IGLOO – GDY ZŁO JEST DOBREM

by romskey

Zbudowałem kiedyś igloo. Bez konkretnego powodu. Lepki śnieg zawsze zachęcał mnie do jakiegoś twórczego działania, niemal każdej zimy powstawała niezliczona ilość rzeźb. Igloo było pierwsze. Wieczorem stałem ze swoim przyjacielem bandytą nieopodal dzieła rozgrzewając się płynami chroniącymi przed zlodowaceniem. Do igloo zbliżył się 10-12-letni dzieciak w dużo za dużych markowych butach. Nie zatrzymałby na dłużej mojej uwagi gdyby nie zaczął z jakąś dziwną satysfakcją kopać w ledwie powstałą budowlę. Nie reagowałem, gdyż nie przywiązuję zbyt wielkiej wagi do śniegowych konstrukcji, choć zastanawiałem się co takie niszczenie gówniarzowi daje? Kumpel bandyta wykazał mniejszą cierpliwość i większe zrozumienie dla sztuki. Uczynił kilka nagłych kroków w stronę destruktora i ryknął: „Wypierdalaj!”. Dzieciak spojrzał wrednie, wyraźnie ociągając się z wykonaniem polecenia. „Oż ty, s***u” – w kumplu zawrzała krew. Gówniarz pędem zniknął za budynkami. Przyglądając się całemu zdarzeniu zacząłem zastanawiać się nad tym, że może i tak trzeba? Ze złem postępować twardo i nie rezygnować zbyt łatwo z tego co się stworzyło? Z drugiej strony tworzenie jest najlepsze na etapie samego tworzenia. Jak u Aborygenów, obcowanie z wszechświatem podczas zostawiania kresek na piachu. Przyszłość nie jest ważna. Podpis i własność nie są ważne. Ważne było to wcześniej. A zło? Co sprawiło, że nieprowokujący (w przeciwieństwie do wielu rzeźb) przykład śniegowej architektury wywołał chęć niszczenia u młodego chłopaka? Mógł przecież skorzystać, zaprosić kumpli a jednak wolał użyć nóg. Zła nie potrafiłem zrozumieć nigdy.

Ale jak to było ze mną? Kiedyś, w opuszczonych przez budowlańców barakach, dzieciaki z okolicy znalazły sobie świetne miejsce do zabawy. Głównymi atrakcjami była możliwość niszczenia. Wybijanie szyb, palenie gigantycznych ognisk, smarowanie jakimiś chemikaliami ścian czy demolowanie pozostawionych mebli. Czy był w tym jakiś zły zamysł? Nie przypominam sobie. Było w niszczeniu coś pociągającego. Sprawdzanie własnoręczne i nożne wytrzymałości konstrukcji, które poza „wolnym po-budowlanym światem” było zakazane, niemożliwe do wykonania. Nie było zła, „zostawione – to znaczy niczyje”.
Któregoś dnia usłyszeliśmy ryk oburzonego przechodnia. Dzieciaki rozpierzchły się na wszystkie strony. Przechodzień złapał jednego z bardziej ślamazarnych kumpli i wytargał go za ucho dając mu słowną lekcję poprawności. Miejsce zabaw wymarło.

Czy ocena zła zależy tylko od punktu widzenia? Czy możemy mówić o tym, że ktoś czyni zło, gdy ów ktoś nie ma w sobie złego zamiaru? Dziś lepiej rzecz rozumiem, gdyż czynienie zła jest dla wielu ludzi czynieniem dobra. Oni nie zabijają, ale realizują daną im przez boga misję. Oni nie wtrącają się z buciorami w cudze życie, ale chronią innych przez zagubieniem. Z potrzeby chronienia i miłości do ludzi, są gotowi pozamykać ich w piwnicach lub opatulić ich w burki. Żołnierze na misjach nie pastwią się nad przypadkowymi jeńcami, lecz biorą sprawiedliwy odwet za śmierć swoich towarzyszy broni, wspaniałych ludzi. Czują, że kara wymierzona nawet przypadkowym schwytanym odstraszy innych, oddali od nich niebezpieczeństwo. Zresztą „tamci to jedna banda”. Potem ponoć śni się o tym po nocach, można zacząć częściej się myć, chcąc zmazać z siebie jakiś niewidzialny brud. Zespół wojennego stresu pourazowego jest podobny w skutkach do stanu psychicznego ofiar gwałtów. Paradoks.

Inny znajomy bandyta odsiedział wyrok za zabójstwo. Napadli jakiegoś „leszcza”, który „strasznie się miotał”. Związali go, a pozostawiony „leszcz” zamarzł. „Wiesz jak to kurwa boli?” – zwierzał mi się człek po kilku głębszych. Pokazywał na klatkę piersiową, wymyślił sobie, że ma raka. Kolejnego dnia, uśmiechał się, starał się żyć. Nie chciał zabić, chodziło tylko o kasę, polepszenie losu, a tamten silny był i rzucał się. Dowiedziałem się, że odsiadując wyrok krzywdził młodszych więźniów. Krzywdzenie w gwarze zza krat ma określone znaczenie. Nie mógł grypsować, ale mógł się wykazać. Jakiś epizod z legią cudzoziemską w tle też dawał do myślenia. A może chciał zabić ale tylko do do czasu gdy jego „marzenie” ziściło się? W ból czy ciężar w klatce piersiowej wierzyłem, prawie płakał mówiąc o tym, choć mówi się „że to wódka płacze a nie człowiek”.

Pedofile często molestują z.. miłości. Seryjny morderca zza oceanu odkrył w wieku nastu lat, że jest homoseksualistą. Wychowywał się w katolickim domu i środowisku, więc mógł tylko marzyć o tym by przytulić się do nagiego mężczyzny. Gdy zaproszony kiedyś do domu autostopowicz nie chciał spełnić jego marzenia zabił go, obnażył i tulił się do zwłok.

Gdy zło jest dobrem…. proste i niebywale trudne. Dajemy sobie prawo do zwalczania przeszkód na drodze naszego szczęścia, bezpieczeństwa. Z naszego punktu widzenia postępujemy słusznie, lecz dla innych czy skarbówki rzecz wygląda inaczej. Psycholodzy starają się przeniknąć ten świat intencji, który jest dla wielu prosty jak cep czyli „zło wrodzone” gdy prawda bywa bardziej złożona Zimbardo przytoczył podczas jednego z wykładów Dostojewskiego: „Łatwo jest donieść na złoczyńcę, trudniej go zrozumieć”. W dalszej części przekonywał: „Zrozumienie to nie usprawiedliwienie. Psychologia to nie wymówko-logia”. Bardzo często chęć zrozumienia sprawców odbierana jest jako próba ich usprawiedliwiania czy wręcz popieranie zbrodni. Tego społecznego odruchu nie potrafię zrozumieć. Zrozumienie sprawców daje nam sposobność zatrzymania zła już u jego podstaw, nie wiem dlaczego nie chcemy słuchać i wolimy osądzać, skazywać bez wyroku, wiemy lepiej od osądzanych co ich motywowało, jakimi są ludźmi.

Co ze złem, które jest dobrem? Gdy chłop baby nie bije to mu wątroba gnije – ileż wątrób uratowano stosując się do tego zalecenia… Ile razy słyszymy „Chciałem dobrze”…

pic_wonder_igloo_lg
zdjęcie:www.cbc.ca

Reklamy