Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

Month: Marzec, 2015

EUROPEIZACJA

Przy okazji dyskusji o europejskich muzułmanach, dość często pojawia się argument niechęci do asymilacji z ich strony. Przez długi czas uznawałem takie postawienie sprawy za właściwie, gdyż umowne „zacieranie różnic” czy jak kto woli „wtapianie się w tło” – idzie akurat tej społeczności opornie. Jednak zacząłem zastanawiać się również nad tym, czym konkretnie jest „euro-asymilacja”, czym jest europejskość, do jakiego wzorca kulturowego muzułmanie czy w ogóle emigranci mogliby dla własnej wygody i pomyślności dostosować się? Odpowiedź nie jest taka prosta jak mogłoby wydawać się.

W Polsce zarysowano niegdyś podział na „ludzi z miasta” i „ludzi ze wsi”. Po czasie, określenie twardych różnic stało się niemożliwe, ale wcześniej dysponowaliśmy jakimiś punktami zaczepienia typu ogłada, czystość, wiedza o świecie, sposób traktowania ludzi i zwierząt a nawet stosunek do religii. Dziś spoglądając na uznających się za miejską śmietankę zakapturzonych hip-hopowców z wytatuowanym na pół pleców Małym Powstańcem budzi jakieś dziwne odczucia. Czy asymilacja ma określony kierunek? Wtopienie się w tło nie jest proste. Tła są różne i trudno mówić o jakimś uniwersalnym wzorcu.

W jednym z filmów dokumentalnych o francuskich skinheadach, autor siedzący pośród ubawionych i statutowo ubranych skóro-głowych dostrzegł, że jeden z nich z pewnością nie jest posiadaczem czystej białej krwi (pure aryan blood). Nie całkiem strapiony tym spostrzeżeniem człowiek o typowych arabskich rysach stwierdził otwarcie, że pochodzi z Algierii. Jego kompani zapytani o to, czy im to nie przeszkadza zareagowali przecząco – ależ skąd, on jest okej, jest z nas. Czym zasłużył się ów Algierczyk, by roztopić chłód rasowy i zdobyć zaufanie prawicowych ekstremistów? – a może lepiej nie pytać? Cóż, w pewnym okresie historii Paryża, a nie chodzi o historię odległą, więcej swastyk na domach zamieszkałych przez Żydów (lub uchodzących za Żydów) wymalowali sprejami arabscy gówniarze a nie biali chłopcy spod znaku white-power. Przez wcale niekrótki okres istniał niepisany sojusz chrześcijan z muzułmanami i domyślcie się sami przeciwko komu był skierowany. Sięgając głębiej w historię dowiemy się, że najbardziej zasłużony dla rasowego oczyszczania świata Adolf Hitler, u schyłku wojny dostrzegł w Arabach doskonałych sojuszników, gdyż głęboko nienawidzących zarówno Żydów jak i Brytyjczyków. Choć refleksja wodza III Rzeszy była już musztardą po obiedzie, to jednak pamięć o wspólnocie ideologicznych priorytetów przetrwała.

Asymilację, jak widzicie, może znacznie uprościć i przyspieszyć przyjęciem obecnych w danej kulturze antagonizmów. Asymilacja z częścią Francuzów powinna zawierać jakąś domieszkę antybrytyjskości i jestem pewien, że asymilacja z pewnymi kręgami Brytyjczyków musiałaby oprzeć się na analogicznej orientacji. Podobnie w Polsce, asymilacja z jakąś częścią rodaków musiałaby być podparta pewną dozą antysemityzmu oraz wrogością do lewicowych przekonań, choć istnieje ryzyko, że taka asamylicja byłoby powodem wykluczenia przez tych, którzy do Żydów nic nie mają a do tego lewicowe zapatrywania na świat są im bliskie. Irlandczycy i Brytyjczycy, Czesi i Słowacy – stanie się „swoim człowiekiem” nie jest bułką z masłem.

Ludzie postulujący o asymilację emigrantów postrzegają europejską kulturę przez pryzmat telewizyjnego studia. Kłopot w tym, że społeczeństwo reprezentuje poziom i styl zupełnie odmienny, różnorodny. Czy można wymagać od kogoś zmierzania do wzorca, który nie jest stosowany? Jakim językiem powinien posługiwać się zasymilowany emigrant by zaskarbić sobie zaufanie a nie wrogość sąsiadów? Jaki powinien mieć stosunek do religii, ubioru? Czy powinien asymilować się z mieszczaństwem czy z gminem co wywoła oczywiste konsekwencje (arab słoik)?

Czym jest europejskość – europejskość stosowana, bo nie chodzi mi o mitologiczne obrazy? Czy zasymilowany emigrant widząc nagą performerkę w galerii powinien bić brawo czy odwrócić się na pięcie, splunąć przez ramię i narzekać na upadek zasad? Czy powinien kupować w Biedronce, Lidlu, a może w Stokrotce? Czy powinien uznawać, że Kukliński był zdrajcą czy bohaterem lub że Powstanie Warszawskie było błędem czy aktem heroizmu? A in-vitro? A kobieta arabska – czy powinna nosić białe kozaczki czy nie? Z pewnością emigrant nie powinien inwestować w wyższe wykształcenie i garnitur, gdyż podzieli los Żydów.

Na dobrą sprawę, rozsądny emigrant chcący dostosować się do uniwersalnych europejskich norm, powinien zarzucić na siebie zgrzebne sukno (najlepiej zakrywające również stopy by nie było widać sandałów i skarpet), zapuścić brodę dla niepoznaki (w ramach mody ‚na drwala’ a nie passe ‚metro’) i w ogóle nie wypowiadać się na poruszające opinię publiczną tematy. Emigrantka zaś, chcąc uniknąć wykluczenia ze względu na popękany lakier na paznokciach czy niewłaściwy kolor szminki powinna chodzić w burce.

as

Reklamy

EKO-APOKALIPSA – PAPIEROWY KOSZT

„To trzeba poprawić” – w dwóch milionach polskich firm, taka konstatacja uruchamia niszczarkę mechaniczną lub ręczną. „Czy to jest dobrze? Czy to się przyda?” – masz wybór: powiększać stertę papierów, pośród których już i tak trudno poruszać się, albo…. sprzątać, jednak niszczarka to nie najlepsza opcja (ktoś może poskładać urocze paseczki), lepiej spalić. Rachunki, paragony, przypomnienia, oferty, upomnienia, nowelizacje prawa. Jak wyglądają pod tym względem urzędy, komisje wyborcze, biura polityków? Prawdopodobnie nikt nie zna i nie jest w stanie oszacować skali. Spełnianie wymogów prawa oznacza likwidację hektarów lasów, być może każdego dnia.

Mówienie o ekologii i oszczędności papieru kojarzy się z Greenpeace czy Zielonymi, czyli traktowane jest jako nieco rozdmuchany problem. Ok. 40% Polaków uważa problem za mało istotny. Jednak osobista konieczność codziennej likwidacji stosów kartek byłaby w stanie poruszyć zmarłego. Oprócz tego co konieczne, panuje strach przedsiębiorców przed wnikliwością urzędników i nie pozwala poprawić czegoś długopisem, dlatego powstaje nowy druk i kolejny zgrzyt niszczarki. W marketach, kosze przy kasach pełne paragonów, „tomiki” wręczane w trakcie wyborów ważne przez kilka dni, potem na przemiał (przy 50% frekwencji – 50% niewykorzystanych ‚do piachu’). I niechby, każdy powstający druk dałoby się usprawiedliwić, to żyjemy w XXI w. Istnieje technologia!

Portal „Puls Biznesu” (2015-02-25) przytacza obliczenia firmy Grant Thornton: „W Polsce w życie weszło łącznie 25 634 stron maszynopisu nowego prawa, nowych ustaw, rozporządzeń i innych dokumentów, które tworzą lub zmieniają obowiązujące przepisy prawa”. „Wchodzi już ponad 20 tys. stron aktów prawnych rocznie, a rok 2014 był pod tym względem rekordowy – przyniósł aż 25,6 tys. stron nowego prawa”. Wiele z nich to nowe papierowe obowiązki i aktualizacje. Przed nami tylko Francja (portal wGospodarce ogłosił, w oparciu o te same dane, że jesteśmy pierwsi na świecie). I choć artykuł w PB dotyczy utrudnień związanych z dostosowywaniem się do nowych przepisów przez przedsiębiorców (strata 206 minut dziennie = 10% utraty dochodu = w skali gospodarki: 200 mld zł rocznie), to warto dostrzec „papierowy koszt”.

Firmy zużywają ponad 11 milionów ryz papieru A4 miesięcznie. Rocznie daje to około 68 miliardów „zadrukowanych” kartek, co ósma jest marnowana. To straty rzędu 200 mln zł w skali roku” – raport KPMG.

W 2012 portal forsal.pl oceniał liczbę urzędników na około milion. W Polsce powstał nawet zawód „fakturzysta” czyli osoba, która przygotowuje sterty papierzysków dla księgowości – dodatkowy etat, dodatkowa strata – tylko po to, by spełnić wymogi.

Cel? Możemy spekulować. Przepływ żywej gotówki lub towarów trudniej kontrolować – lepsze są kwity. Więcej biurokracji to więcej etatów dla „znajomych królika” – nazwy stanowisk m.in. w ARiMR wywoływały jeszcze niedawno salwy śmiechu. Ludzie zastanawiają się „na kogo głosować?”, choć nie muszą tego robić, gdyż urzędnicy wdzięczni za posady wraz z rodzinami sami zorganizują dobrą frekwencję. Chciałbym wierzyć, że nikt tego procesu nie kontroluje, że to zwykły polski bajzel.
Tylko lasów żal…

Climbing-mountain-of-paper
(graph:www.tanveernaseer.com)

KPMG stwierdza, że oszczędność pozwoliłaby uratować 38 tys. drzew miesięcznie. Ile uratowałyby dobre przepisy?

PRZEPROSINY

Głupio mi, że piszę nie z własnej inicjatywy lecz z powodu wiadomości od Bogusi-Zazy-Filonki, która przypomniała mi o tym, że blog istnieje, jednak po mojej stronie działało to trochę na zasadzie: „gdy się wyrwę to pogospodarzę”. To wyrwanie jest teoretycznie w zasięgu każdego dnia, choć widzicie jak to wychodzi. Zwaliło się mi na głowę nieco zajęć i tak skaczę z jednej sprawy do drugiej, bo wszystko jest na wczoraj. Nie chcę się usprawiedliwiać, bo kilka słów zostawić mogłem, no ale: „patrz punkt pierwszy (gdy się wyrwę)”.

Komentarze, które zostawiacie to prawdziwe generatory tematów i nie przesadzę, że odpowiedzią na niejeden z nich powinno być sążniste wypracowanie, książka a przynajmniej długa dyskusja. Nie dysponuję obecnie możliwością takiego pogłębionego uczestnictwa i wiem, że moja cicha nadzieja na Wasze zrozumienie zostaje wystawiona na próbę przez fakt mojego milczenia. Nadrabiam więc zaległość – trochę pociągnięty za uszy: PRZEPRASZAM za brak informacji ode mnie.
Zawsze starałem się Każdemu i Każdej z Was poświęcić trochę czasu i uwagi, by nie traktować tego co piszecie jak urzędnik rozdzielający zasiłki. Jednak w obecnym trybie prościej byłoby mi funkcjonować z hejterami, którym można odpowiedzieć krótko i na temat sp.. sk.. w.. j..się.

Liczę na zrozumienie. Skrawki chwil, którymi dysponuję pozwalają mi na naprawdę niewiele. Mam nadzieję, że w nieodległym czasie coś się „zluzuje” ale nie będzie to na pewno ten tydzień.

Pozdrawiam Was i jeszcze raz Przepraszam.
Romskey