EKO-APOKALIPSA – PAPIEROWY KOSZT

by romskey

„To trzeba poprawić” – w dwóch milionach polskich firm, taka konstatacja uruchamia niszczarkę mechaniczną lub ręczną. „Czy to jest dobrze? Czy to się przyda?” – masz wybór: powiększać stertę papierów, pośród których już i tak trudno poruszać się, albo…. sprzątać, jednak niszczarka to nie najlepsza opcja (ktoś może poskładać urocze paseczki), lepiej spalić. Rachunki, paragony, przypomnienia, oferty, upomnienia, nowelizacje prawa. Jak wyglądają pod tym względem urzędy, komisje wyborcze, biura polityków? Prawdopodobnie nikt nie zna i nie jest w stanie oszacować skali. Spełnianie wymogów prawa oznacza likwidację hektarów lasów, być może każdego dnia.

Mówienie o ekologii i oszczędności papieru kojarzy się z Greenpeace czy Zielonymi, czyli traktowane jest jako nieco rozdmuchany problem. Ok. 40% Polaków uważa problem za mało istotny. Jednak osobista konieczność codziennej likwidacji stosów kartek byłaby w stanie poruszyć zmarłego. Oprócz tego co konieczne, panuje strach przedsiębiorców przed wnikliwością urzędników i nie pozwala poprawić czegoś długopisem, dlatego powstaje nowy druk i kolejny zgrzyt niszczarki. W marketach, kosze przy kasach pełne paragonów, „tomiki” wręczane w trakcie wyborów ważne przez kilka dni, potem na przemiał (przy 50% frekwencji – 50% niewykorzystanych ‚do piachu’). I niechby, każdy powstający druk dałoby się usprawiedliwić, to żyjemy w XXI w. Istnieje technologia!

Portal „Puls Biznesu” (2015-02-25) przytacza obliczenia firmy Grant Thornton: „W Polsce w życie weszło łącznie 25 634 stron maszynopisu nowego prawa, nowych ustaw, rozporządzeń i innych dokumentów, które tworzą lub zmieniają obowiązujące przepisy prawa”. „Wchodzi już ponad 20 tys. stron aktów prawnych rocznie, a rok 2014 był pod tym względem rekordowy – przyniósł aż 25,6 tys. stron nowego prawa”. Wiele z nich to nowe papierowe obowiązki i aktualizacje. Przed nami tylko Francja (portal wGospodarce ogłosił, w oparciu o te same dane, że jesteśmy pierwsi na świecie). I choć artykuł w PB dotyczy utrudnień związanych z dostosowywaniem się do nowych przepisów przez przedsiębiorców (strata 206 minut dziennie = 10% utraty dochodu = w skali gospodarki: 200 mld zł rocznie), to warto dostrzec „papierowy koszt”.

Firmy zużywają ponad 11 milionów ryz papieru A4 miesięcznie. Rocznie daje to około 68 miliardów „zadrukowanych” kartek, co ósma jest marnowana. To straty rzędu 200 mln zł w skali roku” – raport KPMG.

W 2012 portal forsal.pl oceniał liczbę urzędników na około milion. W Polsce powstał nawet zawód „fakturzysta” czyli osoba, która przygotowuje sterty papierzysków dla księgowości – dodatkowy etat, dodatkowa strata – tylko po to, by spełnić wymogi.

Cel? Możemy spekulować. Przepływ żywej gotówki lub towarów trudniej kontrolować – lepsze są kwity. Więcej biurokracji to więcej etatów dla „znajomych królika” – nazwy stanowisk m.in. w ARiMR wywoływały jeszcze niedawno salwy śmiechu. Ludzie zastanawiają się „na kogo głosować?”, choć nie muszą tego robić, gdyż urzędnicy wdzięczni za posady wraz z rodzinami sami zorganizują dobrą frekwencję. Chciałbym wierzyć, że nikt tego procesu nie kontroluje, że to zwykły polski bajzel.
Tylko lasów żal…

Climbing-mountain-of-paper
(graph:www.tanveernaseer.com)

KPMG stwierdza, że oszczędność pozwoliłaby uratować 38 tys. drzew miesięcznie. Ile uratowałyby dobre przepisy?

Reklamy