twierdzić, że czuje się wolnym, że państwo i wiara mogą współistnieć i uzupełniać się. Jednak czy takie poczucie wolności wynika z Zelnika czy tylko z tego na co mu kościół pozwala? Czy przeciwnicy „neobolszewizmu” rzeczywiście chcą by kościół decydował o tym jakie filmy mają oglądać, jakiej muzyki słuchać, w co grać, co czytać, co tworzyć, czego mają się uczyć ich dzieci w szkołach, kiedy mają mieć wolne a kiedy mogą pracować budując swój kapitał? Czy są gotowi zwolnić własne sumienia, głowy i ciała z samodzielnego decydowania oddając je dzierżawę kościołowi, którego w tym akurat przypadku nie należy tak całkiem uosabiać z Jezusem?

Wbrew pozorom państwo i kościół to siły sprzeczne. Nie ma silnego państwa z silnym kościołem i odwrotnie. To dwie moce wyrażają jednakową ambicję regulowania prawa, życia społecznego, stanowienia rządu dusz, zarządzania zbiorowym majątkiem. Różnica tkwi w tym, że państwo jest w stanie zapewnić wolność w różnorodności (w tym kościołowi), gdy religia oferuje jednorodny dyktat, do którego na siłę zechce dopasować tych, którzy z jakichś względów zostaną uznani za niedopasowanych i nie oznacza to wyłącznie „innowierców” czy ateistów, bo lista możliwych grzechów jest bardzo długa.

bilbypdalgyte_deviantart_com
(graf:bilbypdalgyte)

Reklamy